Początkowo zaraz po Anuradhapurze planowaliśmy pociągiem udać się dalej na północ i spędzić 3-4 dni w Jaffnie, ponieważ jednak na ten weekend przypadały i moje i Bartka studia online i nie mielibyśmy zbyt dużo czasu na zwiedzanie, postanowiliśmy zmienić plany i pojechać do Trincomalee - czyli do nadmorskiej miejscowości położonej na wschodnim wybrzeżu. Chcieliśmy udać się tam autobusem, jednak pan w guesthousie namówił nas na tuk-tuka - przejechanie 100 km zajęło nam około 3 godziny, więc poszło całkiem sprawnie a droga była bardzo przyjemna.
W samym Trincomalee panuje niski sezon - najlepsza pogoda jest tutaj w lipcu i sierpniu a obecnie jest pora deszczowa. Mimo to podczas naszego pobytu cały czas było słonecznie i bezdeszczowo, jednak wadą low season jest totalny zastój branży turystycznej i niemożność znalezienia choćby jednego beach baru, żeby wypić drinka z palemką na play ;)
Trafiamy na bardzo fajny hotelik Tobiko, położony tuż przy Uppuvelli Beach. Przybytek prowadzi przesympatyczne starsze małżeństwo i w cenie mamy śniadania - jak się okazuje - fantastyczne śniadania na bogato, takich chyba nie mieliśmy nigdy w zadnym hotelu, nie tylko na Sri Lance, ale w ogóle nigdzie na świecie ;) Ponadto mamy do naszego użytku wielką jadalnię, strefę wspólną z sofami na parterze i bardzo przestronny, duży pokój z wielkimi oknami wychodzącymi w stronę morza.
W pierwszy dzień idziemy na długi spacer plażą Uppuvelli i dostrzegamy jeszcze jedną wadę niskiego sezonu - plaża jest totalnie zasyfiona i nieposprzątana. Jest też niezbyt szeroka, ale za to bardzo długa i znajdują się wzdłuż niej resorty - obecnie w 95% pozamykane. Nie ma tu w ogóle turystów, jest za to trochę lokalsów - szczególnie wieczorami, dużo rybaków i łodzi rybackich i dużo plażowych psów. Kiedy zauważamy, że na Uppuvelli nic się nie dzieje, bierzemy tuktuka na drugą plażę Nilavelli położoną około 6 km od tej. Jest ona ładniejsza i trochę bardziej posprzątana a na samym początku lokalne dzieci ze szkoły pluskają się w morzu pod okiem ratownika. Nie znajdujemy tu jednak otwartej restauracji, więc zadowalamy się ciastkami i wodą ze sklepu ;) Spędzamy tu około 2 godzin. Mamy tez problem powrotem do Uppuveli, bo pickme nikogo nie wyszukuje. Dochodzimy więc do głównej drogi celem złapania autobusu, ale jakiś lokals woła nas i ogrania swojego kolegę tuktukarza, który zawozi nas za mega wygórowaną cenę do domu ;) Na Uppuvelli znajdujemy w końcu otwartą restaurację w jednym z dwóch otwartych resortów i idziemy na kolację. Jemy tu chyba najlepsze jedzenie podczas całego pobytu - pysznego tuńczyka i krewetki - wszystko w bardzo ciekawym sosie w stylu barbecue.
Drugiego dnia idziemy znowu na spacer plazą a potem do miasta w poszukiwaniu owoców - kupujemy mango i awokado w super cenach i robimy je sobie na lunch a następnie rozpoczynam 8 godzin studiów od 14:00 do 22:00 lokalnego czasu ;)
Trzeciego dnia idziemy na około 5 km spacer do hinduskiej świątyni Koneswaram Kovil, malowniczo połozonej na klifie. Droga prowadzi tez przez zabytkowy fort. Spędzamy tu trochę czasu pijąc koktajle owocowe w knajpce z widokiem na morze. Po drodze trafiamy tez na rezerwat jeleni trincomalskich, które są tutaj czymś w rodzaju świętych zwierząt i nawet Shiva z posągu górującego w świątyni ma je na rękach. Chodzą też sobie po okolicy zupełnie wolne i przyjazne. Ze świątyni wracamy około 5 km plażą - jest to jednak lokalna plaża, przy której stoją domki lokalnych rybaków. Lokalne dzieci biegają wokół nas i machają do nas z zaciekawieniem. Na lunch znowu wpadają owoce i znów szkoła od 14:00 do 22:00. Robię sobie przerwę około 15:00 i jeszcze raz idziemy do restauracji na plazy na tuńczyka i krewetki.
Trincomalee bardzo mi się
spodobało, choć muszę przyznać, ze byłam chyba jedyną blondynką w
mieście i jak ktoś szuka imprez i towarzystwa, to moze się rozczarować ;). Bardziej wyraźne są tu wpływy hinduskie niz buddyjskie,
podobnie jak na północy Sri Lanki, co było ciekawą odmianą. Mimo pory
deszczowej trafiliśmy na idealną pogodę, choć w kolejnym dniu, kiedy
opuszczaliśmy Trinco pozegnała nas gigantyczna ulewa. Polecam to
miejsce, jeśli ktoś szuka bazy np. do pracy zdalnej.
Koszty:
- śniadanie w Anuradhapura - 6 rotti z piekarni + 2 nescafe - 550 LKR
- tuktuk z Anuradhapura do Trincomalee ok. 100 km - 6000 LKR
- 3 noclegi w Tobiko Hotel - pokój rodzinny deluxe, zamówiony przez booking i opłacony na miejscu gotówką ze śniadaniami - 12000 LKR
- tuktuk z Uppuvelli do Nilavelli - 600 LKR
- woda i dwie paczki ciastek na plazy - 200 LKR
- tuktuk z Nilavelli do Uppuvelli - 1000 LKR
- kolacja: zestaw tuńczyk, frytki, surówka i krewetki, frytki, surówka, 3 piwa, sok, kawa - 4600 LKR + 400 LKR daliśmy napiwku
- 4 wielkie awokado XL - 540 LKR (400 LKR za kg)
- 4 mango - 180 LKR
- 2 duze wody - 110 LKR
- przekąski w lokalnej piekarni - frytki, samosy - 120 LKR
- sklep: chipsy, ciastka, wody - 420 LKR
- 5 piw ze sklepu - 1100 LKR
- soki przy świątyni - 2 x 400 LKR
- pranie - całe - 700 LKR
- kolacja: zestaw tuńczyk, frytki, surówka i krewetki, frytki, surówka, 2 piwa, sok, kawa - 4400 LKR + 600 LKR daliśmy napiwku
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz