Strony

środa, 5 lutego 2020

Dzień 3: Habarana - zwiedzanie ruin Polonnaruwa i świątyni w Dambulla (15 grudnia 2020)

Wstajemy około 8:00 i udajemy się na serwowane przez naszą gospodynię na śniadanie rotti. Są to tradycyjne lankijskie naleśniki - Anushika podaje je na słodko z dodatkiem zasmażonych z cukrem wiórek kokosowych. Nie są jakieś wybitne, ale skutecznie zapychają nas na kilka najbliższych godzin.

Dziś naszym celem jest zwiedzenie ruin Polonnaruwa - miasteczko oddalone jest o około 50 km od Habarana (a w zasadzie Hiriwaduna), czyli miejsowości, w której mieszkamy. Gospodyni mówi nam, że busa możemy spokojnie złapać pod domem, nie musimy iść na przystanek (który i tak znajduje się 200 m dalej). Jedyną trudnością w łapaniu autobusów jest fakt, iż częśc z nich jedzie prosto na Tricnomale, a my musimy na skrzyżowaniu w Habarana skręcić w prawo. Można na pieszo iść te 2 km do Habarana albo podjechać pierwszym lepszym busem który się nawinie ;) Albo dobrze trafić i złapać od razu bus, który skręca ;) Nasz bus ma nr 48 i zawozi nas prosto do Polonnaruwa. 



Droga trwa około 1,5 h, autobus nie jest jakoś straszliwie pełen ludzi, ktoś z lokalsów, pyta czy jedziemy do Polonnaruwa i wskazuje nam potem, gdzie wysiąść. Ogólnie przystanek znajduje się przy samym wjeździe do miasteczka, od razu, jak zobaczycie pierwsze ruiny.

Tuż przy przystanku znajduje się stacja wypożyczalni rowerów (a ściślej mówiąc totalnych rzęchów, które kiedyś być może rowerami były ;)), gdzie za 500 rupii za osobę wypożyczamy pojazd na cały dzień. Jedziemy może niecały kilometr aż po lewej stronie dostrzegamy punkt sprzedaży biletów dla turystów. Bilety kosztują 25$ od osoby - my płacimy w rupiach 4550 LKR od osoby.

Świątynie są skupione w jednym rejonie miasta, zasadniczo po lewej stronie ulicy licząc od wjazdu od strony Habarana i nie jest to szczególnie duży teren. Jedynie Muzeum Archeologiczne usytuowane jest po prawej, ale po wysłuchaniu relacji Polaków, którzy je odwiedzili, uznajemy, że nie ma tam nic interesującego i postanawiamy je ominąć. Zwiedzamy zgodnie z mapką, którą dostaliśmy przy zakupie biletów, rozpoczynając od świątyń po lewej stronie Galvihare Road, docierając aż do Thivanka Image House a potem wracając oglądamy ruiny po prawej stronie. 

https://weepingredorger.files.wordpress.com/2015/07/p1120483-5.jpg 

Najwięcej turystów spotykamy w położonej najbliżej wejścia grupie ruin zwanej Sacred  Qadrangle. Jest tu też niestety mnóstwo sprzedawców i żebraków, więc naprawdę ciężko się zwiedza i szybko stąd się zawijamy...






Potem mijając mniejsze świątynie zatrzymujemy się w okolicach Rankot Vihara, która bardzo nam się podoba, bo różni się od innych buddyjskich ruin, jakie widzieliśmy w ciągu naszych podróży.



Między kolejnymi częściami kompleksu często zatrzymują nas pracownicy kontrolujący bilety wstępu. Po kolejnych kilkunastu minutach docieramy do Alahana Pirivena, stupy Kiri Vehera i jednej z bardziej instagramowych świątyń - Lankatilaka Viharaya. Wszędzie jest dosyć pustawo i nie ma zbyt wielu zwiedzających.






Po krótkim spacerze wśród wyżej wymienionych ruin idziemy chyba w najbardziej znane ze zdjęć miejsce w Polonnaruwa czyli do Gal Vihara. Znajdziemy tu trzy wielkie posągi Buddy i mnóstwo turystów.






Musze przyznać, że ze względu na materiał, z którego zostały wykonane, różnią się zdecydowanie do innych posągów, jakie widzieliśmy. Co ciekawe, nie można robić sobie z nimi zdjęć. 

Dalej jedziemy do miejsca opisanego na mapie jako Lotus Pound - wyobrażamy sobie staw pełen lotosów a zastajemy wymurowaną w kształcie lotosu pustą sadzawkę o wymiarach 2x2 metr, gdzie kierowcy autobusu idą za potrzebą ;) Najdalszym punktem, do którego docieramy jest Thivanka Image House, w której znajdują się przepiękne malunki. Nie można tam robić jednak zdjęć, ze względu na niszczące działanie flesza.

W powrotnej drodze nie zatrzymujemy się zbyt wiele i z rowerów oglądamy mniejsze świątynie zlokalizowane po drugiej stronie trasy. Na koniec docieramy do miejsc opisanych jako Royal Palace i Council Chamber.





Kończymy zwiedzanie i idziemy do miasta coś zjeść. Muszę przyznać, że sama Polonnaruwa dosyć nam się podoba, jak opuści się teren ruin, nie znajdzie się tu zbyt wielu turystów a miasteczko jest spokojne i ładne. Znajdujemy jakąś lokalną knajpeczkę, gdzie jemy lokalne wypieki - rotti i wytrawne pączki - tego typu produkty to oprócz rice and curry podstawa tutejszej kuchni i jeśli chcecie żywić się budżetowo to powinny stać się podstawą Waszego wyżywienia ;) My za cztery sztuki (dwa pączki, dwa rotti) i dwa napoje płacimy... 400 bth czyli jakieś 10 zł :) W zawiniątkach typu rotti z reguły znajdziecie pyszne i ostre warzywne nadzienie. Pączki to chyba nasi ulubieńcy - są wytrawne i też bardzo ostre. Do tego Bartek przypadkowo wypija wodę do mycia rąk ;) O dziwo nie ma potem żadnych rewolucji żołądkowych ;)



Mieliśmy na Polonnaruwę zaplanowany cały dzień, ale ostatecznie zwiedzanie zajęło nam około 3 godzin + obiad i objazd po mieście około pół godziny, więc decydujemy się jechać jeszcze tego samego dnia do Dambulla. Trafiamy na przystanek, na którym wysiedliśmy, zmieniamy tylko stronę ulicy i z pomocą przemiłego pana z wypożyczalni rowerów łapiemy busa, który jedzie przez Dambulla (będą to na pewno autobusy do Kandy, Colombo i Kurunegala). Droga zabiera nam około 1,5 godziny i przed 15:00 jesteśmy na miejscu. Z centrum miasta bierzemy tuk tuka (3 km - 250 LKR bez targowania) do największej atrakcji tego miasta czyli Golden Rock Temple. Pamiętajcie, że tuk tuk powinien zawieźć Was do miejsca o nazwie ticket office - wchodząc od drugiej strony, będziecie musieli zejść ponownie na dół, by kupić bilety. To dosyć podchwytliwe, bo ticket office znajduje się po drugiej stronie niż znane ze zdjęć wejście ze Złotym Buddą na górze.

Bilety kosztują nas 1500 LKR od osoby (około 30zł) czyli dosyć sporo. Po schodach wspinamy się na górę - zajmuje to około 5-10 minut i po drodze możemy podziwiać piękne widoki. 



Na górze, dopiero przed wejściem do świątyni sprawdzane są bilety, więc część trekkingową można zrobić nie płacąc. Świątynia składa się z trzech komnat i szczerze mówiąc, dużo większe wrażenie robi na zdjęciach... Na żywo posągi wydają się dużo mniejsze i jeśli ktoś, tak jak my, widział już sporo buddyjskich świątyń, nie zobaczy tu nic niespotykanego...






Potem idziemy na chwilę posiedzieć na punkcie widokowym, skąd roztacza się panorama okolicy i widać nawet Lwią Skałę i Pidurangalę, które mamy odwiedzić kolejnego dnia.


Rozpoczynamy schodzenie schodami i przechodząc przez główną świątynię z charakterystycznym złotym posągiem Buddy na szczycie, opuszczamy to miejsce. Zwiedzanie wraz z trekkingiem nie powinno zająć dłużej niż godzinę.




Łapiemy ponownie tuk tuka do centrum (150 bth) i zaczynamy szukać jakiegoś miejsca z piwem i kawą ;) Nie jest to takie proste na Sri Lance - miejsca z alkoholem to typowo turystyczne restauracje, których tutaj nie ma a żeby wypić kawę trzeba udać się do fenci-szmenci kawiarni.  Taką też w końcu znajdujemy. Po drodze kupujemy też kartę SIM i pakiet 4 giga internetu w sieci Dialog - karta kosztuje 150 LKR a dane 199 LKR czyli około 10 razy taniej niż na lotnisku ;) 

Około 17:00 zaczynamy rozglądać się za transportem do Habarana. Tuktukowcy oferują nam cenę 900 LKR (pewnie moglibyśmy zejść jeszcze niżej) za około 20 km trasę, co jest mega tanią opcją, ale nam na tyle podoba się jeżdżenie autobusem, że postanawiamy złapać jakiś autobus na głównej trasie. Udaje nam się to dość szybko  i już drugi złapany bus jedzie przez naszą miejscowość. Tym razem trafiamy na mega tłok i po raz pierwszy doświadczamy tego ścisku, o jakim czytaliśmy ;) Mimo to bardzo mi się podoba ten lokalny koloryt i lankijskie autobusy wraz z ich gwarem, tłokiem, naparzającą muzyką i Buddami podświetlającymi się podczas wsciskania stop zostaną jednym z moim ulubionych wspomnień ze Sri Lanki.



Po około 30 minutach docieramy do Hiriwadunna, prosząc kierowcę by stanął oczywiście tuż przy naszym guesthousie ;)

Na kolację dostajemy - a jakże - rice and curry :) Padamy ze zmęczenia i idziemy spać ;)

Jeśli chodzi o dzisiejsze atrakcje to szczerze mówiąc nie zrobiły na nas szczególnego wrażenia - jeśli ktoś zwiedził już trochę buddyjskich krajów i ma ograniczony czas na Sri Lance, to może je sobie odpuścić. O ile Polonnaruwa była jeszcze całkiem spoko przez możliwość śmiagania po mieście rowerem, to świątynia w Dambulla w sumie nas dosyć mocno rozczarowała i na żywo jest dużo mniejsza i mniej spektakularna niż na zdjęciach. Całkiem podobało nam się za to samo miasteczko - poza świątynią nie było tam wielu turystów i miało fajny, lokalny klimat. W obu miejscach, jeśli nie trafi się na jakąś chińską wycieczkę, nie znajdziecie zbyt dużej ilości zwiedzających a wśród nich większość to lokalsi. Póki co jesteśmy pod wrażeniem lankijskich tuk tukowców -  ceny, które podają są niższe niż te, których się spodziewamy, a kiedy nie chcemy skorzystać z ich usług bez problemu wskazują nam miejsce, gdzie złapiemy autobus - w innych krajach Azji usłyszelibyśmy, że autobusy już nie jeżdżą albo inna bajeczkę tego typu ;)

Wydatki:
  • bus Hiriwadunna - Polonnaruwa - 80 LKR za osobę x 2 = 160 LKR
  • bilety wstępu do Polonnaruwa - 4550 LKR za osobę x 2 = 9100 LKR
  • rower-rzęch 500 LKR x 2 = 1000 LKR
  • obiad w lokalnej knajpce w Polo - 4 itemsy, 2 napoje = 400 LKR
  • bus z Polonnaruwa do Dambulla - 105 LKR x 2 = 210 LKR
  • karta SIM Dialog - 150 LKR + 50 dla pana za aktywację
  • 3,5 Giga internetu - 199 LKR
  • tuk tuk 3 km z centrum do świątyni - 250 LKR
  • bilet wstępu do Rock Temple w Dambulla - 1500 LKR x 2 = 3000 LKR
  • soki limonkowe pod świątynią = 100 LKR x 2 = 200 LKR
  • tuk tuk spod świątyni do centrum - 150 LKR
  • kawa, herbata, napiwek w eleganckiej kawiarni - 500 LKR
  • bus z Dambulla do Habarana - 50 LKR x 2 = 100 LKR
  •  rice and curry w Disna dla dwóch osób + herbata = 8 $




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz