Dwa dni wcześniej umawiam z Ceylon Taxi na messengerze taksówkę na dziś do Ella. Mamy do przejechania około 270 km a przy braku jest dogodnych połączeń autobusowych (minimum 3 przesiadki), taksówka wydaje się rozsądną i niezbyt drogą opcją, jak za taki dystans i to w części górskimi serpentynami. Nasz kierowca pojawia się punktualnie o 7:30 i po kolejnym pysznym hotelowym śniadaniu ruszamy. Od samego rana leje jak z cebra, więc trzeba przynać, ze idealnie się wstrzeliliśmy w trincomalskie okienko pogodowe :) Trasa prowadzi przez tereny znane nam z poprzedniej wyprawy - Habarana, Minerryia itp. Miło zobaczyć stare śmieci ;) W drugiej części podrózy wjezdzamy w góry i muszę przyznac, ze pod względem choroby lokomocyjnej robi mi się nieciekawie, bo kierowca pędzi jak szalony, ścinając zakręty jak kierowca rajdowy... Po 6 godzinach szczęśliwie docieramy na miejsce.
Trochę się wahaliśmy, czy w ogóle jechać w góry, bo prognoza pogody nie napawa optymizmem, ale postanowiliśmy przyjechać, ze względu na nasz ulubiony hotel, który okazał się highlightem poprzedniej podrózy - Sita's Heaven z boskim widokiem na Ella Rock. Co ciekawe, nie był on dostępny na zadnym portalu z noclegami, ale kiedy napisałam do właściciela przez google powiedział, ze jest otwarty i mogę zrobić rezerwację. Na miejscu jednak spotkała nas niezbyt fajna niespodzianka, bo okazało się, ze Pan Sita zmienił hotel na połozony tuz obok poprzedniego... Jednak nie ma on juz takiego fajnego standardu i tak wypasionego widoku... Jednak głupio nam było rezygnować, bo pan się ucieszył na nasz widok a lepiej wspierać lokalnych ziomków niz sieciówki (a poprzednia miejscówka została przejęta przez sieć Hangover Hostels), więc dwa dni spędziliśmy w takiej trochę zatęchłej norce, patrząc z tęsknotą na nasz wymarzony pokój tuz za płotem...
Pierwszego dnia powłóczyliśmy się po okolicy, napawając się pięknem gór i poszliśmy na obiad do najsłynniejszej knajpki w Ella - Chill Cafe. Muszę jednak przyznać, ze jedzenie było rozczarowujące i zaledwie poprawne, niewarte wygórowanej ceny. W kilka minut po przybyciu do Ella zobaczyłam chyba jakieś 100 razy więcej turystów niz podczas całego poprzedniego tygodnia i przypomniało mi sie, czemu nie lubię tego miasta - mekki dla białasów, spragnionych burgerów i drinków... I na kazdym kroku tylko "tuktuk, tuktuk, sir, maybe tommorow", z czym totalnie nie mieliśmy do czynienia podczas tej wycieczki do tej pory.
Kolejnego dnia pogoda dopisała i zaopatrzeni w sól na pijawki wybraliśmy się na trasę na Ella Rock. Szlak słynie z tego, ze jest totalnie nieoznakowany, a lokalsi na trasie podają turystom mylne wskazówki, zeby potem za kasę ratować ich z opresji ;) Ja oczywiście stwierdziłam, ze jakos to będzie i nie poczytałam wystarczająco w internecie, idąc na zywioł i korzystając ze szlaków na mapsme. Pierwszym błędem było wytyczenie trasy przez Rawana Falls zamiast przez dworzec kolejowy w Kithaella i trafiliśmy na podwórko jakiegoś tutejszego dziadka... Ten nas oczywiście chetnie wyprowadził na prawidłowy szlak, ale oczywiście wypadało mu coś zapłacić za tę przysługę. Przysługa okazała się niedźwiedzia, bo wskazał nam potem złą trasę(na 100% specjalnie, bo dobra trasa prowadziła w prawo a on wskazał drogę do góry), przez co trafiliśmy na porośniety dzunglą stok, którym to wspinaliśmy się do góry, coraz bardziej błądząc... Oczywiście nagle znalazł sie inny leśny troll, który wyprowadził nas stamtąd na sam szczyt, ale szczerze mówiąc, zespuło mi to wycieczkę, bo nie chciał się potem odczepić i zepsuł nam trochę radość z chillowania na szczycie... Niemniej widoki i cała trasa to totalny sztos, więc po odpowiednim reaserchu na temat trasy warto ją zrobić.
Ogólnie, jeśli chcecie unikać leśnych dziadków, to szlak rozpocznijcie w miejscu oznaczonym na mapie gwiazdką i drogą Waterfall Road idzcie do torów kolejowych.
Dalej idzcie torami (tak, torami ;) do stacji Kithaella. Za stacją trzeba odbić w górę na szlak oznaczony na mapsme na biało jako "footpath to Ella Rock" i trzymajcie się koniecznie białej trasy, nie schodźcie na czarne szlaki, bo to właśnie te drogi po dzunglowych stokach, na których przepadniecie. Jak się będziecie trzymać białych tras, to powinno być ok. A jak nie to leśne trolle Was znajdą i uratują. I weźcie sól na pijawki, bo one naprawdę tam są :D
- Ceylon Taxi do Ella 270 km - 14000 LKR (daliśmy 15000)
- 3 noce w Sita's Heaven - 12000 LKR
- tea pot w Sita's Heaven - 200 LKR
- coffe pot w Sita's Heaven - 350 LKR
- śniadania w guetshousie - 4 x 800 LKR
- kolacja w Chill Cafe - pizza, burger, zupa, 2 piwa, mohito, lody, czajnik herbaty) - 5650 LKR
- opłaty dla leśnych trolli na trasie - 3500 LKR (chcieli więcej, ale kłamaliśmy, ze nie mamy :P)
- dwie duze wody -140 LKR
- obiad w Ice Cube: fish and chips, tajskie curry, zupa, tom yum, 2 piwa, tea pot, mohito, 2 piwa - 4600 LKR + 400 napiwek
- pamiątki handmade: breloczek, magnesy, chusta - 2700 LKR
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz