Liczyłam na to, że wstaniemy o świcie, ale Bartka ciężko wybudzić i wygląda na to, że tradycyjnie będziemy zwiedzać okolice w samo południe :/ W pewnym momencie w ogóle nasze zwiedzanie staje po znakiem zapytania, bo okazuj się, że mój mąż... zgubił kluczyki od skutera!!! Jako że nie wiemy jakie są konsekwencje takiej hecy a czas nas nagli decydujemy się wypożyczyć kolejny pojazd w innej wypożyczalni na mój paszport i rozstawić kwestię tłumaczenia się na wieczór ;). Co ciekawe, po raz pierwszy trafiamy do wypożyczalni, gdzie pan sprawdza stan techniczny motorka, dopompowuje koła i ogólnie widać, że przykłada się do pracy. W rezultacie dostajemy najbardziej sprawny skuter, jakim kiedykolwiek poruszaliśmy się w Azji ;).
Ruszamy do oddalonej o ponad 40 km Bantey Srei Temple. Jest to mała świątynia, oddalona dość znacznie od reszty kompleksu, ale niestety trafiamy tutaj akurat w porę wysypu chińskich autokarów :/. Przez to, że świątynia jest niewielka zwiedzanie naprawdę nie sprawia przyjemności i mimo zauroczenia tutejszymi zdobieniami - chyba najpiękniejszymi, jakie widzieliśmy w całym Angor, nie spędzamy tu zbyt wiele czasu...
Wsiadamy na skuter i mkniemy w stronę głównego kompleksu celem wykonania tzw "małego koła". Droga mierzy około 25 km i co ciekawe, po drodze napotykamy kontrolę policyjną, która tylko macha nam z uśmiechem i pokazuje, że mamy jechać dalej. Rozpoczynamy od dość dużej świątyni Preah Khan.
W odległości około 3-4 km znajduje się Neak Pean, czyli charaketerystyczne miejsce z lasem wystającym z jeziora.
Po przejechaniu dwóch kilometrów trafiamy do małej, ale pięknej Ta Som.
2,5 km dalej znajdujemy wielką i robiącą wrażenie East Mebon:
a kilometr od niej zbudowaną w podobnym stylu Pre Rup. Szczerze mówiąc, nie umiem na zdjęciach odróżnić, która jest która - w klasyfikacji zdjęć kierowałam się chronologią. Z tego, co się orientuję Pre Rup to popularny punkt na oglądanie zachodu Słońca.
Początkowo planowaliśmy jechać jeszcze do Srah Srang, Banteay Kdei i na zachód Słońca do Phnom Bakheng, ale postanawiamy pojechać do rzadziej odwiedzanych przez turystów rejonów, żeby zobaczyć świątynie z tzw. Roluos Group. Liczymy na trochę inny styl niż świątynie, które widzieliśmy dziś, bo szczerze mówiąc, trochę nas już znudziło oglądanie miejsc bardzo podobnych do siebie. Przemierzamy około 20 km i docieramy do Prasat Lolei, Bakong Temple, Preah Ko. Cóż, po obejrzeniu dzisiaj tylu cudów te małe świątynie nie robią na nas wrażenia, ale oczywiście cieszę się, że je zobaczyliśmy. Nie liczcie jednak na brak turystów - nie ma już chyba w Angkor takich miejsc a mam wrażenie, że w mniejszych świątyniach trudniej znaleźć spokojny kąt dla siebie niż w tych ogromnych.
Około 16:00 mamy już dość zwiedzania i pędzimy na obiad do tej samej lokalnej knajpki co wczoraj. Mniam, mniam.
Wieczorem udajemy się na Nocny Market, gdzie kupujemy pamiątki dla rodziny i znajomych (w Kambodży są zdecydowanie najtańsze ubrania) i delektujemy się shake'ami i bagietkami. Muszę przyznać, że bagietka z pasztetem, którą tutaj jadłam smakowała mi chyba nawet bardziej od tych wietnamskich. Po drodze idziemy też wyjaśnić sprawę ze zgubionymi kluczami - oczywiście okazuje się, że to żaden problem i mamy zapłacić tylko 5$ za zapasowe ;) Jednak Kambodżanie to wyluzowani ludzie :).
Podsumowując - uwielbiamy zwiedzać ruiny świątyń i ten dzień była dla nas baaaardzo przyjemny, jednak jeśli należycie do aż tak wielkich fanów tego typu rozrywek, wystarczy Wam jeden dzień i Wielkie Koło. Świątynie w obrębie Wielkiego Koła są największe, robią największe wrażenie i reprezentują sobą różne style, dzięki czemu możecie wystarczająco poznać khmerską architekturę. Według mnie w tych bardziej popularnych świątyniach mimo tłumu turystów nie czuć tego oblężenia właśnie z racji na ich wielkość. Zawsze można znaleźć jakieś ustronne miejsce do kontemplacji. Jeśli chodzi o środek transportu, po stokroć polecam Wam skuter - niezależność, jaką zyskujecie jest bezcenna! Nie ma żadnych problemów ze zwiedzaniem Angkor w ten sposób - ani policja ani ochrona nie zwróciła nam uwagi. Nie czuliśmy też nieprzychylności ze strony kierowców tuk-tuków, koło których parkowaliśmy. Trudności może jedynie sprawić wyjazd z miasta, bo Siem Reap jest dosyć zakorkowane - pomiędzy świątyniami jeździ się naprawdę bardzo przyjemnie i spokojnie. Jeśli zamierzacie poświęcić na zwiedzanie jeden dzień, polecam Wam Duże Koło + Ta Som i East Mebon - to zagwarantuje Wam najbardziej różnorodne doznania estetyczne. Dla osób, które dysponują większą ilością czasu proponuję bilet trzydniowy i spędzenie większej ilości czasu w świątyniach, pochillowanie i pokontemplowanie, tego co tu znajdziecie. Angkor jest niesamowity, vibe'u, jaki bije z tego miejsca , nie da się opisać słowami, po prostu czuć tu magię. Jeśli chcecie pojechać w jedną, egzotyczną podróż swojego życia, wybierzcie Angkor! Ja tu jeszcze wrócę kolejny raz bo po prostu tęsknię za tym klimatem...
Wydatki:
- nowy motor na jeden dzień - 10$
- dwie porcje soku z palmy pod Bantey Srei - 1$
- chusta pod świątynią - 3$
- przewodnik po Angkor - 7$
- woda w Angkor - 2$
- pepsi w Angkor - 1$
- obiad w knajpce pod hotelem (zupa, ryż z dodatkami, dwie kawy, herbata gratis) - 3,75$
- paliwo - 2,5$
- kara za zgubienie klucza od motoru - 5$
- dżem chili - 6000 rieli
- zakupy w sklepie (3 duże butelkowane Changi, duża puszka tajskiej herbaty, duża woda) - 10$
- zakupy na nocnym markecie: 5 magnesów - 3$, 2 balsamy do ust - 4$
- 2 piwa i drink w restauracji w rejonie Pub Street- 3$
- dwa piwa w puszce na nocnym markecie - 2$
- shake kokosowy na nocnym markecie - 1$
- bagietka z nadzieniem na nocnym markecie - 1$
- piwo duża Cambodia w hotelowym barze - 3,5$





































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz