Długo bijemy się z myślami, co dalej z naszą podróżą... Według planu, po pobycie w Mirissa, powinniśmy kierować się powoli w stronę Colombo, odwiedzając po drodze Galle, Unawatunę, Mount Lavinę czyli typowe plażowe miejscowości. Po trzech dniach plażowania uznajemy jednak, że mamy dość i umrzemy z nudów spędzając tak kolejne 4 dni... Decydujemy się więc powrócić w góry! Droga jest długa i powrót tam wiąże się ze spędzeniem połowy dnia w autobusie a kilka dni później całego dnia w pociągu, ale stwierdzamy, że to głównie dla porośniętych herbatą stoków chcieliśmy odwiedzić Sri Lankę, więc czulibyśmy olbrzymi niedosyt, nie mogąc nacieszyć się górami... Ponadto prognozy pogody nastrajają nas optymistycznie.
Bus do Ella z jakąś przesiadką moglibyśmy złapać pewnie z Mirissy z głównej drogi, ale decydujemy się podjechać tutukiem do Matary, z której wiele autobusów zaczyna trasę. Przed nami długa droga, więc warto polować na miejsca siedzące. Bardzo Wam polecam takie rozwiązanie na dłuższe trasy - kiedy macie do przejechania więcej kilometrów i w dodatku macie bagaże starajcie się podjechać do miast, które są większymi hubami przesiadkowymi. Do Matary docieramy w jakieś niecałe pół godzinki i jesteśmy na miejscu około 8:15. Początkowo chcieliśmy polować na bezpośredni bus do Bandarawela, który jedzie przez Ella, ale ma on wystartować dopiero o 10:00. Kierowcy wskazują nam bus, jadący do Wellawaya, gdzie mamy przesiąść się do Ella. Łapanie miejsc siedzących w Matarze okazało się strzałem w dziesiątkę, bo w pewnym momencie w środku jest tyle osób, że w zasadzie ludzie leżą na sobie ;) Lokalsi w autobusie oczywiście interesują się, gdzie jedziemy i wskazują nam, gdzie wysiąść. Tym sposobem po około czterech godzinach, około 12:00, jesteśmy w Wellawaya. Trochę się baliśmy tej przesiadki - mieliśmy obawy, że trafimy gdzieś na środek drogi do kolejnego zapchanego busa, ale Wellawaya okazuje się dużym dworcem i są tu dokładnie oznaczone stanowiska i wiele autobusów zaczyna tutaj swoje trasy. Miły pan, którego poznajemy w autobusie, woła za nami i pokazuje, żebyśmy wsiedli w bus do Baudulla. Na 100% przez Ella jadą też busy w kierunku Bandarawela. Okazuje się, że nasz kurs startuje za jakieś 20 minut, więc wstępujemy jeszcze na przekąski do dworcowego baru. Tym razem bus jest w połowie pusty, więc jazda, szczególnie po wjeździe w góry, robi się bardzo przyjemna - trwa ok. godziny. Około 14:00 jesteśmy na miejscu - cała droga nie była tak męcząca, jak się spodziewaliśmy.
W Ella wysiadamy na przystanku w centrum miasta (czyli przy głównej ulicy ;)) i kierujemy się do naszego hoteliku Sita's Heaven. Kiedy docieramy na miejsce i wchodzimy do naszego pokoju, nie mamy już żadnych wątpliwości, że powrót w góry to trafiona decyzja :) Spójrzcie tylko na widok z naszego tarasu...
Ogólnie w przypływie euforii wpadamy nawet na pomysł zostania tutaj do końca podróży i ryzykownego powrotu pociągiem na lotnisko w ostatni dzień, tuż przed wylotem, ale okazuje się, że nie ma już wolnych pokojów na kolejne noclegi, poza tymi dwoma, które zabookowaliśmy wcześniej... Sita's Heaven, oprócz tego, że jest przepięknie położony, ma też zdecydowanie najlepszy standard pokojów, z jakim spotkaliśmy się na tym wyjeździe. Bardzo Wam to miejsce polecam!
Poznajemy też naszych sąsiadów - uroczą rodzinkę z Chicago w składzie mama, tata i nastoletni syn ;) Początkowo mam zamiar iść od razu na trekking na Ella's Rock, ale tak dobrze mi z herbatką na tarasie, że pensjonat opuszczam dopiero popołudniu celem polowania na jedzenie. Tym razem pada na kottu i makaron z nerkowcami. Kupujemy sobie też od razu porcję na wynos (kottu i rotti), bo knajpka, do której trafiamy wydaje się niedroga w porównaniu do innych tutaj i resztę dnia spędzamy chillując z widokiem na góry. Spacery zostawiamy na kolejny dzień ;)
Parę słów o Ella - to chyba najbardziej turystyczna miejscówka, w jakiej byliśmy na Sri Lance. Główny deptak przypomina niemal Khao San w Bangkoku ;) i ciężko tu w tłumie turystów znaleźć lokalsa ;) Znajduje się tu mnóstwo sklepów z pamiątkami, ubraniami, obrazami - czyli rzeczy, których ciężko uświadczyć w innych miejscach na Sri Lance. Np. był z tym problem w Sigiryiji, która wydawała mi się teoretycznie bardziej znaną atrakcją Cejlonu ;) Trafiamy tutaj w okresie Świąt Bożego Narodzenia i czuć w pełni budowanie nastroju pod turystów - słychać świąteczne piosenki, kelnerzy chodzą ubrani w stroje mikołajów, wszędzie wiszą plakaty zapraszające na imprezy z tej okazji. Znajdziecie tu też pełno fancy knajpek z hummusem, tostami z awokado, granolą z jogurtem, włoską pizzą czy burgerami z wołowiny, których nie uświadczycie w bardziej lokalnych miejscach. Ma to swoje plusy i minusy - mi się bardziej podoba swojski klimat Haputale, ale jak szukacie zabawy, imprez i innych backpackersów, to Ella sprosta Waszym wymaganiom w 100%. Cieszę się, że wybraliśmy hotel lekko na uboczu, z dala od głównej ulicy i mogliśmy nacieszyć się przyrodą i spokojem.
PS. Dużo ludzi ostrzega przed sklepem monopolowym w Ella - podobno właściciel nagminnie oszukuje turystów i wydaje im źle resztę! My nie sprawdzaliśmy ;)
PS. Dużo ludzi ostrzega przed sklepem monopolowym w Ella - podobno właściciel nagminnie oszukuje turystów i wydaje im źle resztę! My nie sprawdzaliśmy ;)
Wydatki:
- tuktuk z Mirissy do Matary - 600 LKR za około 12 km
- bus z Matara do Wellawaya - 239 LKR x 2 = 478 LKR
- przekąski na stacji - 50-100 LKR/sztuka
- bus Wellawaya do Ella - 99 LKR x 2 = 198 LKR
- kolacja na miejscu w raczej tańszej knajpce + take away - kottu 300 LKR x 2, piwo 370 LKR x 2, makaron z nerkowcami 450 LKR, rotti 300 LKR, mango juice 270 LKR x 2 = 2630 LKR
- spodnie w sklepie przy głównej ulicy - 1599 LKR
- 2 noclegi w Sita's Heaven - dwuosobowy deluxe z balkonem - przez booking.com, płatne gotówką na miejscu 49$ w przeliczeniu na rupie 8967 LKR






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz