O Horton Plains przeczytacie w internecie skrajne opinie - od totalnego zachwytu, "musicie tam jechać koniecznie', "najpiękniejsze miejsce na Sri Lance" po maksymalne niezadowolenie - "stracone pieniądze", "masakra", "nic nie widać"... Domyślam się, że kluczowa dla odbioru tego miejsca jest pogoda. Na Horton Plains trzeba wybrać się tuż po wschodzie słońca, by przy odrobinie szczęścia zobaczyć niesamowite widoki z dwóch punktów widokowych zwanych Małym i Dużym Końcem Świata, na które dociera się po kilkukilometrowym trekkingu. Ma to wyglądać mniej więcej tak:
Podobno około 10-11 na równinę docierają mgły i chmury i totalnie nic już nie widać. Niestety, jeśli nie macie szczęścia do pogody chmury będą unosić się tam od samego wschodu i niestety, będziecie musieli zadowolić się fotkami na mlecznym tle.
Do Horton Plains można dotrzeć z Nuwara Eliya albo z Haputale. W naszym planie lepiej pasowało jechać tam z tej drugiej miejscowości. Często łączy się przejazd tam z Diyaluma Waterfalls, gdzie można zrobić sobie instagramowe foty, pluskając się na szczycie wodospadu i złapać kilka pijawek ;) My akurat ten punkt chcemy pominąć i decydujemy się tylko na Horton.
Poprzedniego dnia umówiliśmy się z gospodarzem naszego guesthousu, że wyruszymy o 5:00 rano jego tuktukiem. Niestety, tak jak pisałam, poprzedniego dnia wieczorem zaczęło intensywnie padać i kiedy budzimy się przed umówioną godziną wciąż leje non stop jak z cebra... Mimo to nasz gospodarz namawia nas byśmy jechali, tłumacząc, że na miejscu pogoda powinna się poprawić :/ No cóż, nie jest to niestety prawda i kiedy po około 2 godzinach drogi docieramy na miejsce, nie wydaje się, aby chmury miały się rozejść a deszcz zelżeć... Przy wjeździe strażnicy pobierają opłatę za wejście na teren parku - jest to jedna z najdroższych atrakcji na Sri Lance, choć sposób inkasowania opłat za bilety nie jest turystom do końca znany i każdy dostaje zazwyczaj inną cenę - my za dwie osoby i wjazd tutuka płacimy 7550 LKR czyli ponad 170 zł! Po uiszczeniu zapłaty tutuk zawozi nas pod biuro parku, gdzie sprawdzane są nasze torby, gdyż na teren parku nie można wnosić plastiku i niczego, czym można go zaśmiecić... Można wnieść butelkę z wodą, ale trzeba z niej oderwać etykiety. Na szczęście obsługująca pani okazuje się o tyle miła, że pozwala mi wnieść moje śniadanie w postaci zapakowanego w plastik rice and curry ;).
Pełni obaw ruszamy na około 5 km trekking - jest to pętla, którą można zrobić rozpoczynając od pójścia w lewo albo prawo. Bardziej zalecane jest pójście w lewo, aby zdążyć na World's End przed nadejściem chmur, ale my nie wiadomo czemu idziemy w prawo ;) Po jakimś kilometrze musimy zawrócić, bo opady są tak intensywne, że tworzą wręcz rzeki na gliniastej drodze i nie da rady dalej przejść... Idąc w lewo też nie da się przejść bez brodzenia w wodzie po kostki, ale jakoś dajemy radę... Przyroda Horton Plains jest dosyć niezwykła dla klimatu Sri Lanki, bo przypomina jakąś tajgę albo tundrę. Dla nas, jako dla Europejczyków z chłodniejszej części kontynentu nie są aż takie niesamowite, bo przypominają trochę polski krajobraz. Muszę jednak przyznać, że te spowite mgłą, puste równiny robią mroczne, tajemnicze wrażenie - byłyby idealną scenerią dla horrorów ;)
Po przejściu około 1,5 km docieramy na Duży Koniec Świata - niestety, oto nasz widok z tego ponoć najpiękniejszego z lankijskich punktów widokowych:
Nie decydujemy się iść dalej, aby dokończyć pętlę, bo jesteśmy przemarznięci i przemoknięci do szpiku kości :/ Wracamy po swoich śladach i idziemy na kawę i przekąski do budy obok wejścia do parku. Potem niepocieszeni wsiadamy do tuktuka i jedziemy ponad godzinę do domu... Wracamy około 10:30...
Nasza wycieczka się niestety nie udała, ale większym problemem od zamglonych widoków jest fakt, że wszystko, totalnie wszystko mamy mokre i przy ciągłych opadach i gigantycznej wilgotności nie widzimy szans, by cokolwiek wyschło do następnego dnia :/ Ogólnie nawet rzeczy, które praliśmy w Hatton nadal są wilgotne i zaczynają nieprzyjemnie pachnieć... Gospodarze nie dysponują niestety żadnym piecykiem ani suszarką do ubrań i pan od razu mówi nam, że pranie, które nam zrobi nie będzie do końca suche. Próbujemy wysuszyć sobie choć najpotrzebniejsze ubrania zwykłą suszarką do włosów, ale po jakiejś godzinie poddajemy się, bo nie ma to sensu... Brak suchych ubrań stawia pod znakiem zapytania naszą dalszą podróż po górskiej części Sri Lanki... Nie ma sensu jechać na Lipton's Seat, bo prawdopodobnie znów nic nie zobaczymy i nie widzimy też sensu w jechaniu do Ella - kolejnego punktu na naszej mapie. Po górach nie damy rady chodzić w klapkach podczas deszczowej pogody a trampki mamy przemoczone. Nie mamy też zapasowych długich dresów ani jeansów... Z bólem serca odwołujemy więc rezerwację na kolejne dni w Ella i decydujemy się, że kolejnego dnia z samego rana udamy się w stronę wybrzeża i postaramy się tam wyschnąć - pogoda w dolnej części wyspy zapowiada się dużo lepiej niż w górach.
Ten dzień spędzamy już cały w łóżku - na szczęście to akurat dzień premiery "Wiedźmina" na Netflixie a internet w naszym lokalu śmiga jak szalony, więc jemy chipsy, pijemy piwo i wciągamy na raz cały sezon ;).
Czy polecam Horton Plains? Tak, ale upewnijcie się, że pogoda będzie idealna. Myślę, że gdyby po prostu lało, to mimo niezobaczenia pięknych widoków, spacer uznalibyśmy za przyjemny choć bardzo drogi ;). Natomiast przy idealnej widoczności wycieczka ta musi być naprawdę wyjątkowa, bo park jest bardzo zadbany i niemal pusty a zdjęcia z punktów widokowych, które można zobaczyć w internecie, powodują opad szczęki... Trochę żalu mamy do naszego gospodarza, który mimo okropnej pogody namawiał nas na wycieczkę - gdybyśmy ten dzień po prostu spędzili w pensjonacie, moglibyśmy jechać zgodnie z planem do Ella, bo mielibyśmy suche ubrania... A kolejnego dnia miało się przejaśnić :(
Wydatki:
- śniadania na wynos - kanapki i rice and curry - razem 500 LKR
- tuktuk do Horton Plains - 300 LKR
- wejście do Horton dla dwóch osób i tuk tuka - 7550 LKR
- przekąski (4 sztuki - rotti, pączki z chilli) i kawa x 2 w budzie przy Horton - 300 LKR
- zupa warzywna w guesthousie - 200 LKR x 2 = 400 LKR
- piwo w Monopolowym - 200 LKR za sztukę x 4 = 800 LKR
- chipsy - 100 LKR
- ciastka - 180 LKR







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz