Bilety na powrotny bus do Luang Prabang kupiliśmy poprzedniego dnia w jednym z lokalnych biur podróży. W cenie zawarty był ten przejazd tuktukiem na dworzec. Dworzec w NK jest bardzo blisko miasta, ale bilety można tu kupić dopiero bezpośrednio przed wyjazdem i osoby, które nie robiły tego przez agencję w części nie zalapały się na busa o 9:00 i musiały czekać na późniejszego. Wyruszamy z około godzinnym opóźnieniem spowodowanym trudnosciami obsługi z przeliczeniem liczby biletów i pasażerów - istny cyrk ;) Po drodze podziwamy piękne widoki.
Na dworcu w Luang Prabang korzystamy ze zbiorowego tuktuka do miasta i negocjujemy cenę 40 000 LAK od osoby. Kierowca podwozi nas do hotelu. Nocujemy ponownie w Chaliya Garden Guesthouse.
Potem idziemy na obiad do knajpki, gdzie jedliśmy ostatnim razem a następnie decydujemy się na wypożyczenie skutera, aby pojechać na stację kolejową po bilety i pojeździć po okolicy. W Luang Prabang wypożyczenie skutera nie jest takie bezproblemowe, jak w innych częściach Azji, bo od lat funkcjonuje tu słynny scam z kradzieżami przez właścicieli wypożyczalni wypożyczonych skuterów, a następnie żądanie ogromnych kwot zadośćuczynienia. W proceder ten zamieszana jest policja, więc trzeba być naprawdę ostrożnym - nie zostawiać motoru nocą na ulicy, patrzyć, czy nikt Was nie śledzi po wypożyczeniu i korzystać tylko ze sprawdzonych wypożyczalni. My zdecydowaliśmy się na wypożyczalnię Anousay Motorbike Rental, która ma świetne opinie na google oraz poleciło nam ją mnóstwo osób spotkanych w LP i NK. Mimo wszystko nie zdecydowaliśmy się na wzięcie skutera na noc i woleliśmy oddać go na noc i ponownie wypożyczyć kolejnego dnia, choć straciliśmy na tym finansowo.
Motorem udaliśmy się na stację kolejową, która oddalona jest o około 12 km od miasta i robi niesamowite wrażenie! Wygląda sto razy bardziej profesjonalnie niż tutejsze lotnisko. Udaje nam się kupić bilety na kolejny dzień, także taki sposób Wam polecamy najbardziej. Potem jedzieny sobie jeszcze w stronę Pak Ou, podglądając toczące się w pobliskich wioseczkach życie. Drogi nie są takie straszne, jak się spodziewaliśmy. Co ciekawe, nie każą nam też uzupelniać zużytego paliwa w skuterze.
Wieczorem wybieramy się na kolację w lokalne fancy miejsce z laotańskim grillem Dyen Sabai Restaurant. Droga prowadzi przez chwiejny bambsuowy mostek ;) Na miejscu dostaje się set surowego mięsa, tofu, jajek i innych dodatków i grilluje się je samodzielnie na specjalnym palenisku wbudowanym w stół. Większość gości stanowią lokalsi, widać, że wybierają to miejsce na specjalne okazje i biesiadują całymi rodzinami. Nie jest tu tanio, ale całe doświadczenie jest tego warte.
Mieliśmy jeszcze zamiar wrócic na Nocny Market po magnesy i inne pamiątki, ale jesteśmy totalnie obżarci i wracamy do guest housu.
Wydatki:
- bus z NK do LP - 2 x 100 000 LAK
- 2 kg prania w NK - 30 000 LAK
- Tuktuk z Northern Station do centrum LP - 2 x 40 000 LAK
- Nocleg w Chaliya Garden - 200 000 LAK
- Obiad w Restaurant Local dwa dania, dwa napoje - 80 000 LAK
- Motor i dwa kaski - 170 000 LAK
- Piwo, kawa w barze - 47 000 LAK
- Laotański grill + dodatkowy set tofu, 2 piwa, drink - 368 000 LAK
- Woda 1.5 l - 7000 LAK
- Opłata za mostek - 2 x 10 000 LAK
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz