Dziś spotykamy się wreszcie z Ania i Wojtkiem - naszymi znajomymi, którzy również kilka dni wcześniej rozpoczęli zwiedzanie Birmy i właśnie w Bagan nasze drogi się przecinają :) Umawiamy się o godzinie 11:00 w Swe Thahar San czyli restauracji przy głównej drodze w Nyaung U, która serwuje dania kuchni birmańskiej i tajskiej w przyzwoitych cenach (dania po około 2-3 tysiące). Ja zamawiam curry z wieprzowiny, dostaję do niego dahl i sałatkę i jestem bardzo usatysfakjonowana. Oczywiście po śniadaniu zamawiamy piwo i kilka godzin spędzamy na opowiadaniu sobie naszych podróżniczych perypetii i udzielaniu wskazówek na dalszą drogę :)
Potem wsiadamy na skutery i jedziemy do Ananda Temple z zamiarem zakupienia dla Wojtka birmańskiej spódnicy, którą Bartek nosi już od kilku dni i bardzo sobie chwali na upały. Mamy mnóstwo śmiechu, kiedy Bartek uczy Wojtka jak wiązać to odzienie ;) Kupujemy też różne inne ubrania dla siebie - można się targować o mniej więcej połowę ceny ;)
Później odwiedzamy jeszcze jedną świątynię, którą wypatrzyłam z drogi i chciałam odwiedzić, jako ostatnią w Bagan, zbudowana jest w takim trochę khmerskim stlu i chyba nazywa się Shwesandaw Paya (później doczytałam, że to najbardziej czczona tutaj światynia). W środku znajduje się duży leżący Buddha.
A na koniec trafiamy do jakiegoś baru na otwartym powietrzu i znów raczymy się piwem aż po późnego popołudnia ;). W tym miejscu musimy się rozstać, bo my ruszamy na nocny bus do Rangun i potem do Hpa An a Ania i Wojtek jeszcze zostają w Bagan.
Ogólnie bilety do Rangun kupiliśmy już wcześniej z Polski, ale nie było to dobrym posunięciem, bo w naszym guest housie powiedziano nam, że istnieją bezpośrednie mini busy z Bagan do Hpa An (o godzinie 15:00)... No cóż, my musimy jechać nieco na około.
Zamawiamy taksówkę i jedziemy na dworzec (ten sam, na który przyjechaliśmy kilka dni temu) - okazuje się, że nasz bilet zawierał odbiór z hotelu i niepotrzebnie przyjechaliśmy sami. Godzina na bilecie czyli 19:00 to godzina o której mini bus zaczynał zbierać osoby z hoteli a autobus rusza dopiero o 20:00. Nie doczytaliśmy tego przy zamawianiu ;). Idziemy więc jeszcze na kolację do knajpki przy dworcu - jest tutaj lokalne jedzenie i niskie ceny.
Autobus rusza punktualnie i o dziwo, panuje w nim też dosyć normalna temperatura :) Mimo iż to autobus tego samego przewoźnika, którym tu przyjechaliśmy, tym razem większość pasażerów to lokalsi i bus staje co kilkanaście minut w małych miejscowościach odbierając ludzi i towar z przystanków, co jeszcze wydłuża trasę. W dodatku po jakiś 3 godzinach drogi mamy mały wypadek i wyprzedzająca nas ciężarówka urywa nam lusterko - załoga naszego busa rusza na pana z ciężarówki z... kijami ;) i dość długo przekrzykują się kto jest winien. Po trwającej kilkadziesiąt minut wymianie zdań, decydują się jechać na komisariat policji, który znajduje się jakieś 500m od nas... Nie wiem więc, czemu nie uczyniono tego od razu ;) Tutaj też stoimy około godziny i ruszamy w dalszą drogę ponad 2 godzinnym opóźnieniem - jednak dobrze, że nie kupiliśmy biletów z Rangun do Hpa An na 6:30, jak pierwotnie mieliśmy zamiar. Reszta podróży przebiega już bez problemów i w cieple :)
Ponieważ tego dnia żegnamy Bagan pora na małe podsumowanie naszego spotkania z tym słynnym na całym świecie kompleksem archeologicznym. Moim głównym zarzutem wobec Bagan jest to, że nie wygląda zbyt autentycznie - jakkolwiek głupio to zabrzmi - wydaje się zbyt odrestaurowane, zbyt nowe. Miejsce to rok rocznie nawiedzają trzęsienia ziemi i patrząc na starannie poukładane w świątyniach cegiełki ma się wrażenie, że nie ma tutaj ani jednego autentycznego kawałka pochodzącego sprzed kilkuset lat i wszystko co rok stawia się na nowo... Zdaję sobie sprawę, że to problem większości zabytków, które ostały się do współczesności, ale duża część z nich jest choćby stylizowana na stare... Krążenie między świątyniami e-bikiem to oczywiście fajna zabawa, ale po jednym dniu trochę się nudzi, bo większość obiektów jest do siebie bardzo podobna. Pewnie na moje lekkie rozczarowanie ma też wpływ zamknięcie świątyń - wszak wiele osób opisywało, że największą radość w eksplorowaniu Bagan czerpali z szukania idealnych miejscówek na wschody i zachody słońca, położonych z daleka od turystycznego szlaku. My co prawda zobaczyliśmy wschód z nielegalnie otwartej świątyni, ale nie dane nam było odnalezienie swojej własnej, ulubionej ;). Także przygodę z Bagan uważam za udaną, ale nie stanowi ono żadnej konkurencji dla Angkor. Szkoda, że tak ciężko dostać się do Myauk U, bo czytałam, że tamtejsze świątynie są dzikie, nieodrestaurowane i nieco opuszczone czyli takie, jakie chciałam zobaczyć w Bagan :)
WYDATKI:
- 15000 kyatów - curry birmańskie i tajskie + 5 piw butelkowych w Swe Thahar San (dania po 2000 i 3000, piwo po 2000)
- 10000 kyatów - spodnie + bluzka pod świątynią (stargowane)
- 7000 kyatów - spódnica stargowana z 10000
- ok 9000 kyatów - rachunek za piwo dla 4 osób z baru (850 kyatów piwo z kija)
- 8000 kyatów - taxi na bus station
- 26,44 USD - bus Bagan - Rangun x 2 (firma Bagan Min Tha), kupiony przez 12goasia.com
- 3500 kyatów - obiad x 2 + kawa na bus station
- 2000 kyatów - piwo w barze na bus station (duża butla)







Brak komentarzy:
Prześlij komentarz