Strony

poniedziałek, 23 marca 2020

Dzień 11: Tangalle - Mirissa - Coconut Tree Hill, Parrot Rock, plażowanie i wielkie zakupy (23 grudnia 2020)

Następnego dnia decydujemy się opuścić Tangalle i jechać do położonej około 50 km bardziej na zachód Mirissy. To typowy turystyczny kurort pełen Rosjan ;). Początkowo braliśmy pod uwagę, by tylko wziąć skuter i urządzić sobie jednodniową wycieczkę do tego miejsca, ale Mirissa położona jest bardzo blisko Matary - dużego miasta z szeroką siecią połączeń autobusowych w dowolny rejon Sri Lanki, uznaliśmy, że lepiej będzie pojechać tam już ze wszystkimi bagażami.

Rano udaliśmy się na dworzec autobusowy w Tangalle (na mapie google Main Bus Stand) i tam pod wieżą zegarową mieliśmy czekać na ekspress w stronę Galle, jadący co pół godziny, który dojeżdza bezpośrednio do Mirissy bez konieczności przesiadki w Matarze. Nim nadjechał, zaczepił nas jednak kierowca z innego busa i gdy powiedzieliśmy, że chcemy jechać do Mirissy, wskazał, że mamy wsiadać ;) Bus ten nie jechał główną drogą, tylko przez okoliczne wioski, ale też zawiózł nas bez przesiadek :). W Mirissie wysiedliśmy po około 1,5 godziny drogi.

Nie ma tu dworca, miasteczko to jest po prostu jedną główną ulicą - jak szereg polskich nadmorskich kurortów ;) Od razu zauważyliśmy, że tłoczno tu jest od turystów i klimat jest zgoła inny niż w innych miejscach na Sri Lance, które odwiedzaliśmy.

Poprzedniego dnia wynajęliśmy sobie pokój w prywatnym domu a chłopak z tego przybytku pisał do nas, byśmy przekazali telefon, jakiemuś kierowcy tuktuka, żeby mógł mu wyjaśnić, gdzie jechać. Tak też zrobiliśmy - co ciekawe, nawet w tej turystycznej miejscowości ceny tuktuków wciąż są śmiesznie niski i nawet nie ma się co targować ;) Nasz "Private Beach House" znajduje się trochę z dala od centrum, w lokalnej cichej dzielnicy, ale miejscówka okazuje się być bardzo przyjemna. Zajmujemy po prostu piętro w domu przemiłej lokalnej rodzinki - mamy pokój, duży balkon, łazienkę i duży korytarz! Jedyne co nie gra to umiejscowienie przy plaży, na które wskazywała nazwa - pod domem mamy mini zatoczkę zastawioną kutrami rybackimi a nie plażę, ale i tak nam się podoba ;). Zdecydowanie lepiej mi w takim miejscu niż w turystycznym resorcie. Tu nasz widok z balkonu.


Do głównej plaży mamy około 1,5 km i tak też się kierujemy a potem pokonujemy kolejny kilometr, by dojść główną drogą na słynny instaspot "Coconut Tree Hill" - dobra, przyznaję, przyjechałam do Mirissa głównie, by zrobić sobie foty w tym miejscu ;). Mimo iż przychodzimy tu przed południem a nie na zachód Słońca ludzi i tak jest sporo ;)








Wracając, wstępujemy na główną plażę w mieście - Mirissa Beach, która też jest urokliwa, ale to już jednak bardziej resortowy niż rajski klimat. Znajduje się tu też miejsce zwane "Parrot Rock" - po przejściu po pachy w wodzie można się na nie wdrapać i zobaczyć przepiękny widok na zatokę.






Potem decydujemy się iść na mały shopping - w Mirissie znajduje się polecana na polskim forum hurtowania herbaty Thinuli Tea Center i tam też obkupujemy się w zapasy herbaty na najbliższe trzy lata ;) Jest tu dużo taniej niż w turystycznych sklepach z pamiątkami i za paczkę 100 g herbaty płaci się około 150-250 LKR. Wyraźnie droższa jest jedynie biała herbata (ale jest przepyszna!!!). Kupujemy mnóstwo herbaty zielonej jaśminowej, trochę klasycznej cejlońskiej, masala tea i różne smakowe wariacje na temat zielonej herbaty. Potem idziemy do marketu obkupić się w przyprawy. Też nie szukajcie ich w sklepach dla turystów ani na lokalnych straganach, gdzie podadzą Wam ceny dla białasów - najtańsze będą w zwykłym markecie sieci Food Center. Kupujemy mnóstwo curry, kolendry, chilli, cynamonu, kuminu, musztardowca.

Po zakupach idziemy na obiad do indyjskiej knajpki przy głównej ulicy. Jest drogo i średnio smacznie - trochę nie rozumiem, czemu na Sri Lance tam mało jest punktów z indyjskim jedzeniem i dlaczego jest takie drogie ;)

Potem wracamy na herbatkę do domku, a późnym popołudniem wychodzimy na spacer na Secret Beach. Jest to plaża położona z dala od centrum, podobno spokojna i urokliwa. Idziemy tu około 2 km przez lokalne osiedle. Ostatni odcinek to konkretna górska droga w dół - plaża jest faktycznie "secret", ale wszędzie są drogowskazy i lokalsi też bez problemu wskazują nam drogę. Kiedy w końcu docieramy na miejsce, spotyka nas spore rozczarowanie - plaża jest malutka, kamienista i pełna leżaków z turystami - na pewno nie jest juz "secret" ;). Może i wygląda ładnie na zdjęciach, ale nie ma tu nawet fajnego zejścia do wody. Wracamy więc tuktukiem na główną plażę i tam do zachodu słońca brodzimy w wodzie. 



Później siadamy sobie w restauracji przy głównej plaży i zamawiamy koktajl z krewetek i tuńczyka - ceny tutaj to prostu miazga! W restauracji przy głównej plaży za ogromnego steka z tuńczyka z frytkami i sałatką zapłacicie... 20 zł.... I jest to cena za całą rybę a nie za 100 g ;) Żyć - nie umierać, spójrzcie tylko na menu - 100 LKR to około  2 zł :))) Jedzenie jest też przepyszne i świeżutkie, sami możemy sobie wybrać rybę czy homara, które chcemy zjeść :)







Niespodziewanie z plaży przepędza nas ulewa, łapiemy więc tuktuka i jedziemy do domu. Umawiamy się też z panem z tuktuka, że następnego dnia zawiezie nas na dworzec do Matary. Początkowo chcieliśmy łapać busa z głównej ulicy, ale pan zaproponował nam 600 LKR za 12 km trasę, więc postanowiliśmy się skusić ;)

Nasz pobyt w Mirissie był udany, ale nie chciałabym zostać tutaj dłużej. Jest to bardziej imprezowe miejsce niż Tangalle, ale  i tak wydaje mi się bardziej miejscem dla rodzin z dziećmi niż backpackersów - nie ma np. porównania do popularnych imprezowych destynacji w Tajlandii. Popularną atrakcją w Mirissie jest rejs w poszukiwaniu wielorybów - słyszałam jednak, że kilka godzin spędza się walcząc na kutrze z chorobą morską, żeby zobaczyć wielorybi ogon, więc od początku zakładaliśmy, że tę atrakcję sobie odpuścimy. Także Mirissa na plus, ale jeden dzień wystarczy :)

Wydatki:

  • Przekąski typu rotti na dworcu w Tangalle 6 sztuk x 50 LKR = 300 LKR
  • Bus z Tangalle do Mirissa (trasa Kataragama-Karaphityja) 89 LKR x 2 = 178 LKR
  •  Nocleg w Private Beach House przez booking.com, pokój dwosoobowy, ze śniadaniem - 3600 LKR płatne gotówką na miejscu (około 20$)
  • Milion herbat w Thinuli Tea Center - 10200 LKR
  • Milion przypraw w Food Center - 3600 LKR; przykładowe ceny:
  • Obiad w indyjskiej restauracji - dwa dania z dodatkami, piwo, mango juice - 2550 LKR
  • Tuktuk z Secret Beach do Main Beach - 400 LKR
  • Kolacja na Main Beach - tuńczyk z dodatkami, koktajl z krewetek, piwo, soda, pot of tea - 3600 LKR
  • Tuktuk z Main Beach do domu - 250 LKR




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz