Wstajemy około 7:00, udajemy się ostatni raz na hotelowe śniadanie na nasz ulubiony taras i ruszamy do centrum do siedzimy naszego przewoźnika Virak Buntham (około kilometr od hotelu). Po drodze zahaczamy o kantor i wymieniamy wszystkie dolary i dongi, jakie mamy, na tajskie baty. Bilety na autobus kupiłam wcześniej, jeszcze w Polsce, bo obawiałam się tłoku, ale jest jeszcze dużo wolnych miejsc, więc okazałam się jak zawsze nadgorliwa. Zasiadamy w dość komfortowym, klimatyzowanym piętrowym pojeździe z wi-fi, toaletą i innymi bajerami. Przewoźnika jak najbardziej polecam - dużo taniej niż u konkurencji a warunki super i obsługa bardzo miła.
Kiedy docieramy na granicę khmersko-tajską w Annaprayet okazuje się, że przepisy się zmieniły i mimo iż nie będziemy na granicy zmieniać autobusu, musimy przejść przez kontrolę z całym naszym bagażem... Kierownik wycieczki dokładnie wyjaśnia nam, co mamy robić, gdzie iść i daje nam standardowo badge na szyje, byśmy się nie zgubili. Najpierw idziemy do punktu khmerskiego, gdzie podbijają nam wyjazd z kraju i pobierają odciski palców a potem przez kilkaset metrów ziemi niczyjej, by po prawej stronie trafić na punkt tajski. Trzeba pobrać i wypełnić karteczkę na "arrival" i iść do okienek oznaczonych jako "touristic" czyli tych dla ruchu bezwizowego. Kolejka jest dość długa i czekamy chyba godzinę. W odróżnieniu od zeszłego roku pani wbija nam pieczatkę na wjazd 30-dniowy. Ostatnim razem, gdy wjeżdżaliśmy do Tajlandii dla ruchu lądowego obowiązywały "pieczątki" dwutygodniowe. Okazuje się też, że kontrola bezpieczeństwa, w tym skanowanie bagaży, jest wyłączona, więc doprawdy nie wiem, po co każą ludziom dźwigać cały bagaż ;). Po przekroczeniu granicy pracownicy Viraka wyłapują nas z tłumu i wskazują na autobus. Udało nam się tym razem dotrzeć jako jedni z pierwszych, więc idziemy do Amazon Cafe na pierwszą podczas tej wyprawy tajską herbatę :) Ale ja tęskniłam za tym smakiem!!! W końcu wszyscy schodzą się do busa i okazuje się, że czekamy tylko na hinduską rodzinkę. Mija chyba dobra godzina a ich nadal nie ma. Ostatecznie ruszamy bez nich, ale nie wiem, czy ich nie przepuszczono przez granicę czy po prostu zostali skierowani do kolejnego busa czy też ich czas minął ;). Zatrzymujemy się potem jeszcze na jedzeniowej przerwie na stacji benzynowej, gdzie zamawiam pyszną rybę curry za 35bth :) Od razu czuć różnicę smaków między Tajlandią a Kambodżą. Ryba jest ostra i mocno doprawiona, suuuper! Widać też gigantyczną różnicę w rozwoju - szczególnie, kiedy wjeżdżamy do Bangkoku. To miasto jest niesamowite - nowoczesne i ogromne.
Virak bus ma dwa przystanki - końcowy na Khao San i wcześniejszy na Hue Lampong. Decydujemy się wysiąść właśnie w okolicach dworca kolejowego, bo nasz kierowca twierdzi, że stąd będziemy mieli bliżej na Silom - dzielnicę, w której tym razem zdecydowaliśmy się spać.
Tuk-tukarz rzuca zbójecką stawkę 300 bth, bez problemu schodzi na 200bth, choć i tak uważam, że to dużo i gdybym nie była taka zmęczona, targowałabym się dalej. Odległość to około 3km.
Dzielnica Silom robi na nas bardzo pozytywne wrażenie i chyba odczarowuje nasze okropne doświadczenia z tym miastem w zeszłym roku a nasz hotel Silom Avenue Inn też możemy polecić - pokój jest duży i czysty a obsługa pomocna i miła. Bardzo blisko hotelu znajduje się mini nocny targ, gdzie zamawiamy w końcu tajskie jedzenie. Bartek dostaje swoje upragnione, idealne green curry a ja decyduję się na wieprzowinę z tajską bazylią i chilli, do której dodaję jeszcze ogromną ilość ostrej papryki. Wszystko zapijam tajską herbatą i jestem zadowolona :). Potem krążymy jeszcze po mieście łażąc po knajpkach i wydając resztki pieniędzy na drinki, piwo i manualną maszynę do gry, którą odkryliśmy w małym pubie prowadzonym przez Anglika a o północy idziemy do naszego pokoju obserwować fajerwerki - wszak to Sylwester ;).
Wydatki:
- autobus Virak na trasie Siem Reap-Bangkok - 11$ x 2 = 22$ za dwie osoby
- herbata i kawa w Amazon Cafe na granicy - 115 bth
- obiad na stacji benzynowej (ryba chilli z ryżem i jajkiem sadzonym) - 35 bth
- suszone banany i orzechy z miodem na stacji benzynowej - 70 bth
- tuk tuk z Hue Lampong do hotelu - 200 bth
- pokój studio w Silom Avenue Inn na jedną noc - 810 bth
- kolacja (green curry 50 bth, wieprzowina z chilli 50 bth, 2 piwa, tajska herbata) - 300 bth
- Sylwester - 640 bth




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz