Na śniadanie dojadamy resztki z wczorajszego take-awaya i ruszamy na szlak na Little Adam's Peak. Pogoda nam dopisuje i widoczność jest idealna. Po przejściu około 1 km drogą, wchodzimy na ścieżkę pośród pól herbaty i wkrótce rozpoczynamy krótkie i niezbyt męczące podejście. Po około 45 minutach od wyjścia z domu jesteśmy na szczycie.
Mały Adam ma dwa szczyty i na pierwszy wiedzie banalna droga, w większości po schodach, spokojnie poradzicie sobie z dziećmi czy nawet w japonkach. Podejście na drugi jest dosyć strome, ale krótkie, wiedzie taką jakby gliniastą ścieżką, która może być dosyć ślizga po opadach deszczu. Przy idealnej pogodzie, na jaką my trafiamy, nie sprawia wielkich trudności. Myślę, że weszłabym w klapach, ale cieszę się, że wzięłam trampki ;) Na drugim szczycie jest też tylko kilka osób - na pierwszym już sporo więcej, choć też nie ma tłumów. Widoki są boskie!
Po zejściu kierujemy się na jeden z najbardziej instagramowych punktów na Cejlonie - Nine Arches Bridge. Chcemy iść krótszą drogą, która prowadzi nas jakby w las, ale lokalsi odradzają, tłumacząc, że jest tam sporo pijawek i lepiej nadrobić drogi, idąc na około. Na miejsce docieramy po około 45 minutach. Jest tu faktycznie dużo osób. Dla mnie to raczej średnia atrakcja, ale mogę wpisac do odhaczonych ;)
Planowaliśmy iść jeszcze na inny szczyt - Ella Rock - to ten, który widać ze szczytu Little Adam's Peak, ale mi szwankuje kolano a Bartek ma coś ze stopą i ostatecznie odpuszczamy sobie. Spod Nine Arches Bridge decydujemy się na powrót tuktukiem i jesteśmy w lekkim szoku!!! Wszyscy tuktukowyc jak jeden mąż rzucają nam cenę 1500 LKR!!!za około 5 km i nie chcą zejść z ceny ani trochę :/ To pierwszy i jedyny przykład naciągactwa, z jakim spotykamy się na Sri Lance... No ale cóż, lenistwo wygrywa, więc decydujemy się na tę przejażdżkę z powrotem do miasta...
Wstępujemy do jakiejś mocno turystycznej knajpki i z okazji świąt zamawiamy sobie pizzę , burgera, wrapa i zupę tom yum ;) To nasz zdecydowanie najwyższy rachunek na Sri Lance, ale jesteśmy na finiszu naszej podróży a zostało nam jeszcze sporo kasy ;)
Podsumowując - trekking na Małego Adama i na most jest bajecznie prosty i szybki. Jest tu pięknie, ale nie ma porównania z Dużym Adamem... Także jak najbardziej warto urządzić sobie ten spacer, bo trekkingiem był tego nie nazwała, ale wejście na Adam's Peak było dużo większym przeżyciem i rekomenduję Wam jednak go nie odpuszczać!!! Troszkę żałuję, że ominęłam Ella Rock, która jest troszkę bardziej wymagająca do zdobycia (choć to też niezbyt długa trasa) - mogłam się jakoś z tym kolanem przemęczyć... Ale cóż, wtedy uznałam, że nie mam na to chęci i tyle :) Podczas spacerów korzystaliśmy tradycyjnie z mapsme i były one wystarczające, by znaleźć właściwą drogę.
Wydatki:
- tuktuk z 9 Arches Bridge do centrum Ella - 1500 LKR
- obiad w turystycznej, eleganckiej knajpce - 4 dania, 2 piwa, dzbanek herbaty - 5200 LKR













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz