Strony

piątek, 1 lutego 2019

Birma i Północna Tajlandia - lutymarzec 2019

PLANOWANIE TRASY

Kiedy tylko wylądowaliśmy na polskiej ziemi w styczniu zeszłego roku, zaczęły się intensywne dywagacje "gdzie za rok???". Jako, że mnie ciągnie mocno w kierunku Indii a Bartka niekoniecznie a oboje lubimy ruiny świątyń i pyszną herbatę, zdecydowaliśmy, że świetnym kompromisem będzie Sri Lanka. Dość mozolnie szło mi jednak wyszukiwanie w miarę przyzwoitych cenowo połączeń i jakoś tam w miedzy nawinęła mi się zajawka na  Birmę. Birma na 25 dni ( bo mniej więcej na tyle planowaliśmy urlop) wydała mi się jednak zbyt hardkorowa ze względu na długie i męczące przejazdy, spowodowane fatalnym stanem dróg, więc rozpoczęłam kombinowanie, z jakim inny m rejonem by tu ją połączyć w jakąś sensowną pętlę. Odkopałam wtedy jeden z moich starych planów śmigania skuterem po tajskich górach i stwierdziłam, że to może być TO! Kiedy pokazałam Bartkowi pokazowe zdjęcie balonów nad Bagan, wskazałam, że można by Mjanmę połączyć z jeżdżeniem skuterem po ulubionej przez mojego męża Północnej Tajlandii i dodałam, że  wracając do Bangkoku damy radę zahaczyć na parę dni o naszą ukochaną Ayutthayę, nie było już odwrotu i w lipcu bilety do Rangun zlądowały na moim mailu ;). 

Trasa naszej trzeciej wielkiej wyprawy zmieniała się milion razy i szczerze mówiąc, jeszcze przed samym wyjazdem było kilka niewiadomych. Początkowo w Birmie mieliśmy zrobić standardową trasę Rangun - Bagan - Mandalay - Inle Lake, ale po przeczytaniu miliona postów na blogach, zrezygnowałam najpierw z Mandalay a potem z Inle Lake na rzecz mniej turystycznego i leżącego na trasie do Tajlandii Hpa An. Jeśli chodzi o Tajlandię, to najpierw zaplanowaną miałam tygodniową motorową trasę Mae Hong Son, ale z czasem naszły mnie przemyślenia, że tydzień na motorze to jednak dla nas jeszcze zbyt wielki hardcore i opracowałam trasę autobusowo-motorową, gdzie do kolejnych miasteczek na pętli docieralibyśmy transportem publicznym a na miejscu wypożyczali skutery, by w ten sposób eksplorować okolicę. Potem trafiłam jednak na youtube na  filmik z Pu Chi Fa i uznałam, że nie mogę nie zobaczyć tego miejsca! W dodatku znalazłam w internecie opis 2 noclegowej skuterowej trasy w te rejony i uznałam, że 3 dni na motorze to dla nas idealny czas, by wypróbować, jak radzimy sobie podróżując w ten sposób, ale jednocześnie nie zamęczyć się na śmierć.

Plan przed wyjazdem wyglądał następująco:
  • przylot do Bkk i lot do Rangun
  • Rangun - obowiązkowo kilka sztandarowych świątyń i wycieczka lokalnym pociągiem dookoła miasta
  •  Bagan - śmiganie motorkiem pośród niezliczonej ilości stup i poszukiwanie tych wyjątkowych na oglądanie słynnych wschodów i zachodów Słońca
  • Hpa An - eksploracja okolicznych jaskiń, świątyń na górach i poznawanie lokalnego kolorytu
  • Chiang Mai - chill na mieście i kilka motorowych pętli, braliśmy pod uwagę Pai, Mae Wang, Chiang Dao, Don Inhton
  • Chiang Rai - wyjątkowe świątynie Czarna, Biała i Niebieska
  • motorowa pętla Ch Rai - Pu Chi Fa - Golden Triangle - górska trasa wzdłuż granicy z Laosem i Birmą, w rejonie znanym ze szlaków przemytu opium ;)
  • Sukhothai - kolejne ruiny ;)
  • Ayutthaya - powrót do naszych ukochanych ruin
  • Bangkok - zakupy i może wreszcie Pałac Królewski i Lumpini Park - w końcu do trzech razy sztuka ;)

PLANOWANIE TRANSFERÓW WEWNĘTRZNYCH

Jako że nie ma zbyt wielu korzystnych cenowo połączeń do Birmy i nasz lot z Warszawy kończył się w Bangkoku, w pierwszej kolejności musiałam rozejrzeć się za połączeniami Bangkok - Rangun. Bilety kupiłam jednak dopiero w styczniu, tak aby mieć większą pewność, że nie będzie jakiś radykalnych zmian naszego lotu z Polski do Tajlandii.

Jakość dróg w Birmie jest podobno tragiczna i chętnie polatałabym między miastami zamiast tłuc się wiele godzin autobusami, jednak na mjanmarskim rynku nie ma (jeszcze) tanich linii lotniczych i ceny są horendalne! Pociągi podobno jadą jeszcze dłużej niż autobusy i dlatego zdecydowałam w końcu, że nie ma innego wyjścia niż sprawdzić ofertę lokalnych przewoźników ;) Zakupiłam ostatecznie przez internet bilety z Rangun do Bagan i z powrotem  - zdecydowałam się na nocne autobusy, aby nie tracić dwóch dni na przejazdy - byłam jednak pełna obaw, czy po takim przejeździe damy radę kolejnego dnia zwlec się z łóżka przed zachodem słońca ;). Nie kupiłam biletów na trasę Rangun - Hpa An i Hpa An  - granica - Chiang Mai, gdyż nie mogłam przewidzieć, czy wcześniejsze autobusy będą punktualne i nie chciałam ryzykować utraty kasy. Nie chcą też płacić na przewalutowanie i prowizji na transakcje internetowe postanowiłam też bilety na autobusy i pociągi w Tajlandii kupować na miejscu, z 2-3-dniowym wyprzedzeniem.

PLANOWANIE NOCLEGÓW

Najszybciej zdecydowałam się na zabookowanie guesthousów w Birmie - znalazłam wysoko oceniane obiekty w przyzwoitej cenie. Noclegi w Birmie są nieco droższe niż w Tajlandii czy Wietnamie, ale wszystkie z reguły zawierają w cenie śniadanie, więc nie jest tak źle. W styczniu zdecydowałam się też na fajne noclegi w Chiang Mai, Chiang Rai i Sukhotthai. Postanowiłam też nie rezerwować noclegów na trasie naszej motorowej wyprawy, bo oczywiście nie wiadomo było jak się ona potoczy i gdzie danego dnia postanowimy skończyć jazdę ;). Najdroższym miejscem miał byc nasz ostatni hotel w Ayutthaya, gdzie zdecydowaliśmy się na bardziej luksusowy obiekt za około 100 zł na noc - szaleństwo ;), aby odpocząć po intensywnej kilkutygodniowej podróży.

WIZY

Do Tajlandii 30 dniowe wizy dostaje się na lotnisku bez żadnej opłaty. Wizy do Birmy załatwić trzeba wcześniej - tu zdecydowałam się na e-visę, która kosztowała nas 50 dolarów od osoby. Wizę załatwić można bez pośrednika przez oficjalną rządową stronę https://evisa.moip.gov.mm/. Aprovall letter był na moje skrzynce pocztowej następnego dnia po wysłaniu aplikacji, więc wyrobienie przebiegło bezproblemowo.

USTALANIE BUDŻETU

Ponieważ zaplanowane miałam 80% noclegów mogłam bezpiecznie ustalić budżet na ten cel na około 1500 złotych. W oparciu o informacje ze stron przewoźników i informacje z licznych blogów i forów ustaliłam, że podobna kwota potrzebna będzie na przewozy i atrakcje (nie liczę lotów na trasie W-wa - Azja, bo te wykupione miałam już latem). Na jedzenie ustaliłam budżet około 30$ dziennie czyli około 2500 zł łącznie. Podsumowując potrzebowaliśmy około 7000 zł, więc dla bezpieczeństwa postanowiłam, że zbierzemy 8000 zł. Zwróćcie uwagę, że przy wyjazdach na tak długi czas  (u nas to 24 dni czyli 3/4 miesiąca) oszczędza się sporo pieniędzy, które normalnie przeznacza się na "życie" w Polsce - w zasadzie po opłaceniu czynszu, mediów i takich tam, cała reszta wypłaty w miesiącu wyjazdu może iść na wycieczkę. Jak do tego dodam dofinansowanie do wczasów, które wypłaca mi raz w roku pracodawca (ach te uroki budżetówki ;)), to naprawdę kwota, która pozostaje do uzbierania w ciągu 6 mscy nie jest szczególnie obciążająca dla domowego budżetu ;).

INNE

Przed wyjazdem standardowo rozpoczęłam probiotykoterapię Enterolem i Vivomixxem, nabyłam niezbędne leki (na biegunki, na gorączkę, na ból głowy, na ból brzucha, na chorobę lokomocyjną, za zakażenia pęcherza), filtry 50+++ (warto o tym pomyśleć już latem, bo filtry zimą znikają ze sklepowych półek w Polsce) a także wykupiłam ubezpieczenie. Niestety, Planeta Młodych nie obejmuje już Tajlandii, więc kupiłam po prostu jakieś zwykłe ubezpieczenie na czas wycieczki wybierając jakąś tanią i obejmującą wszystko opcje w internetowej porównywarce cen. Warto też pamiętać o powiadomieniu banku o wyjeździe, aby nie zablokowali Wam kart i wyrobieniu międzynarodowego prawa jazdy, jeśli zamierzacie jeździć skuterami w Chiang Mai, ale tego ostatniego nie zdążyliśmy zrobić ;)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz