Strony

poniedziałek, 26 lutego 2018

Podsumowanie - Wietnam i Kambodża - grudzień 2017

Naszą wycieczkę oceniam bardzo wysoko i muszę przyznać, że podobało mi się jeszcze bardziej niż podczas naszej poprzedniej wycieczki do Azji (Tajlandia i Kambodża). Muszę jednak przyznać, że dla kogoś, kto nie podróżował wcześniej samodzielnie w tych rejonach, realizowany przez nas plan mógłby okazać się zbyt hardkorowy. 

Co ciekawe, Wietnam spodobał mi się o wiele bardziej niż Kambodża - a zakładałam, że będzie odwrotnie. Jadąc do Tajlandii rok wcześniej przeżyłam szok kulturowy a tymczasem w porównaniu do Wietnamu Kambodża i Tajlandia są dużo bliżej Europy ;). Kraj ten tak różni się od wszystkich innych jakie widziałam, że aż nie umiem wyrazić słowami,  o co mi chodzi. To trzeba poczuć i przeżyć. 

Jedzenie w Wietnamie jest specyficzne i na pewno nie powala od pierwszego wejrzenia jak to w Tajlandii. Bartek, który nie lubi zup, dużo psioczył na tamtejszą kuchnię, ale ja po zaakceptowaniu smaku sosu rybnego, zdążyłam już za nią zatęsknić. A nawet jeśli wietnamskie dania nie smakowały powalająco, to nadrabiały wyglądem - michy pełne ziół dodawane do większości posiłków są baaardzo "insta-friendly" ;) a mnogość tekstur i smaków, jakie znajdowały się w jednej misce, niejednokrotnie zaskakiwały. Bardzo "podeszły" mi wietnamskie bagietki z dodatkami czyli BAHN MI, polubiłam Mi QUANG i HU TIEU a najczęściej wybierałam chyba naleśniki BAHN XEO - ich  sposób podania i sposób konsumpcji wynagradzał mało odkrywczy smak.

Khmerska kuchnia to inna sprawa, bo według mnie... nie istnieje ;). Część dań jest tu inspirowana wietnamskimi, część tajskimi, różni je tylko brak przypraw i płaski smak ;). Jednak dla osób takich jak mój mąż, które nie pokochały wietnamskich smakołyków, jedzenie w Kambodży było bardziej standardowe i bezpieczniejsze. Ponad to zawsze dobrym i zachowawczym wyborem okazywała się grillowana ryba czy też owoce morza (za tymi ostatnimi ja akurat nie przepadam). Jeśli chodzi o smak to porwały mnie w Kambodży tylko dwie zupy - obie przygotowane na wzór wietnamskich - jedna w wegańskiej knajpce w Phnom Penh a druga w lokalnej telewizorni w Siem Reap. Rozczarowały mnie mocno LOK LAKI, którymi zajadałam się podczas poprzedniej wyprawy - za każdym razem zamawiana wołowina była żylasta i gumowata...

Nieoczekiwanie Wietnam wygrał też ranking na najmilszych ludzi w Azji. Tajlandię nazywa się krainą tysiąca uśmiechów a o roześmianych Khmerach krążą legendy. Wietnamczyków przedstawia się za to jako cwaniaków i wyłudzaczy... Tymczasem nasze doświadczenia z obywatelami tego kraju były tylko pozytywne. Czasem zdarzyło się nam nie dostać reszty (tylko i wyłącznie za transport w turystycznych rejonach i zawsze były to i tak groszowe sprawy), ale kiedy tylko wkraczaliśmy na tereny mniej turystyczne (nawet w Ho Chi Minh wystarczyło tylko wyjść poza Dystrykt 1), ludzie okazywali się cudownie mili, uprzejmi, baaardzo pomocni, po prostu kochani. Khmerów postrzegam niestety jako strasznie leniwych, biernych i słabo rozgarniętych. Kilkadziesiąt lat temu wymordowano w tym kraju większość inteligencji i przepraszam, jeśli kogoś urażę, ale według mnie to widać...

Myślałam też, że tempo naszej wycieczki było szalone a tymczasem okazało się, że mogłam dołożyć jeszcze z jedno czy dwa miejsca, bo transport między destynacjami wychodził nam sprawniej niż planowałam. Gdybym miała układać plan drugi raz, pominęłabym nocleg w Ha Tien i od razu z Can Tho przeprawiła się do Kep a także na zwiedzanie Phnom Penh przeznaczyłabym jedno popołudnie i spędziła w stolicy Kambodży tylko jedną noc. "Zaoszczędzone" dwie noce wykorzystałabym na zwiedzenie kolejnego miasta w centralnej części Wietnamu - Hue. W Delcie Mekongu przyjemniejszy mógłby okazać się hotel w Cai Be czy Ben Tre niż w My Tho, jednak z drugiej strony przebywanie w tym szalonym mieście było tak ekstremalnym doświadczeniem, że chyba nie chciałabym z niego zupełnie zrezygnować ;). Nie wiem też, czy zdecydowałabym się ponownie na rejs z Battambang do Siem Reap - z perspektywy czasu cieszę się, że go doświadczyłam, ale nie chciałabym nigdy powtórzyć podobnego wyczynu...

Moje zwiedzanie Kambodży uznaję za zakończone i nie czuję już chęci powrotu do tego kraju. Być może za kilkanaście lat zapragnę zobaczyć, jak będzie wyglądać Angkor Wat i wtedy tam wrócę. Albo może jak zachce mi się rajskiej plaży, to wpadnę na Koh Rong ;). Za Wietnamem natomiast bardzo tęsknię i czuję olbrzymią potrzebę, by tam powrócić, jak najszybciej. Pokochałam szczerą miłością Deltę Mekongu i uważam, że to najpiękniejsze miejsce na Ziemi a Da Nang to miasto, w którym mogłabym zamieszkać na stałe. Poza tym jeszcze tylu rejonów w tym niesamowitym kraju nie widzieliśmy... Bardzo spodobał mi się też język wietnamski i żałuję, że nie ma żadnych kursów w moim mieście...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz