Długo zastanawialiśmy się, czy zostać do końca wyjazdu w Tangalle czy jednak zwiedzić Galle, którego nie udało nam się zobaczyć ostatnim razem. Postawiamy spakować się i jechać jednak dalej. Po kolejnym pysznym śniadaniu w Copperath tangalle, umawiamy się z panem, który woził nas wczoraj i po szalonych dwóch godzinach w tuktuku, podczas których uniknęliśmy śmierci chyba z milion razy, około 11:00 docieramy do Galle. Pierwszą godzinę łazimy po terenie "starego miasta" i szukamy sobie jakiegoś przyjemnego hoteliku. Znajdujemy całkiem fajne miejsce - Dream Villa, gdzie jesteśmy jedynymi gośćmi i mamy do siebie do dyspozycji całą wielką kuchnie i "otwary" salon a właściciele zostawiają nas samych i mówią, że wpadną kolejnego dnia tylko po klucze ;) Także chata wolna :) Bartek ma zajęcia zdalne na uczelni przez resztę dnia, a ja ruszam sobie na obchód po pięknym, kolonialnym forcie wpisanym na listę UNESCO.
Po zwiedzeniu fortu, udaję się do miasta, które sprawia wrażenia dość "europejskiego" i przyjaznego miejsca, aby zostać w nim na trochę dłużej. Trochę włóczę się między uliczkami, robię zakupy w markecie, na rynku i chłonę atmosferę. Galle robi na mnie pozytywne wrażenie, ale nie jest to jakiś "must see" i jak macie mało czasu na zwiedzanie Sri Lanki, to możecie to miejsce zwyczajnie pominąć.
WYDATKI:
- śniadanie w Coperath: omlet, fancy owsianka, kawa, herbata, mango lassi - 2800 LKR
- tuktuk Tangalle-Galle - ???
- hotel w Galle Dream Villa Galle Fort (1 noc) - 5000 LKR
- zakupy w markecie: kawy, mango, marakuja, napoje, przyprawy - 1800 LKR
- nerkowce 100 g - 550 LKR
- worek rambutanów na rynku - 200 LKR
- sklep - 645 LKR
- kolacja 2 dania i 2 soki: 2150 LKR
- piwo imbirowe - 450 LKR






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz