Nasz poranny wyjazd opóźnia się, gdyż okazuje się, że w motorze Sylwii i Łukasza zeszło powietrze z opony i musimy udać się do pobliskiego mechanika. Pan oczywiście jest ekspertem w swojej dziedzinie, szybko diagnozuje problem, jakim jest przebita dętka i po kilkunastu minutach jesteśmy gotowi do dalszej drogi. Naprawa kosztowała... 10 000 LAK czyli jakieś 3 zł.
Idziemy sobie jeszcze na śniadaniowy market - zjadam przepyszną grillowaną wieprzowinę na kijku z bagietką i około 10:00 ruszamy w dalszą drogę.
Krajobraz jest już wybitnie górski, a drogi to zakręcone serpentyny, więc nie idzie nam tak szybko jak poprzedniego dnia, ale nadal kondycja nawierzchni jest spoko a ruch jest umiarkowany. Pogoda i humory nam dopisują!
Pierwszą atrakcją na naszej trasie jest miejsce o nazwie Cool Pool, którym tak bardzo zachwycał się starszy Francuz w naszym guesthousie w Thakhek. Nie jest to nic szczególnego - raczej miejsce na pikniki dla lokalnych rodzin, ale spędzamy tutaj miło godzinkę na pływaniu, chillowaniu i pogawędkach, a sama droga do tego miejsca jest przepiękna!
Po kolejnych kilkudziesięciu kilometrach dojeżdżamy do miejsca o nazwie Limeforrest viewpoint. Jest tu przepięknie! Można tutaj także skorzystać z zipline'a, który trwa chyba ponad godzinę i wiedzie przez cudowną trasę ponad wapieniami, do tego w śmiesznej cenie 30 dolarów, ale ponieważ trasa idzie nam wolniej niż przewidywaliśmy, a do przejechania mamy jeszcze około 50 km do celu, decyzję o skorzystaniu z tej atrakcji zostawiamy sobie na kolejny dzień i pędzimy już do Konglor.
Ostatni fragment trasy jest znowu płaski, szeroki i totalnie bez ruchu. Na ostatnich 10 km trasa pogarsza się, ale nie ma dramatu, bo dobra droga jest wymieszana ze słabą i tak co kilkaset metrów jest trochę gorszy odcinek nawierzchni. Po drodze wpadamy jeszcze na zupę do przydrożnej knajpki i około godziny 16:30 meldujemy się w Konglor. Ponad pół godziny łazimy od guesthousu do guesthousu i szukamy fajnego noclegu. W końcu trafiamy na spoko opcję, nie ma jej na bookingu jak wielu domków tutaj - nazywa się Konglor Alounmai Guesthouse, a stosunek jakości do ceny jest jak najbardziej okej! Rozpakowujemy się i nie zwlekając za długo idziemy do bardzo fajnej prowadzonej przez lokalsów knajpki o wdzięcznej nazwie The Best One Restaurant Konglor Cave. Właściciele są przemili a jedzonko pyszne i spędzamy tutaj wieczór planując atrakcje na kolejny dzień. Konglor to dość mała lokalna wioseczka, nie widzimy tu zbyt wielu turystów, jest za to mnóstwo miejsc noclegowych, które stoją totalnie puste, więc w tym miejscu nie musicie absolutnie bookować miejsc wcześniej.
Wydatki:
- wieprzowina na kiju - 2 x 10 000
- 2 bagietki - 3000
- Kiełbaska na kiju - 2 x 10 000
- Paliwo - 6000
- Wejście na Cool Pool - 2 x 20 000 + 5000 motor
- Dwie zupy i dwie wody na trasie - 40 000
- Arbuz - 20 000
- Nocleg 2 osoby z klimatyzacją w Konglor Alounmai Guesthouse - 150 000
- Kolacja w The Best One Restaurant -190 000 (2 dania, 5 piw, pepsi)
- Piwo w hotelu - 20 000
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz