Strony

sobota, 25 lutego 2023

Dzień 16: Thakhek Loop dzień 4/4 z Thalang do Thakhek (3 grudnia 2022)

Wstajemy około 8:00, jemy śniadanie i ruszamy pokonać ostatnie 100 km dl Thakhek. Ruch jest mały, droga jest przyjemna, pogoda rześka, ale tym razem porządnie się ubraliśmy, więc humory nam dopisują. Ponownie jedziemy przez dość płaski teren, ale upstrzony malowniczymi wapiennymi skałami wyrastającymi z pól ryżowych, które niestety o tej porze są suche a nie zielone. Gdyby były zielone to prawdopodobnie umarłabym na trasie z zachwytu ;)

Po drodze mamy jeszcze przerwę na ponowną akcję wulkanizacja u Łukasza i Sylwii, a na koniec wjeżdżamy na dworzec autobusowy - nasi towarzysze szukają połączenia na wieczór dalej na południe do Pakase, a my na jutro do Tajlandii. Około 12 meldujemy się w naszej wypożyczalni. Naprawdę bardzo polecamy Mixay Bikerental - pani zaoferowała nam darmowe wzięcie prysznica po tourze a także darmową podwózkę wieczorem na dworzec, jeśli tego potrzebujemy, z czego Sylwia i Łukasz skorzystali.

My zarezerwowaliśmy sobie nockę w takim wielkim hotelu przy samej rzece w takim stylu "pod Chińczyków" a nie backpackersów, bo nasza La Casa Thakhek, w której spaliśmy wcześniej była overbooked ;) Po umyciu się i krótkim odpoczynku poszliśmy jeszcze we czwórkę na pożegnalny obiad na zakończenie wspólnej podróży przez Laos do naszej ulubionej knajpki Song Fang Khong.

Popołudnie spędziłam na wycieczce po mieście w poszukiwaniu laotańskiej herbaty na pamiątkę - w knajpkach często serwowano taką specyficzną herbatę z badylami w środku nazywaną właśnie "lao tea", ale po obejściu wszystkich straganów, marketów, sklepów, centrów targowych znalazłam jedynie herbaty tajskie, wietnamskie, japońskie i angielskie - po laotańskich ani śladu ;) Wymieniłam też resztę kipów w kantorze na tajskie baty, co jak się okaże było dobrą decyzją - na granicy nie będzie takiej możliwości, a poza Laosem są praktycznie nie do wymienienia ;) Wieczorem poszliśmy jeszcze na Nocny Market a potem siedzieliśmy sobie nad Mekongiem i obserwowaliśmy Tajlandię po drugiej stronie rzeki - miasto, do którego będziemy jechać kolejnego dnia! 

Podsumowując naszą pętlę, która ostatecznie nie okazała się pętlą, muszę przyznać, że wszystkie opowieści o tym jaka jest ciężka i niebezpieczna są mocno przesadzone. Trzeba mieć jakieś doświadczenie w prowadzeniu motorka, ale większość nawierzchni jest nowa i asfaltowa a większe natężenie ruchu napotkacie do około 40 km od Thakhek. Ogólnie, gdybym miała jeszcze raz pokonywać tę trasę, to wydłużyłabym ją o jeden dzień i po zwiedzaniu Konglor, pojechałabym na kolejkę linową i została już na dodatkową nockę w Nahin. W powrotnej trasie zwiedziłabym jeszcze Dragon Cave w okolicach Laksao, która wygląda na zdjęciach super i poszła na jakiś krótki trail trekingowy np. na Orchid Path. Ogólnie to przy trasie jest mnóstwo jaskiń, szlaków na wodospady, możliwości wycieczek łódkami po sztucznych jeziorach, więc jak macie czas i chęć to możecie spędzić tu nawet tydzień i się nie nudzić. My jechaliśmy w czwórkę, więc musieliśmy iść na pewne kompromisy, ale była to fajna odmiana od podróży we dwójkę, a Sylwia i Łukasz okazali się fajnymi kompanami podróży i spędziliśmy wesoły czas :). Thakhek Loop jest też dużo mniej turystyczna niż np. Mae Hong Son Loop czy Ha Giang Loop, co jest dużą zaletą, jeśli chcecie poznać lokalny koloryt. Nie ma też jakiś ciężkich technicznie odcinków czy meeega stromych podjazdów, więc zwykły automat jak najbardziej wystarczy.

Wydatki:
  • Śniadanie w guesthousie - 98 000
  • Nocleg w Mekong Hotel Twin room with Balkony - 162 zł (ściągnięte z karty)
  • Obiad (4 dania, 2 piwa) - 137 000
  • Paliwo - 20 000
  • Napoje - 17 500
  • Kawa i ciasto w kawiarni - 45 000
  • Kolacja w 6 friends restaurant ( 3 dania, 2 piwa, shake) - 97 000

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz