Strony

piątek, 27 marca 2020

Dzień 15 i 16: Negombo - wycieczka łódką po kanałach i lagunie i powrót do Polski (27 i 28 grudnia 2019)

Przed nami ostatni dzień na Sri Lance. Nie mamy wielkich planów, chcemy pospacerować i poodpoczywać, ale decydujemy się też na popołudniową wycieczkę łódką po kanałach zlokalizowanych w pobliżu Negombo. 

Żeby nie zapomnieć, to od razu pochwalę nasz hotelik King's Fish Giesthouse - prowadzi go uroczy pan, zwany przez nas pakerkiem (wygląda jakby nie wychodził z siłowni ;)) i z uśmiechem przyjmuje nas grubo po północy. Pokój jest całkiem w porządku a lokalizacja też wydaje się fajna - blisko stąd do plaży i głównej ulicy z pamiątkami i restauracjami.




A samo Negombo? Hmm, to chyba po Ella najbardziej turystyczna destynacja w jakiej byliśmy. Znajdziecie tu mnóstwo knajpek robionych pod białasów, wiele sklepików z pamiątkami i niestety, pełno namolnych sprzedawców, wciskających do oporu wycieczki, bransoletki, chustki, magnesy... Mamy zamiar przejść się plażą, ale po kilkuset metrach odbijamy na ulicę, bo ich natarczywość odbiera całkowicie przyjemność ze spaceru brzegiem morza. Plaża w Negombo jest za to zaskakująco atrakcyjna - długa, szeroka, z w miarę miękkim piaskiem.Co jeszcze się tyczy samego Negombo, to jest to bardzo chrześcijańskie miasto - wszędzie rozstawione są bożonarodzeniowe szopki, kościołów jest tu jakieś 10 razy więcej niż buddyjskich świątyń a mieszkańcy wszędzie mają pozawieszane święte obrazki i różańce ;)



Trafiamy tutaj też w końcu na jakiś sklep z dziełami lokalnego artysty - od Birmy mamy postanowienie, by z każdej wycieczki przywozić sobie jakieś małe dzieło sztuki :) Pan artysta prowadzący sklepik okazuje się głuchoniemy, więc tym bardziej cieszymy się, że możemy go wspomóc. Jeśli byście go szukali to znajduje się przy głównej ulicy Lewis Place w okolicy Peace Villa Inn. Kupujemy też lokalny arak w sklepie monopolowym. Znajdujemy sobie jakąś restaurację na śniadanie a potem Bartek wraca do hotelu a ja idę jeszcze na ostatnie zakupy do Food Center. Kupuję kolejną siatkę przypraw, ale jako że to nasz ostatni dzień decyduję się kupić też liście curry. To tradycyjny lankijski dodatek do potraw i jak poczujecie te liście, to poczujecie Sri Lankę ;) Problem z nimi jest taki, że nie można ich na Cejlonie dostać w wersji suszonej - trzeba kupić swieże, niczym u nas w Polsce pęczki pietruszki albo koperku ;). Mam trochę obawy czy uda mi się je dowieźć do Polski, ale postanawiam spróbować (Ania z przyszłości - udało się!!!) i kupuję chyba z 5 pęczków z zamiarem późniejszego zamrożenia lub wysuszenia. Kiedy wracam z tą wiechą liści do hotelu, zaczepia mnie lokalna pani na motorku i pyta, czy może urwać sobie trochę na obiad ;) Oczywiście oddaję jej kilka gałązek. Liście curry wzbudzają też zainteresowanie pana pakerka i z radością pokazuje mi całe drzewo curry w przydomowym ogrodzie :) Mówi też, że mogę sobie narwać do oporu :) 

Wycieczkę łódką (nasza nazywa się Canal Sunset Tour) zamawiamy sobie przez internet na tej stronie http://sarathboattours.com/ , pisząc do nich na maila. Wysyłamy wiadomość rano, odpowiadają od razu i nie ma problemu z dostępnością. Koszt to 5500 LKR za dwuosobową łódkę (bez targowania). Miejsce zbiórki znajduje się przy Summer Side Residence, jakieś 3 km od naszego pensjonatu, więc bierzemy tuktuka. Pan z tuktuka jest na tyle miły, że umawiamy się z nim od razu, żeby przyjechał po nas o 4:30 i zabrał nas na lotnisko :)

Wycieczka łódką zaczyna się o 15:45. Początkowo płyniemy holenderskim kanałem, obserwując życie muzułmańskiej społeczności, skupionej wokół kanału. Muszę przyznać, że pierwszy raz widzę na Sri Lance taką biedę i slumsy... Mimo to ludzie są uśmiechnięci, machają nam i patrzą z zaciekawieniem. Niestety, nawet nasz przewodnik przyznaje, że panuje tu straszny syf i wszystko wrzucane jest do wody :/ Kiedy kanał się kończy wpływamy do miejsca zwanego Negombo Lagoon i przemieszczamy się powoli pośród mangrowców i moich ukochanych wodnych kokosów. Jest tu cicho, spokojnie i pięknie. Spotykamy po drodze chyba tylko jedną inną łódkę. Dodatkowo przewodnik wynajduje co chwila jakieś zwierzęta - a to różne kolorowe ptaki, a to węże, a to warany- śmiejemy się, że zobaczyliśmy dzięki niemu więcej gatunków zwierząt niż na safari ;) Wracamy obserwując zachód słońca na rzece.  Wycieczka była bardzo relaksacyjna, chillowa i kształcąca - idealna na ostatni dzień wakacji :) Duża w tym zasługa naszego drivera, dlatego bardzo Wam polecamy tę firmę. Nasza trwała około 3  godziny.









Wracając do hotelu, wstępujemy na kolację do restauracji przy głównej drodze - postanawiamy zaszaleć i wydać większość gotówki, jaka nam została - zamawiamy zupy, tuńczyka, makaron, piwa, napoje i cieszymy się ostatnimi chwilami wakacji.



Wstajemy o 4:00, pakujemy się - o dziwo nasze kilogramy przypraw i herbaty jakoś się mieszczą do plecaków i punktualnie o 4:30 wsiadamy do zamówionego wcześniej tuktuka. Docieramy tam w kilkanaście minut. Po zamachach turystycznych z marca 2019 roku nie dostaniecie się tuktukiem na samo lotnisko - wysiadacie jakiś km przed nim i czekacie na shuttle busa, który jeździ co kilkanaście minut. Na samym lotnisku jesteśmy około 5:15. Mimo bardziej wzmożonych kontroli bezpieczeństwa, udaje nam się szybko nadać bagaż. Odprawiliśmy się online poprzedniego dnia, więc pani tylko drukuje nam karty pokładowe. Okazuje się, że zakładane przez nas i rekomendowane przez obsługę lotniska 3 godziny to jednak duuużo czasu i 2 starczyły by spokojnie. Punktualnie o 8:30 wylatujemy i o 12:30 lądujemy w Warszawie. SKMką z lotniska jedziemy na Dworzec Warszawa Zachodnia i jakieś 45 minut później wsiadamy w pociag do Bydgoszczy.


Wydatki:

  • obraz lokalnego artysty - 2000 LKR
  • ręcznie malowana pocztówka i magnes - 200 LKR
  • śniadanie w restauracji - 1870 LKR
  • 2 butelki araku - 1800 LKR
  • piwo w monopolu - 200 x 2 = 400 LKR
  • przyprawy w Food Center - 1400 LKR
  • pringelsy i dwa lody - 650 LKR
  • tuktuk 3 km - 300 LKR
  • wycieczka łódką - 5500 LKR
  • kolacja - 2 zupy, 2 dania w tym ryba, w piwa, shake, lime soda - 4565 LKR
  • tuktuk na lotnisko - 800 LKR bez targowania (dajemy panu cała resztę naszej kasy czyli około 1200 LKR, bo jest naprawdę super fajny ;))


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz