Strony

niedziela, 14 stycznia 2018

Dzień 8 - My Tho: eksploracja Delty Mekongu w okolicach Ben Tre (16 grudnia 2017)

Wynajmujemy skuter w naszym hotelu i z samego rana ruszamy około 20 km w kierunku Ben Tre. Na przeciwko hotelu Hung Vuong znajduje się przystań o tej samej nazwie skąd mamy wyruszyć na rejs po Delcie Mekongu. Rejs załatwiłam jeszcze z Polski a firmę DinHo Ecotours znalazłam poprzez rekomendacje na stronie tripadvisor. Pisząc na ich fanpage na facebooku ustaliłam szczegóły z przemiłym właścicielem - panem DinHo i za trzygodzinną, prywatną wycieczkę mamy zapłacić 35$. Jeszcze taniej zapłacicie jeśli weźmiecie przewodnika i łódź prosto z przystani, bez żadnej firmy, ale Ben Tre to niezbyt turystyczny rejon i zawsze może się okazać, że żadnego przewodnika akurat na miejscu nie będzie. 

Pan Dinho czeka na nas punktulanie o 9:00 i przedstawia nas naszej przewodniczce - młodej Wietnamce o imieniu Jass, parkujemy motor pod hotelem i wsiadamy na łódź. Eksplorujemy rzekę, obserwując pracę rybaków, fabryki cegieł, zwiedzamy kokosową manufakturę (kupujemy tu sobie na pamiątkę kokosowe pałeczki, ale nie ma żadnej presji, by kupić cokolwiek) a na koniec odbywamy piękny spacer przez wietnamską wieś pełną drzew owocowych (widzimy mango, papaje, jackfruty, limonki, banany) i palm. Spacer zwieńczony jest przerwą na kokosa w urokliwym homestay'u pośrodku wietnamskiej wsi. Na koniec wsiadamy w drewnianą łódeczkę, którą płyniemy przez wąskie kanały obrośnięte dookoła niesamowitymi palmami kokosów wodnych. Rośliny te są bardzo charakterystyczne dla rejonu Ben Tre i w pozostałych miejscach w Delcie nie spotkacie ich w takiej ilości. Przez cały czas trwania rejsu spotykamy tylko jedną parę turystów, więc faktycznie nasza wycieczka jest tak idylliczna, jak zapowiadał pan Dinh. Przyrody tego regionu nie da się opisać słowami, zieleń aż bucha z każdego zakamarka, wszystko jest bujne, żywe, gęste. Kokosy rosną tu jak u nas w Polsce sosny - dosłownie wszędzie ;). Jeśli marzycie o autentycznej, mało turystycznej Delcie Mekongu wybierzcie Ben Tre! Polecam wycieczki pana Dinha a jedyne zastrzeżenie mam do naszej przewodniczki, która nie była zbyt rozmowna i często sprawiała wrażenie bardziej zainteresowanej swoim smartfonem niż nami ;). No ale przewodnik to już loteria - może miała słabszy dzień. Przepiękna, nierzeczywista Delta Mekongu zrekompensowała nam jej brak zaangażowania ;).




















Po wycieczce wsiadamy na motor i eksplorujemy Ben Tre w poszukiwaniu jedzenia. |Mimo iż jest to większe miasto, robi na nas lepsze wrażenie niż My Tho. Jest tu ciszej i spokojniej. Wszyscy do nas machają i widać, że są nami zainteresowani. Trafiamy w końcu do lokalnej garkuchni pod znakiem CHAY, gdzie miła pani serwuje taki oto COM CHAY w cenie... 10 000 dongów ;). Wypłacamy też z bankomatu 2 miliony dongów ;).



Po obiedzie wsiadamy na motor i ruszamy drogą 887 przed siebie, zbaczając co chwila w jakieś boczne dróżki, klucząc między wąskimi kanałami, zachwycając się wietnamską wsią i obserwując ludzi. Myślę, że na wietnamskich wsiach nieczęsto spotyka się białych ludzi, więc lokalsi, których mijamy nieustannie nam machają i pozdrawiają nas. Jest to bardzo miłe, bo wszyscy wydają się w tym autentyczni i życzliwi. Kiedy w pewnym momencie łapie nas olbrzymia tropikalna ulewa, od razu ktoś proponuje nam wejście pod jego wiatę a po chwili dostajemy krzesełka, by wygodnie przeczekać nawałnicę. 





Po kilku godzinach piania z zachwytu nad pięknem wietnamskiej wsi wracamy do My Tho i udajemy się na mega wyżerkę do knajpki, w której jedliśmy poprzedniego dnia. Zjadamy dwie wielkie zupy, dwie porcje sajgonek i ryż z grzybami, popijając wszystko herbatą.



Podsumowując - Deltę Mekongu polecam po stokroć! Wiele osób przekonywało mnie, że się rozczaruje, ale było to moje wielkie marzenie i mimo wielkich oczekiwań nie zawiodłam się. To przecudowne miejsce a ludzie tutaj są wspaniali, życzliwi, weseli. Krajobraz pełen palm kokosowych, kokosów wodnych i wąskich kanałów jest jedyny w swoim rodzaju i przepiękny! Tylko nie jedźcie na pełną turystycznych pułapek wycieczkę po zatłoczonych wyspach w My Tho - właśnie po takich tripach ludzie opowiadają, że Delta to strata czasu - wybierzcie np. spokojne Ben Tre i prywatną wycieczkę. Polecam poszukać łódek nad przystanią, skontaktować się z DinHo Ecotour bądź też znaleźć to miejsce opisane w podpunkcie Paddeling on a Mekong Canal. W ogóle nie wiem też czy nie fajniej się zatrzymać właśnie w Ben Tre. W My Tho jest tanio a w Ben Tre super tanio. Większość garkuchni oferuje jedzenie za 10000 dng! Obowiązkowo też wypożyczcie skuter albo chociaż rower i pojeździjcie po wsiach. A jeżeli jesteście odporni na kiepskie warunki, możecie zdecydować się na jakiś homestay pośrodku niczego ;). Przygoda życia!

WYDATKI:
  • motor na jeden dzień - 200 000 dng
  • paliwo - 50 000 dng
  • Dinho Ecotour dla dwóch osób - 35$
  • obiad - dwa x COM CHAY w Ben Tre - 20 000 dng
  • pepsi x 2 = 20 000 dng
  • napiwek dla kierowcy łódki - 20 000 dng
  • 2 x kawa = 26 000 dng
  • kolacja w wegańskiej knajpce (2 x zupa bun bo, 2 x sajgonki, ryż z grzybami, 2 x herbata oolong) - 113 000 dng
  • pałeczki kokosowe w manufakturze - 70 000 dng

Wypłacamy z bankomatu 2 000 000 dng

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz