Strony

poniedziałek, 18 lutego 2019

Dzień 10 i 11 - Hpa An - Chiang Mai: przekraczamy granicę i chillujemy w Chiang Mai (17 i 18 lutego 2019)

O siódmej rano wyruszamy z naszego hotelu w stronę granicy z Tajlandii zamówioną wcześniej shared taxi. Jedzie z nami jeszcze jeden chłopak z naszego hotelu i dwie osoby z rodziny kierowcy ;) 

Do granicy do przejścia w Myawaddy jest trochę ponad 100 km, ale droga jest taka masakryczna, że jazda trwa ponad 4 godziny! Zmienia się dopiero jakieś kilkanaście kilometrów przed granicą na tajskie standardy ;). Po 11:00 wysiadamy przed przejściem granicznym, wymieniamy resztkę kyatów na tajskie baty (nigdzie poza granicą Birmy nikt nie będzie chciał wymienić kyatów, więc trzeba to koniecznie zrobić tutaj) i wchodzimy do punktu "departure". Na granicy ruch jest spory, ale większość to lokalsi, których obowiązują inne procedury, więc do stanowisk dla białasów nie ma żadnych kolejek  i wszystko idzie płynnie. Przechodzimy około kilometra mostem łączącym Mjanmę i Tajlandię, uzyskujemy stempelek wjazdu do Tajlandii i opuszczamy ostatecznie Birmę.

Jeśli chcecie dostać się z Hpa An do Chiang Mai w jeden dzień przez przejście w Myawaddy nie macie szans dostać się na bezpośrednie autobusy z Mae Sot (graniczne miasteczko po stronie Tajlandii, duża stacja autobusowa dość blisko granicy) do Chiang Mai, bo ostatni odchodzi o godzinie 10:00 rano a nawet jak wyjedziecie o 6:00 rano, to fatalnymi birmańskimi drogami nie dojedziecie na czas... Pozostaje więc droga z przesiadką w mieście Tak.

Zgodnie z opisami, które czytałam na blogach po przekroczeniu granicy i znalezieniu się w tajskim mieście Mae Sot, powinniśmy znaleźć shared taxi do dworca minibusów (około 5km, to inna stacja niż główny dworzec, skąd odchodzą busy do Chiang Mai - ta mini oznaczona jest na mapsme jako "Minivan to TAK 78 bth ;) - btw, cena się zgadza :)))). Szczerze mówiąc, kręcimy się tutaj dobre kilkanaście minut i żadnych shared taxi nie znajdujemy, ale w końcu trafia się zwykła taksówka ;) Trochę zajmuje nam wytłumaczenie panu taksówkarzowi, gdzie chcemy jechać, ale jakoś się udaje. Na koniec dajemy panu 200 batów, czyli tyle, ile opisywał internet powinien wynosić ten kurs, ale pan wydaje nam 100 batów, więc okazuje się, że było taniej. Super, miło, że w tych mniej turystycznych rejonach zdarzają się jednak taksówkarze, którzy nie są naciągaczami ;). Na dworcu (mini dworcu, odchodzą stąd tylko busiki do Tak i Mae Sariang, ale obok znajduje się inna lokalna stacja, więc można stąd pewnie jechać też gdzie indziej) udaje nam się kupić szybko i sprawnie bilety na minibusa i do odjazdu mamy około 20 minut (busy kursują co około pół godziny). Jak to jednak w Azji bywa, ruszamy kiedy tylko pojazd się zapełni i zamiast o 13:00 startujemy o 12:50 ;). Droga teoretycznie ma trwać godzinę (około 40 km), ale autostrada jest w remoncie i jedziemy prawie dwie. Po drodze często zatrzymują nas kontrole  policji, którzy sprawdzają paszporty jadącym z nami Birmańczykom. Poza nimi w autobusie jesteśmy tylko my i Tajowie, zero turystów. Kiedy docieramy do dworca w Tak, od razu podbiega do autobusu pani  z obsługi krzycząca "Chiang Mai! Chiang Mai!" i kiedy wyrażamy zainteresowanie, prowadzi nas do budki biletowej, sprzedającej bilety na najbliższy bus w tym kierunku ;) Nie ma to jak tajska opieka nad białasami - naprawdę ciężko tu się zgubić ;). Bus odjeżdża za dosłownie pięć minut - około 15:00, więc mamy szczęście, bo musimy czekać. Bus jest już w wyższym standardzie niż minubusy i jest tu trochę białasów. Ogólnie busy do Chiang Mai kursują z Tak dosyć często, więc jak już się tutaj znajdziecie, to nie będziecie mieli problemów z przedostaniem się dalej.

Po około 4 godzinach docieramy do Chiang Mai. Także potwierdzamy - da się przedostać z Hpa An do Chiang Mai w jeden dzień i to bez jakiegoś niebywałego pośpiechu. Autobus zatrzymuje się na Arcade Bus Station. Jesteśmy zmęczeni, bierzemy więc taksówkę z oficjalnego punktu na dworcu i płacimy 180 bth za około 4 km. Nasz zamówiony wcześniej na booking.com hotel DP House znajduje się w centrum Starego Miasta, czyli w kwadracie otoczonym kanałami. 

Nasz hotel to strzał w dziesiątkę - jest tani, nowy, świetnie urządzony, ma doskonałą lokalizację - w samym centrum, ale na bocznej ulicy, przez co jest tutaj cicho i spokojnie a pani menadżerka czy też właścicielka jest przesłodka i bardzo pomocna!

Rozpakowujemy rzeczy, myjemy się, przebieramy i ruszamy na Sunday Walking Street czyli wielki nocny market, stworzony specjalnie po to, by białasy mogły kupić sobie pamiątki z Tajlandii ;) Jest tu dosłownie wszystko, czego dusza zapragnie - magnesy, figurki, torebki, sukienki, bluzeczki, rzeźby, obrazy, bibeloty i trochę jedzenia ;). Panuje tu też ścisk i tłok. Na zakup pamiątek przyjdzie jeszcze czas, bo trafimy tu z powrotem w kolejnym tygodniu, więc koncentrujemy się na jedzeniu - wcinamy sushi, gyozy, sajgonki i szejki z okolicznych straganów. Padamy ze zmęczenia po długiej podróży, więc idziemy szybko spać ;)

Następnego dnia też nie spieszymy się za bardzo, żeby wstać z łóżka i zwlekamy się po 10:00. Idziemy do restauracji Mr Kai Restaurant, którą zapamiętaliśmy bardzo pozytywnie z naszego poprzedniego wyjazdu do Chiang Mai. Jest tu bardzo smacznie, porcje duże, właściciel jest przesympatycznym człowiekiem, a ceny są całkiem przyzwoite jak na restaurację w centrum Starego Miasta - wszystkie dania w menu kosztują 80 bth i domawiając ryż za 10 bth można skończyć objedzonym. Ja decyduję się oczywiście na północnotajski klasyk - Khao Soi.



Potem idziemy pospacerować po Starym Mieście i trafiamy do parku Buak Had Park. Jest tu kilka oczek wodnych, gdzie można karmić ryby, mnóstwo pięknych klombów kwiatowych i parę stanowisk z napojami. Siadamy sobie na ławeczce i chillujemy przez dłuższy czas.  


Potem, idąc w kierunku domu, trafiamy na miejsce z kraftowym piwem!!! Mamy taki głód dobrego piwa, że nie patrzymy za ceny - 220 batów za 0,3 wietnamskiej IPY to jakaś kosmiczna kwota, ale browar smakuje wybornie!!!


Spędzamy też trochę czasu w jakiejś elegantszej kawiarni, gdzie udaje mi sie dostać zieloną herbatę jaśminową bez mleka i cukru! Pełny sukces!

Łazimy trochę po mieście a wieczorem trafiamy na mój ulubiony Nocny Market, opisany jako Night Food Stalls w okolicy Chiang Mai Gate Market. Są to już typowo lokalne wózki z pysznym jedzieniem a nie zrobiony pod turystów chiński bazar ;) Zamawiam zupę, szejka i kolejny klasyk czyli mango sticky rice!



Wydatki:

  • 10000 kyatów/os x 2 - shared taxi z Hpa An do granicy w Myawaddy 
  • 100 bth -  taksówka z granicy do stacji minibusów (5km)
  • 60 bth - kawa + herbata tajska na dworcu
  • 40 bth - dwie paczki chipsów na dworcu
  • 78 bth/os x 2 - minubus z Mae Sot do Tak
  • 210 bth/os x 2 - bus z Tak do Chiang Mai
  • 180 bth - taksówka z Arcade Bud Station do DP House na Starym Mieście
  • 1020 bth - dwa noclegi w superior apartment w DP House przez booking.com, ściągnięte z karty
  • 60 bth - sushi na NM
  • 50 bth - gyozy na NM
  • 30 bth - sajgonki na NM
  • 30 bth - truskawkowy shake na NM
  • 40 bth - mango szejk na NM
  • 260 bth - śniadanie w Mr Kay Restaurant (2 dania, 2 kawy, szejk)
  • 150 bth - piwo + zielona herbata w eleganckiej kawiarni
  • 440 bth - dwa kraftowe piwa w pubie
  • 30 bth - uliczny pad thai
  • 100 bth - 2 piwa duże w 7eleven
  • 40 bth - zupa z noodlami na NM
  • 25 bth - szejk mango na NM
  • 2x50 bth - 2 mango sticky rice na NM



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz