Strony

sobota, 14 stycznia 2023

Dzień 4: rejs po Mekongu w Luang Prabang (21 listopada 2022)

 Pierwsza noc w Laosie przebiegła spokojnie i bez niespodzianek. Z rana bierzemy się za załatwienie transportu na kolejne dni, tak by później móc w spokoju kontynuować zwiedzanie. Najpierw u Pani z guesthousu zamawiamy mini vana na kolejny dzień do Nong Khiaw a następnie udajemy się do miejsca oznaczonego na mapie jako "Laos-China Raiway Ticket Office", gdzie podobno można zdobyć bilety na pociąg do Vang Vieng i Vientiane. Punkt jest czynny od godziny 10 do 12 a następnie od 12:30 do 15:30. Kupienie tutaj biletów nie jest jednak proste, bo do zapłacić można tylko poprzez specjalną aplikację, którą mają mieszkańcy Laosu. W praktyce pp rezerwacji biletu należu udać się do jakiegoś biura typu Western Union, by dokonać wpłaty, a potem wrócić na miejsce, by odebrać bilet... Wygląda na to, że stracilibyśmy na to pół dnia, więc póki  co odpuszczamy.
      Udajemy się za to na łódkową przystań nad brzegiem Mekongu (mniej więcej na przeciwko Saffron Caffe) i za około 180 zł zamawiamy sobie prywatną łódkę na 4 godzinny rejs do jaskini Pak-Ou. Istnieje też możliwość pojechania skuterem około 20 km do miejscowości Pak-Ou i tam przeprawienie się promem na drugą stronę Mekongu, by dostać się do jaskini, ale dłuższa wycieczka łódką wydaje nam się lepszą opcją. Pogoda jest piękna a widoki oszałamiają! 

Po około dwóch godzinach przyjemnej wycieczki docieramy do jaskini. Jest tu trochę lokalsów, którzy zapraszają nas do wspólnych zdjęć. Same jaskinie przypominają te, które zwiedzaliśmy w Birmie i nie są jakieś niesamowite, dlatego opcja z dłuższym rejsem jest lepszą opcją, bo wycieczka łódką daje więcej zabawy niż samo zwiedzanie Pak-Ou.

Zwiedzanie jaskiń zajmuje nam około godziny a potem również około godziny wracamy już z prądem do miasta. Muszę przyznać, że krajobraz jest niesamowity i rzeka wijąca się pośród pięknych gór robi wrażenie a obserwacja życia ludzi nad jej brzegiem to wspaniałe doświadczenie. 

Po rejsie idziemy szukać obiadu. Znajdujemy sobie uroczą, lokalną knajpkę wkomponowaną w jeden ze stoków Phousi Hill o nazwie na google maps "Restaurante Local" ;) i zamawiam słynne laotańskie khao soi czyli lokalną wersję północnotajskiego klasyku. Smakuje ona zupełnie inaczej, jest bardziej pomidorowa i zagęszczona pastą z orzeszków, ale jest pyszna, serwowana w wietnamskim stylu z dodatkiem michy ziół i zieleniny. Drugie danie to lap lap z tofu - próbowaliśmy go już wczoraj i też jest super.

Po obiedzie spędzamy czas w ogrodzie naszego gustehousu a kiedy robi sie ciemno udajemy się na Nocny Market. Na miejscu kupujemy wielki obraz laotańskiego krajobrazu u lokalnego artysty, a że jest dopiero początek podróży, to nie lada wyzwaniem będzie niezgubienie go na żadnym z dalszych etapów podróży. Mamy jednak nosa do zakupów, bo nigdzie później nie trafimy na nic równie ładnego. Wieczór kończymy wcinając rotti, sajgonki i sącząc piwko na Nocnym Targu. Póki co, Laos jest totalnym sztosem! 


Ponieważ straciliśmy sporo czasu na próbie ogarnięcia biletów na pociąg i wstaliśmy dosyć późno, nie zdążyliśmy zobaczyć największej atrakcji Luang Prabang - wodospadów Kuang Si. Postanawiamy więc zmodyfikować dalszy plan wycieczki i z Nong Khiaw wrocić jeszcze na jedną noc do LP, żeby odwiedzić wodospad a także ogarnąć bilety na pociąg  bezpośrednio na stacji kolejowej. Bookujemy też od razu nocleg w naszym super guesthousie, który bardzo polecamy.

Wydatki:
  • 5 piw i woda w sklepie - 67 000 LAK
  • śniadanie w fancy knajpce - 2 dania, 2 kawy - 130 000 LAK
  • prywatny rejs do jaskini 4 godziny - 720 000 LAK
  • wstęp do jaskini Pak-Ou - 2 x 20 000 LAK
  • obiad w "Restaurant Local": dwa dania, duże piwo, coconut shake - 78 000 LAK
  • dwie kawy w kawiarni - 45 000 LAK
  • obraz lokalnego artysty na targu - 420 000 LAK
  • Nocny Market: 
  • piwo duże x 2 i małe IPA x 2 -  86 000 LAK
  • 6 sajgonek - 40 000 LAK
  • Popcorn - 10 000 LAK
  • Parowane rzeczy x 6 -  21 000 LAK
  • Rotti z tuńczykiem - 25 000 LAK



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz