Z rana nasza ulubiona pani z hotelu zamawia nam taxi-grab i za 71bth docieramy na Bus Terminal nr 1, który znajduje się na przeciwko dużo bardziej znanego Arcade Bus Terminal. Nasz bus do Sukhothai odjeżdża zgodnie z planem i po kilku godzinach jesteśmy na miejscu - w Sukhthai Old Town, skąd łapiemy tuk-tuka do naszego pensjonatu. Autobusy zatrzymują się też w New Sukhothai, więc pilnujecie, żeby wysiąść tam, gdzie macie bliżej ;)
Nasz gust house Baan Rim Klong Resort jest oddalony o około 2 km od centrum miasta (które jest w zasadzie jedną ulicą) znajduje się na totalnym uboczu. Jest to przedziwne miejsce - widać, że kiedyś aspirowało do bycia fancy resortem a obecnie jest nieco podupadłe i obdrapane ;) Nie można jednak odmówić właścicielowi bycia super pomocnym i miłym. Mamy w planach wypożyczenie tutaj rowerów za 50 bth, by to na nich zwiedzać strefę archeologiczną - jestem strasznie przeziębiona i mam dosyć motorów, ale wszystkie posiadane przez pana pojazdy to totalne gruchoty i ostatecznie właściciel podwozi nas swoim rozpadającym się (jak wszystko w tym miejscu) lanosem do zaprzyjaźnionej wypożyczalni skuterów ;) To miejsce też okazuje się mocno "shabby", bo nasz motor to złom, jakich mało (przebija chyba nawet zeszłoroczny złom z Kep ;)) i w dodatku nie musimy zostawić żadnych dokumentów ani podpisywać umowy ;) a ziomeczek, który nam ten motorek daje nie umie powiedzieć słowa po angielsku ;) Rowery można natomiast bez problemu wypożyczyć w punktach zlokalizowanych wzdłuż głównej ulicy i wydają się być w spoko stanie (50 bth za dzień).
Muszę też przyznać, że w Sukhothai spotyka nas zatrważająco dziwna
pogoda - niebo niby jest zachmurzone i nie wydaje się być szczególnie
upalnie, ale po kilku minutach przebywania na zewnątrz pot leje się z
człowieka strumieniami.
Tego dnia jesteśmy zmęczeni podróżą i idziemy już tylko na obiad do kolejnego obdrapanego miejsca w tym dziwnym mieście - stoły są uwalone nie wiadomo czym od nie wiadomo kiedy i wszędzie łażą po nich mrówki ;) Wieczór spędzamy w naszym śmiesznym ośrodku - śpimy w takim małym domku otoczonym ogrodem a ponieważ dookoła nie ma żadnego ruchu, słychać dokładnie wszystkie dźwięki przyrody - jest to piękne i trochę przerażające zarazem.
Następnego dnia moje przeziębienie ma się jeszcze lepiej niż do tej pory, więc nim rozpoczniemy zwiedzanie, idę po ratunek do apteki. Udaje mi się dostać tabletki na katar - taki nasz Sudafet i ruszamy do Parku Historycznego.
Do pierwszej strefy oznaczonej na mapie jako Central Zone nie możemy wjechać (do pozostałych da się już bez problemu) motorami - możecie tu natomiast jeździć rowerami albo tuk tukami, które mają elektryczny napęd - coś jak e-biki w Bagan. My decydujemy się więc na spacer. Strefa otoczna jest parkanem i jakby mini fosą, stanowiąc swego rodzaju zamknięty park. Znajduje się w niej najsłynniejsza chyba świątynia w Sukhothai - Wat Maha That i kilka innych, bardzo do niej podobnych. Dość charakterystyczne dla Sukhothai są gigantyczne posągi Buddy, których jest naprawdę sporo.
Szczerze mówiąc jest nam piekielnie duszno, męczy mnie katar i mamy średnią ochotę na dalsze zwiedzanie, więc chcemy tylko przejechać szybko do Northern Zone , by obejrzeć słynnego "Big Buddhę". Okazuje się jednak, że musimy też zapłacić za wejście do Western Zone, gdyż znajduje się na drodze do Northern (oczywiście można objechać ją na około, ale stwierdzamy, że może jednak zobaczymy znajdującą się tutaj Wat Saphan Hin. Znajduje się ona na dość wysokim wzgórzu i góruje nad nią kolejny potężny Buddha. Muszę przyznać, że choć miejsce to wygląda na dość zrujnowane (jak zresztą wszystkie świątynie poza Central Zone) to panuje tutaj specyficzny, taki jakby kosmiczny vibe - sami spójrzcie na tego Buddę ;)
Reszta świątyń na trasie nie wydaje się warta odwiedzenia i dość szybko wjeżdżamy do Northern Zone, płacąc kolejne 100 bth od osoby i do jednej z najbardziej znanym w Sukhothai świątyni Wat Si Chum, gdzie stoi najświętszy w tym mieście posąg Buddy, który podobno, dzięki swoim złotym paznokciom, ochronił Tajlandię przez atakiem Birmańczyków.
Po jakiś dwóch godzinach kończymy zwiedzanie i jedziemy około 12 km do New Sukhothai kupić bilety na autobus do Ayutthaya na kolejny dzień. Autobusów jest dość dużo w ciągu dnia, szkopuł jest tylko taki, że wszystkie zasadniczo jadą do Bangkoku i wyrzucają pasażerów na autostradzie w pobliżu Ayuthhaya - czeka nas więc pociśnięta cena za taksówkę do centrum, ale ponieważ nasza wycieczka zbliża się ku końcowi a nam zostało całkiem sporo kasy, to jakoś się z tym godzimy ;)
Wracamy do Old Sukhothai, oddajemy motor (co ciekawe, w ogóle go nie tankujemy, bo chyba popusty jest wskaźnik paliwa i cały czas pokazuje full ;), idziemy coś zjeść i wracamy do naszego creepy pensjonatu, gdzie umawiamy z panem tuk tuka na dworzec na następny poranek. I tak kończy się nasza przygoda z Sukhothai.
W tym miejscu muszę nadmienić, że nie jestem do końca zadowolona z mojego zorganizowania pobytu tutaj. Uważam, że Old Sukhothai to straszna dziura i lepiej zatrzymać się w New Sukhothai, mimo iż znajduje się ono zdecydowanie dalej od Strefy Archeologicznej (około 10-12 km). Pierwotnie miałam zarezerwowane miejsca w RueangSriSiRi Guesthouse, który znajduje się bardzo blisko dworca autobusowego w New S. i byłaby to dużo fajniejsza opcja. Z dworca za jakieś 30 bth można dojechać do Strefy Archeologicznej (autobusy kursują co jakieś 15 minut), tam wypożyczyć rower, pozwiedzać świątynię 2-3 godziny, wrócić busem na dworzec i wsiąść w dowolny bus do Bangkoku, który może wyrzucić Was w okolicy Ayutthaya (autobusy jadą w dużej części puste, więc nie powinno być problemu z kupnem biletu od ręki). Żałuję też, że nie zdecydowaliśmy się na dalszą drogę pociągiem, bo z dworca co godzinę odchodzą busy do Phitsanulok (80 bth)- miejscowości, w której znajduje się stacja kolejowa na trasie Chiang Mai - Bangkok z przystankiem w Ayuthhaya w centrum miasta a nie gdzieś na autostradzie. Raz, że bilet na trzecią klasę w pociągu kosztuje grosze - dwa, że mieliśmy już serdecznie dosyć autobusów a jazda koleją wydaje się zdecydowanie przyjemniejsza. W dodatku bilet na busa do Ayutthaya kosztował dosyć sporo a równie dużo zapłaciliśmy za tuk tuka na dworzec z Old Sukhothai ( i + jeszcze koszty taksy z autostrady do centrum Ayutthaya). Sama Strefa Archeologiczna też nie zrobiła na nas jakiegoś piorunującego wrażenia (większość świątyń poza Central Zone to totalne ruiny) i w zasadzie niewiele stracicie jak tu nie dotrzecie wcale - myśleliśmy, że może na naszą ocenę miał wpływ przesyt świątyniami, ale jednak - spoilując dalszy przebieg wycieczki - ponowna wizyta w Ayutthaya okazała się dla nas fantastycznym przeżyciem. Do tego ta dziwna pogoda i mój potworny katar, który kolejnego dnia zniknął - coś jest nie tak tym miejscem... ;) PS. Choć trzeba przyznać, że zdjęcia z wielkimi posągami są bardzo "instagramable" ;)
Wydatki:
- grab na dworzec z hotelu ok. 5 km - 71 bth
- bilety na bus Chiang Mai - Sukhothai 266 bth/os x 2 = 532 bth
- smażony ryż na dworcu - 40 bth
- nerkowce na dworcu - 38 bth
- red bull na dworcu - 12 bth
- lody, chipsy w drodze - 50 bth
- tuk tuk z przystanku w Old Sukhothai do hotelu 2 km - 80 bth
- dwie noce w Ban Rim Klong Resort - Dom Sweet Home przez agoda.com płatne z karty - 120 zł
- motor na dwa dni - 500 bth
- kolacja + napoje x 2 - 300 bth
- dwa piwa i lód w 7eleven - 100 bth
- chlebki ryżowe na lokalnym ryneczku - 20 bth
- śniadanie + napoje x 2 - 300 bth
- wejście do Sukhothai - 100 bth/os do każdej z trzech stref + opłata za motor 20 bth = 620 bth
- dwie wody na terenie Strefy - 50 bth
- tabletki na katar - 35 bth
- 4 opakowania chusteczek higienicznych - 20 bth
- obiad + napoje x 2 = 190 bth
- kolacja + napoje x 2 = 250 bth















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz