Strony

piątek, 15 lutego 2019

Dzień 8 - Hpa An: motorem po okolicy (15 lutego 2018)

Dzień rozpoczynamy od hotelowego śniadania, które mamy w cenie (curry z ciecierzycy, jajka, tosty, owoce itp) i dość wcześnie jedziemy w stronę pierwszego punktu na naszej mapie zwiedzania Hpa An - jaskini Saddan. Droga jest przepiękna - po wyjechaniu z miasta z zielono-żółtych pól ryżowych wyrastać zaczynają majestatyczne wapienne góry. Na ulicach nie ma dużego ruchu, więc jazda motorem to czysta przyjemność. Po około 40 minutach docieramy do celu. 


Wejście do Saddan kosztuje 1000 kyatów od osoby. Jasknia w początkowym odcinku wypełniona jest posągami Buddy a dalej obserwować można przeróżne formacje skalne. Całość robi duże wrażenie, ale czytałam opisy, że jaskinię przechodzi się chyba z godzinę i że konieczne jest zabranie dobrych butów i latarek - nie ma to nic wspólnego z prawdą. Jaskinia nie jest wielkich rozmiarów, może ja spokojnie przejść w 15 minut nawet dziecko - nie stanowi to żadnej trudności a na całej drodze zamontowane jest oświetlenie. W jaskini jest też bardzo duża ilość lokalnych turystów, także jeśli liczycie na hardkorowe i samotne eksplorowanie półdzikiej jaskini to nie jest to odpowiednie miejsce ;) Kiedy zakończycie przeprawę, możecie wrócić po własnych śladach albo zdecydować się na mini-rejs łódką. Ceny są stałe i za prywatną łódkę płacimy 6000 kyatów. Możecie też zgadać się z innymi turystami i wziąć jedną łódkę na 4 osoby, jeśli cena jest dla Was zbyt wygórowana ;) Wsiadamy i płyniemy do jaskini, a później wąskim kanałem przez przepiękne pole ryżowe. Cała wycieczka trwa może 15 minut i jest to taka typowa turystyczna atrakcja, ale panuje tu przyjemny klimat a widoki są przepiękne, więc według mnie warto wydać te 15 złotych ;)



















Po wyjściu ponownie wsiadamy na motor i udajemy się do Kaw Ka Thaung Cave. Ta jaskinia, również pełniąca rolę świątyni jest dużo mniejsza i w sumie wygląda nieco kiczowato, więc jeśli macie ograniczony czas w Hpa An, to możecie bez żalu tę atrakcję pominąć ;) Wejście jest darmowe. 






Po drodze wstępujemy na obiad do lokalnej restauracji, gdzie decydujemy się na kilka dań a ostatecznie kończymy znów z całym bufetem. Jest zupa z rybą i zupa ze szmaty i okra w curry i jakiś gulasz, kilka przystawek i świeże warzywa i zioła do pochrupania.



Po obiedzie jesteśmy obżarci jak świnki, więc jedziemy na krótki chill do hotelu. Robimy po drodze małe zakupy prezentowe - ciężko znaleźć tu jakieś magnesy czy inne upominki, decydujemy się więc na lokalną whisky. Cena to około 7,5 zł za butelkę, więc nie wiem, jaka to jakość, ale nic ciekawszego nie odnajdujemy w tutejszszych sklepo-straganach ;) 

Po południu mamy zamiar udać się trekking na Mont Zwegabin na zachód słońca - jest to ponoć dość stroma i wyczerpująca trasa. Na szczycie znajdziecie klasztor mnichów, w którym podobno nawet po wcześmniejszej rezerwacji można zostać na noc, by podziwiać wschód słońca. Ostatecznie jednak lenistwo zwycięża i nie wchodzimy na górę, tylko kończymy w ogrodzie Buddów pod górą (Lumbini Garden) ;) Za wejście i tak musimy zapłacić tyle, ile za wejście na szlak trekkingowy, więc jest to średnio opłacalna atrakcja. W ogrodzie znajduje się ponad 1000 identycznych figur Buddy. 






Jesteśmy bardzo blisko Kyaut Ka Latt Pagody, więc jedziemy na Zachód Słońca ponownie właśnie tam. Tym razem jesteśmy na czas - jest tu spokojnie i miło, nie ma ludzi, ale też zachód nie jest jakiś powalający - podobno lepiej tu trafić na wschód. Tego jednak nie sprawdziliśmy, bo jesteśmy za leniwi ;)







Na koniec jedziemy ponownie na Nocny Market. Zamawiam arbuza, naleśnika, pierożki i  kiełbaskę na patyku. Naleśnik jest pyszny, ale tłusty jak cholera, pierożki są stare i niezjadalne, kiełbaska nie wiedzieć czemu nie została usmażona w oleju, więc szału nie robi a arbuz jest wyborny. Jemy sobie na ławce przy mostku nad jeziorkiem w miłej atomosferze, dzieląc się z bezdomnymi psami, a potem wstępujemy jeszcze na najtańszą trzcinę cukrową, jaką kiedykolwiek piliśmy - 250 kyatów za porcję - czyli jakieś 62 grosze ;)








Wydatki:
  • 2x1000 kyatów - wejście do Saddam Cave
  • 6000 kyatów - prywatna łódka w Saddan Cave
  • 14000 kyatów - obiad z miliona dań w lokalnej dużej restauracji z bufetem, duże piwo, woda
  • 2x500 kyatów - trzcina cukrowa
  • 2x500 kyatów - dwie litrowe wody
  • 2x4000 kyatów - wejście do Lumbini Garden (z wejściem na trekking na Mount Zwegabin)
  • 1000 kyatów - benzyna 1 litr
  • 1500 kyatów - sushi na Nocnym Markecie
  • 1500 kyatów - pierożki
  • 250 kyatów x 2 - dwie trzciny na nocnym markecie
  • 1000 kyatów - naleśnik
  • 500 kyatów - szaszłyk z parówki
  • 2x1100 kyatów - dwie kawy
  • 2000 kyatów - okulary przeciwsłoneczne raybany na straganie ;)
  • 2 x 3000 kyatów - 2 butle lokalnej whisky na prezenty ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz