Rano idziemy na śniadanko, a potem checkinujemy się w naszym pokoju w La Casa. Jest to bardzo fajne miejsce prowadzone przez super miłą parę z Francji, ale prywatny pokój jest tutaj tylko jeden. Cała reszta guesthousu to dormitorium. Jest tutaj fajny rooftop na piwko i duża przestrzeń na dole rownież na jakieś piwko i jedzenie. Bardzo przyjemne miejsce.
Samo Thakhek to takie zwyczajne, lokalne miasteczko. Nie ma tu nic do zwiedzania, ludzie przyjeżdżają tutaj tylko wynająć motor na pętlę. Położone jest nad Mekongiem, a po drugiej stronie rzeki znajduje się miasteczko Nakhom Phanom w Tajlandii.
Dzień spędzamy spokojnie na szukaniu motorów dla nas i Sylwii i Łukasza, którzy dojadą do nas wieczorem, bo jadą aż z Vang Vieng. Dwie najbardziej znane wypożyczalnie w Thakhek to Mad Monkey i VangVang, ale my decydujemy się na polecaną nam przez poznanego w Nong Khiaw Anglika - Mixtay, bo miła właścicielka godzi się zamiast paszportu wziąć od nas dowody osobiste i nasze bagaże w zastaw (co w sumie jest nam na rękę, bo nie musimy zostawiać ich w hostelu). Zamawiamy sobie dwie całkiem fajne Hondy Click.
Spacerujemy sobie też promenadą i pijemy piwko w nadrzecznych knajpeczkach.
Polecamy Wam fajną knajpeczkę przy głównym placu Song Fang Khong Restaurant, gdzie są przystępne ceny a dwie panie właścicielki same gotują od podstaw pyszne dania.
Wieczorem poszliśmy kawałek dalej od guesthousu i odkryliśmy całkiem fajny lokalny nocny market. Tutaj też odkrywam lokalne kiełbaski na patyku, w których mięso wymieszane jest z ryżem i mocno doprawione są trawą cytrynową. Od tego czasu objadam się nimi na potęgę!
Ponadto o 18 było w La Casa spotkanie z właścicielem na temat pętli o szczerze odradzał on robienie ostatniej części loopa. Radził, by wracać po własnych śladach, bo droga jest masakryczna, idzie tamtędy tranzyt tirami na południe i jest mnóstwo wypadków i nie ma już żadnych atrakcji po drodze. Jesteśmy na linii z Łukaszem i Sylwią, którzy właśnie jadą tą drogą do Thakhek i całkowicie zgadzają się z opcją powrotu po własnych śladach.... Nocny bus był jednak super pomysłem, bo oni docierają do Thakhek dopiero po 22:00... Idziemy więc spać, bo jutro ruszamy w 4 dniową trasę, podobno jedną z TOP 5 w całej Azji ;)
Wydatki:
- 2 x 30 000 - tuktuk z dworca do hotelu
- 300 000 - nocleg w La Casa Thakhek
- 96 000 - śniadanie w Song Fang Khong
- 25 000 - kawa w Cafe Amazon
- 122 000 - obiad w Song Fang Khong
- 40 000 - 2 piwa w knajpce nad rzeką
- 10 000 - pięć mini pączków na straganie
- 10 000 - kiełbaska z grilla na Night Markecie
- 120 000 - piwa wypite w La Casa podczas pobytu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz