Strony

poniedziałek, 25 lutego 2019

Dzień 16,17, 18 - Chiang Rai do Chiang Mai: Buathong Waterfalls i Samoeng Loop (23, 24, 25 lutego)

Pan Chian za 60 bth podwozi nas do dworca i ruszamy z powrotem do Chiang Mai. Na dworcu w Chiang Mai kupujemy od razu bilety do Sukhothai na 26 lutego - firmy przewożące ludzi do Sukhthai znajdują się na innym terminalu niż te, które obsługują kursy do Chiang Rai i Bangkoku, więc trzeba przejść przez ulicę do innego budynku do terminalu 1. Tego dnia nic szczególnego już nie robimy, tylko wieczorem udajemy się na nasz ulubiony nocny market z jedzeniem, gdzie odnajdujemy panią, u której 2 lata temu obżeraliśmy się sushi. Stragan nazywa się "Chiang Mai Gate Sushi".


Kolejny dzień rozpoczynamy śniadaniem u Mr Kaya, gdzie poznajemy całkiem sympatyczną parkę z Polski - Agatę i Krzysztofa i po dłuższej rozmowie przy śniadaniu umawiamy się z nimi na wieczór.

Wsiadamy na motor (który wypożyczamy w punkcie obok hotelu) i ruszamy do  Buathong Waterfalls czyli klejących się wodospadów :) Jedziemy około 50 km dość przyjemną trasą pośród pól ryżowych nr 1001 (nie chcemy jechać krótszą trasą autostradą) i po około 1,5 godziny dojeżdżamy na miejsce. Droga do Bua Thong to część dłuższej, blisko ponad 200 kilometrowej pętli Phrao - Chiang Dao, na którą jednak nie mamy tym razem sił ;) 

Wjazd na teren Buathong jest darmowy, trzeba tylko zarejestrować swój przyjazd przy wejściu. Wodospady te to głównie lokalska atrakcja a cały fun polega na tym, że zbudowane są ze skał, po którym można się wspinać niczym pająk ;) Stąd ich angielska nazwa "sticky waterfalls" - jest to niesamowita atrakcja, bo wodospady mają kilka pięter i faktycznie można wejść z dołu na górę. Jest się przy tym całym mokrym, ale to przyjemne odświeżenie w upalny dzień. Przy wejściu na wodospad można też za chyba 20 czy 30 bth wynająć zamykaną szafkę na rzeczy, jeśli nie chcecie ich zmoczyć ;)








Nie chcemy powielać tej samej trasy w powrotną stronę, więc decydujemy się na przejazd drogą 4032, gdzie według mapy znajduje się przeprawa promowa przez jezioro Mae Kuang Reservoir. Droga nie jest już taka prosta, ma kilka ciężkich podjazdów, przy których nasz motor się trochę męczy a co najzabawniejsze, gdy docieramy nad wodę, okazuje się, że żadnego promu ani śladu po promie nie ma i musimy wracać z powrotem. Tym sposobem robimy ponad 30 km więcej ;) Ogólnie cała trasa byłaby bardzo malownicza, ale o tej porze roku wszystkie drzewa są tutaj już całkiem suche i nie wygląda to tak spektakularnie, jak pewnie jeszcze miesiąc wcześniej.






Wieczorem wychodzimy na Sunday Walking Street i kupujemy mnóstwo pamiątek - chusty, kosmetyki, gigantycznego drewnianego kota dla mamy. Później spotykamy się u Mr Kaya z Agatą i Krzysztofem i spędzamy kilka godzin pijąc piwo i łażąc po markecie. Udajemy się też pod nasz hotel, bo Bartek uczy Agatę jeździć skuterem ;) Ogólnie około godziny 22:00 na Sunday Walking Street nie ma już tłumów turystów a nadal otwarta jest większość straganów, więc serdecznie polecam zakupy właśnie o tej porze - wcześniej można dostać kurwicy, przeciskając się między turystami...


Następnego dnia mamy zamiar zrobić pętlę Mae Wang liczącą sobie ponad 180 km, ale rano nie wykazujemy entuzjazmu na taką długą trasę i decydujemy się pojechać na Samoeng Loop, którą przejechaliśmy dwa lata wcześniej. Trasa liczy 100 km 107, 1096 i 108. Zaczynamy jednak od śniadania w fajnej, taniej, lokalnej knajpce w centrum Starego Miasta - Tim Laom Food and Drink.


Tuż przy wjeździe na autostradę 107 łapie nas policja a ponieważ nie mamy międzynarodowego prawa jazdy płacimy 500 bth kary. Ta kara to standard w Chiang Mai - chyba jedynym miejscu w Azji, gdzie ktoś czepia się jazdy bez prawa jazdy. Co ciekawe, problemem nie jest brak prawa jazdy na motor - gdybyśmy mieli międzynarodowe na samochód, byłoby okej. Możemy oczywiście kontynuować jazdę i według pana policjanta po opłaceniu kary możemy jeździć jeszcze całą dobę bez konsekwencji, bo dane o naszym mandacie będę widoczne w elektronicznym rejestrze policji.

Trasa na Samoeng sprawia nam wiele radości, ale muszę przyznać, że kiedy robiliśmy ją w grudniu wyglądała o niebo lepiej - świat buchał wtedy życien i zielenią a obecnie wszystko jest suche i popalone przez lokalne wypalania lasów, typowe dla tej pory w tym rejonie. Muszę więć przyznać, że decyzja o zrobieniu na tej wycieczce Chiang Rai Loop zamiast Mae Hong Son Loop była strzałem w dziesiątkę, bo w rejonie Chiang Rai przyroda była jeszcze w pełni rozkwitu.











Po powrocie udajemy się po raz ostatni na obiad do Mr Kaya a wieczorem na naszą ostatnią wyżerkę na ulubionym markecie i moje ostatnie pyszne Khao Soi  i pyszne sushi od naszej ulubionej pani :(((



Wydatki:

  • 1300 bth - jedzenie i picie w Chian Guesthouse 
  • 60 bth - taxi do dworca w Chiang Rai
  • 129 bth x 2 - bilety Ch Rai do Ch Mai Green Bus
  • 1592 bth - 3 noce w DPHouse w Chiang Mai przez agoda.com
  • 40 bth - mango na stacji podczas trasy do Ch Mai
  • 40 bth - trzy kukurydze na stacji podczas trasy do Ch Mai
  • 45 bth - rurki kokosowe na stacji podczas trasy do Ch Mai
  • 2 x 10 bth - dwie małe wody
  • 40 bth - tom yum na markecie w CH Mai
  • 50 bth - khao soi na markecie
  • 55 bth - sushi na markecie
  • 30 bth  - arbuz na markecie
  • 10 bth - duża smażona sajgonka
  • 40 bth - thai rollsy
  •  
  • 285 bth -  śniadanie u Mr Kaya (dwa dania z ryżem, dwie herbaty, shake)
  • 500 bth - motor na dwa dni
  • 211 bth - zakupy: woda, chipsy, piwo, żel pod prysznic
  • 40 bth - mango shake przy Buathong Waterfalls
  • 70 bth - herbata i kawa przy Buathong
  • 120 bth - paliwo
  • 240 bth - trzy piwa u Mr Kay
  • 100 bth - indyjski wegetariański set na Sunday Walking Street
  • 220 bth - dwa piwa + kawa w lokalu przy Sunday Walking Street
  • zakupy: 
  • 350 bth - torebka z wikliny
  • 300 bth - trzy chusty
  • 280 bth - trzy naturalne mydełka o zapachu trawy cytrynowej
  • 200 bth - cztery olejki kokosowe małe
  • 220 bth - trzy zeszyty handmade ze słoniami
  • 100 bth - 4 magnesy
  • 400 bth - wielki kot drewniany
  •  
  • 110 bth - śniadanie w Tim Lam (tom yum + ryż, omlet z porkiem + ryż)
  • 500 bth - kara za jazdę bez międzynarodowego prawa jazdy
  • 55 bth - kokos i awokado na trasie
  • 190 bth - dwie frappe i ciasto w fancy knajpie z widokiem na trasie Samoeng Loop
  • 280 bth - obiad u Mr Kay
  • 150 bth - torba pleciona
  • 45 bth - khao soi na markecie
  • 60 bth - trzy smażonki na markecie
  • 60 bth - mango na markecie
  • 60 bth - 10 kawałków sushi na markecie
  • 25 bth - jackfruit na markecie
  • 70 bth - Heineken w 7eleven
  • 60 bth - paliwo
Wypłacamy z bankomatu 10000 batów z 220 bth prowizji.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz