Strony

wtorek, 19 lutego 2019

Dzień 12 - Chiang Mai - Chiang Rai: Biała i Czarna Świątynia (19 lutego 2018)

Tego dnia naszym celem jest dostać się do Chiang Rai czyli miasteczka położonego jakieś 250 km dalej na północ. Bilety na autobus zakupiłam poprzedniego dnia poprzez stronę 12goasia.com, jednak jak się okazuje na dworcu Arcade (3 terminal), na który przebywamy, nie ma problemu, by zrobić to bezpośrednio przed odjazdem. Busy do Chiang Rai obsługiwane są przez firmę Green Bus i odjeżdżają co kilkadziesiąt minut w różnych standardach - przez internet można nabyć bilety tylko na niektóre kursy, tylko klasą VIP czyli te najdroższe. 

Na dworzec docieramy za pomocą grab taxi zamówionego przez panią menadżer z naszego hotelu i ponosimy koszty 2 razy niższe niż za taksówkę. Na dworcu obsługa informuje nas, z którego stanowiska odjedzie nasz bus i odjeżdżamy z jakimś 15 minutowym opóźnieniem. Droga do Rai wiedzie przez dosyć kręte górskie drogi, więc część osób może mieć problemy z chorobą lokomocyjną. W busie dosyć ostro działa klimatyzacja, o czym przewoźnik ostrzega przy kupnie biletu, jednak nie ma tragedii - w porównaniu z naszym busem do Bagan - panują tu tropiki ;) Podróż przedłuża się przez remont autostrady i zamknięcie jednego pasa (w Tajlandii jest przed wyborami, więc widać nie ma aż takiej różnicy między Polską - cały kraj w remontach ;)) i do celu docieramy po około 4 godzinach (w międzyczasie mamy około 20 minutową przerwę na przekąski). Bus zatrzymuje się i na dworcu pod Chiang Rai i na tym dworcu w centrum miasta - czytałam, że kiedyś stawał tylko na tym pierwszym, więc to pozytywna zmiana. Do naszego guesthousu mamy około 2 km, więc bierzemy tuk tuka za 80 bth.

Chian Guesthouse, do którego docieramy, to jedno z najsympatyczniejszych miejsc z naszej podróży - miejsce to jest trochę podupadłe, domki do wynajęcia bez klimatyzacji i zamykane na kłódkę, wyposażenie  bejzikowe i raczej lata świetności ma już za sobą, ale panuje to taka fajna, lekko hippisowska atmosfera. Ośrodek prowadzony jest przez przesympatyczną parę w około 50ątki, na miejscu można zamówić jedzenie i piwo w przyzwoitej cenie w barze prowadzonym przez żonę pana Chiana, do rozliczeń obowiązuje system książeczkowy - czyli wpisujemy wszystko co zjedliśmy w książeczkę z nr naszego pokoju i płacimy na koniec pobytu ;). Klienci to w dużej mierze backpackerzy albo podstarzali Niemcy i Francuzi, chillujący tutaj pewnie tygodniami ;) Miejsce to położone jest w cudownej okolicy - blisko od centrum, ale jakby pod miastem, w cichej, spokojnej dzielnicy, otoczone piękną zielenią. W ośrodku do dyspozycji gości jest basen i hamaki - ojjj, można się tu zaszyć na kilka dni, żeby odpocząć po trudach podróży. Jeśli więc nie potrzeba Wam luksusów a chcecie się gdzieś zabunkrować z książką albo znajomymi to serdecznie polecam!



Od razu w guesthousie wypożyczamy motor - pan Chian dzwoni po pracownika wypożyczalni z centrum i przywożą nam piękną Hondę - tym razem decydujemy się na prawdziwy motor, z silnikiem 150cc, tak żeby poradzić sobie w górach, dlatego też płacimy dużo drożej, bo aż 500 bth za dobę zamiast standardowych 250 bth za skuter o małej pojemności. W odróżnieniu od ościennych państw do wypożyczenia motoru potrzebna jest tutaj umowa ;) i pozostawienie paszportu - nie ma co, wjechaliśmy z dziczy do cywilizacji ;). 



Naszym nowym nabytkiem jedziemy do oddalonej o kilkanaście kilometrów Białej Świątyni - znaku rozpoznawczego Chiang Rai. Muszę przyznać, że jestem nią nieco rozczarowana, bo choć wygląda pięknie, to jest dużo mniejsza niż sobie wyobrażałam i w zasadzie miejsce, które brałam zawsze za wejście na teren świątyni, jest w zasadzie całą świątynią ;) Znajdziemy tutaj też muzeum ze sztuką współczesną - głównie obrazami - równie małe. Ogólnie cieszę się, że tutaj byłam, ale gdybym jechała do Chiang Rai tylko po to, żeby ją zobaczyć, to uznałabym to za stratę czasu ;)





W dalszej kolejności udajemy się do Czarnej Świątyni - jest to też jakby muzeum sztuki współczesnej, stworzone przez lokalnego artystę i wypełnione przedziwnymi animalnymi motywami i rekwizytami, ale jakoś nie przypada nam do gustu... Widać jeśli chodzi o sztukę, jesteśmy tradycjanolistami. 





Robi się już ciemno i nie zdążamy odwiedzić trzeciej z polecanym w Chiang Rai świątyń - Niebieskiej Świątyni - zostawiamy sobie ją więc na nasz kolejny dzień w tym mieście, po powrocie z gór.

Wszystkie posiłki jemy w naszej przyośrodkowej knajpce, więc rozliczamy się dopiero na koniec i nie mogę podać konkretnych cen - ja jem z reguły smażony ryż, wieprzowinę z tajską bazylią i chilli, albo omleta z mięsem i ryżem i moje dania kosztują około 45 bth. Bartek zajada się curry albo tom yumem, które są nieco droższe i kosztują od 50 do 70 bth, piwo duże - 70-80 bth, duża woda 15bth.

Wydatki:
  • 80 bth - grab taxi z DP House na Arcade Bus Station 4,5 km
  • 229 bth/os x 2 - bus z Chiang Mai do Chiang Rai (green bus, kupione przez internet)
  • 80 bth - tuk tuk z dworca do hotelu 2 km 
  • 280 bth - nocleg w Chian Guesthouse, płatne na miejscu, zamówione przez booking.com
  • 50bth/os x 2 - wejście do White Temple
  • 80bth/os x 2 - wejście do Black Temple
  • 500bth/dzień x 4 - motor 150cc Honda
  • 2x10 bth - dwie małe wody
  • 110 bth - paliwo za ok. 4 litry

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz