Dzień rozpoczynamy wcześnie od śniadania w tym samym miejscu, w którym dzień wcześniej jedliśmy obiad. Ja decyduję się na smażony ryż + ekstra bekon (40bth+30bth) a Bartek na set śniadanie angielskie (120 bth). Od razu ruszamy w stronę Golden Traingle, czyli punku, że spotykają się granice 3 państw - Laosu, Birmy i Tajlandii. Do pokonania mamy jakieś 12 kilometrów.
Sam Golden Triangle nie jest jakąś spektakularną atrakcją a raczej ciekawostką - wielki posąg Buddy, który znam ze zdjęć nie jest wcale taki wielki, muzeum opium wygląda jak zbiór śmieci w garażu i nie decydujemy się na wejście i wjeżdżamy jedynie motorem na sam punkt widokowy. Można tu wynająć łódź i popłynąć na tour po wszystkich trzech krajach, zaliczając bezcłowe kasyna i markety z lokalnymi produktami, ale średnio nas kręcą takie ustawione szopki pod turystów, więc kończymy na podziwianiu widoków. Kupujemy też magnesy z Birmy, których nie mogliśmy znaleźć nigdzie w samej Birmie ;)
Ogólnie Golden Triangle jest fajnym punktem na mapie motorowej wycieczki, ale jeśli macie przyjechać tutaj autobusem z Chiang Rai na kilkugodzinny pobyt, to zdecydowanie nie warto ;)
Ruszamy w stronę Chiang Rai już zwykłą autostradą 1209 i po 2 godzinach jesteśmy z powrotem w Chian Guest House. Po drodze zahaczamy tylko o dworzec autobusowy i kupujemy bilety do Chiang Mai na kolejny dzień.
Pół dnia odpoczywamy przy basenie a wieczorem decydujemy się jechać motorem do Błękitnej Świątyni (Wat Rong Seur Ten) na Zachód Słońca. Mamy do niej niecałe 2 km, więc nie jest to jakaś wielka wyprawa. Świątynia jest przepiękna i o tej porze dnia wygląda obłędnie, ale niestety chińskie wycieczki oblegają ją na potęgę ;)
- 340 bth - śniadanie w restauracji w Chiang Saen (smażony ryż 40bth, bekon 30bth, angielski set 120bth, 3 x americano 50 bthx3)
- 2 x 50 bth - birmańskie magnesy przy Golden Triangle
- 350 bth - pokój z widokiem na basen w Chian Guesthouse przez booking.com












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz