Strony

niedziela, 14 stycznia 2018

Dzień 5 - Da Nang - Hoi An: Marmurowe Góry i Stare Miasto (13 grudnia 2017)

Niestety, nadchodzi czas na opuszczenie Da Nang. Uważam, że nie mogliśmy naszej podróży rozpocząć lepiej i na pewno w przyszłości tu wrócimy! Wymeldowujemy się z hotelu około godziny 8:00 i idziemy na śniadanie do znajdującej się kilkadziesiąt metrów dalej knajpki. Ja po raz kolejny zamawiam Bahn Xeo a Bartek decyduje się na sajgonki. Są to nasze pierwsze wietnamskie sajgonki i faktycznie smakują inaczej niż te polskie czy nawet tajskie. W środku znajduje się samo mięso a papier ryżowy ma fakturę jakby nitek makaronu.


Po śniadaniu idziemy na przystanek 240 Ngũ Hành Sơn, skąd łapiemy żółty bus do Hoi An (jedzie on przez całe miasto, więc poszukajcie jakiegoś w pobliżu Waszego hotelu, są dobrze oznaczone na mapach google). Kupujemy bilet, zaznaczając, że chcemy jechać do Marmurowych Gór (ceny są zależne do widzimisie kontrolera, ja dałam 50 000 dng i pan wydał mi 10 000 reszty) i po kilku minutach jesteśmy na miejscu (przystanek Kế ngã 3 Huyền Trân Công Chúa Lê Văn Hiến). Góra, która nas interesuje znajduje się po lewej stronie i nazywa Hon Thun Son. To tutaj znajdują się niesamowite jaskinie, liczne bogato zdobione pagody i wspaniałe punkty widokowe na morze i rzekę. Zanim trafiamy do budki z biletami, mijamy liczne stoiska z rzeźbami wykonanymi z marmuru. Jak widzicie, możecie sprawdzić sobie zarówno posąg Buddhy jak i Jezusa ;).


Zwiedzanie rozpoczynamy od jaskini. Wstęp do niej kosztuje 20 000 dongów od osoby. W środku znajduje się wiele ołtarzy i niesamowite rzeźby przedstawiające buddyjskie piekło.

 








Po wyjściu z jaskini przechodzimy kilkadziesiąt metrów do budki, w której można kupić bilet na górę. Za wejście pieszo zapłacimy 40 000 dongów od osoby, ale można też zapłacić więcej i wjechać widną ;). Idealna opcja dla chińskich turystów, których jest tutaj mnóstwo. Da Nang nie jest zbyt turystycznym miastem, ale Marmurowe Góry to częste miejsce grupowych wycieczek dla turystów wypoczywających w Hoi An. Musicie więc nastawić się na spory tłok. Mimo wszystko bardzo cieszę się, że tu trafiliśmy, bo miejsce to należy do bardzo urokliwych. Co chwila mijamy mniejsze lub większe ołtarze i pagody, białe rzeźby, wszędzie rosną kwiaty i pięknie poprzycinane bonsai. Znajdziemy tu też kilka innych jaskiń a z góry roztacza się wspaniały widok na wybrzeże Da Nang.










Weźcie ze sobą spore zapasy wody, bo czeka nas tu dużo chodzenia, zarówno pod górę, jak i między atrakcjami zlokalizowanymi na szczycie. Marmurowe Góry znajdują się około 8 km od centrum Da Nang i możecie dojechać tutaj tak jak my busem do Hoi An, motorem, taksówką bądź wybrać się ze zorganizowaną wycieczką nawet z Hoi An.

Kiedy kończymy zwiedzanie, wskakujemy ponownie w bus do Hoi An na tym samym przystanku, na którym poprzednio wysiedliśmy. Tym razem daję kontrolerowi banknot 100 000 dongów i nie dostaję nic z powrotem ;). Bilet dla lokalsa kosztuje podobno mniej niż 20 000 dongów i jeśli się uprzecie, to tyle zapłacicie, ale musicie mieć odliczone pieniądze. W przeciwnym wypadku nie macie szans na wydanie reszty ;). Autobus dojeżdża na dworzec autobusowy, skąd mamy około 1 km do naszego guesthouse'u Horizon Homestay. Na miejscu dowiadujemy się, że czeka nas darmowy upgrade znajdującego się 200 m dalej Horizon Villa z basenem i  do pokoju deluxe z dużym tarasem ;). Obsługa jest tutaj na najwyższym poziomie i wszyscy dobrze mówią po angielsku. Nasz pensjonat znajduje się w spokojnej, zielonej okolicy, pokój jest wielki i czysty i nawet łazienka robi wrażenie jak na wietnamskie warunki.



Do Ancient City, będącego główną atrakcją w Hoi An mamy 2.5 km, ale na ulicach nie ma dużego ruchu i spacer jest dość przyjemny. Trzeba przyznać, że Stare Miasto robi wrażenie a jeszcze większe zdumienie wywołuje fakt, że w centrum nie ma ani śladu po powodzi, która nawiedziła Hoi An kilka tygodni wcześniej (powodzie zresztą mają tu miejsce do roku, choć ta podobno była jedną z największych od lat). Miasteczko jest typowo turystyczne, pełen straganów z pamiątkami i riksiarzy wożących turystów w czymś na kształt wózków inwalidzkich doczepionych do rowerów. Co chwila ktoś też woła za nami i oferuje rejs łódką. Mimo wszystko atmosfera jest tu przyjemna. Wejście na teren zabytkowego centrum jest darmowe, ale żeby wejść do znajdujących się tu świątyń i muzeów trzeba wykupić karnet za bodajże 120 000 dongów. My nie czujemy takiej potrzeby i poprzestajemy na spacerowaniu urokliwymi uliczkami tego wyjątkowego miejsca. Do jego odrestaurowania przyczynił się Polak - Kazimierz Kwiatkowski, którego pomnik znajduje się w centralnej części miasteczka.









Po spacerze siadamy w którejś z uroczych knajpeczek i zamawiamy specjał tego miejsca - Cao Lau. Podobno prawdziwe Cao Lau można dostać tylko w Hoi An, gdyż sekretem receptury ma być woda z pewnej wyjątkowej studni, użyta do gotowania makaronu. Cao Lau smakuje okej, ale nie podbija naszego serc ;).


Po obiedzie siadamy sobie w jednej z knajpek nad rzeczką i raczymy się draftowymi piwami sprzedawanymi tutaj w każdym miejscu za 10 000 - 15 000 dongów :) Kiedy się ściemnia, ruszamy na Nocny Market (nie jest on tak okazały jak te tajskie) a później spacerujemy po Starym Mieście podziwiając symbol Hoi An - świecące, kolorowe lampiony.





W jednej z restauracji na Starym Mieście zamawiamy kolację - wontony i bun thit nuong. Wontony okazują się porażką, więc dopycham się jeszcze moją pierwszą uliczną bagietką z jajkiem (bahn mi opla), która smakuje wybornie!!! W środku oprócz jajka znajduję warzywa, różne liście ziół w tym spore ilości mojej kochanej kolendry a także sosy: chilli i rybny.





Kiedy wracamy do hotelu i kładziemy się spać, słyszymy za oknem amerykańskie piosenki bożonarodzeniowe. To jedyny moment podczas całej wycieczki kiedy ktoś przypomniał nam o zbliżających się świętach... ;) 

Samo Hoi An to mocno turystyczne miejsce, ale muszę przyznać, że ma swój urok i na pewno warto je odwiedzić. Do tego łatwo znaleźć tu tanie noclegi w nowo wybudowanych pensjonatach, niedrogie jedzenie i tanie piwo :). Polecam spać w guesthousach oddalonych od centrum - jest tu cicho, wiejsko i panuje niewielki ruch na ulicach. Do tego całe miasto jest bardzo zadbane i wysprzątane.

WYDATKI:
  • śniadanie w knajpie pod hotelem (bahn xeo, sajgonki, kawa, herbata) - 150 000 dng
  • dojazd autobusem do Marble Mountains 2x20 tys = 40 000 dng
  • wejście do jaskini - 2x20 000 = 40 000 dng
  • wejście na górę 2x40 000 = 80 000 dng
  • autobus publiczny do Hoi An 2x50 000 = 100 000 dng
  • dwa noclegi w Horizon Villa pokój deluxe - 26$ (darmowy upgrade ze zwykłego pokoju)
  • obiad w knajpce (2xcao lau, piwo, kawa) - 100 000 dng
  • piwa na mieście - 75 000 dng
  • kolacja na Starym Mieście (bun thit nuong, wontony, napoje) - 185 000 dng
  • bagietka Bahn Mi Opla - 20 000 dng


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz