Strony

niedziela, 14 stycznia 2018

Dzień 19 - Battambang: objazd po świątyniach dookołą miasta (27 grudnia 2017)

Śniadanie decydujemy się zjeść w naszej guesthouseowej restauracji i niestety, po raz kolejny podawane tu posiłki nie zachwycają ani smakiem ani ceną. Ja zamawiam pancakeksy z boczkiem i jajkiem, ale okazuje się, że zamiast naleśników mogę dostać tylko gofry... Bartek zjada kanapkę z serem i szynką oraz frytki - jego jedzenie wygląda chyba jeszcze słabiej.

Od rana dosyć solidnie pada, więc opuszczamy pokój dopiero około 10:00,  wypożyczamy skuter (7$) i jedziemy na objazd po ruinach i świątyniach leżących dookoła Battambang. Droga jest dosyć przyjemna, bo nie ma dużego ruchu i przejeżdżamy przez wiele małych, okolicznych wiosek. Po kilkunastu minutach dojeżdżamy do oddalonej o około 10 km od miasta Ek Phnom. Składa się ona z niewielkich ruin, bogato zdobionej buddyjskiej świątyni i charakterystycznego wielkiego posągu Buddy. Wstęp jest darmowy.









Wsiadamy na skuter i jedziemy 20 km dalej do ruin Baset Temple. Nie jest to zbyt turystyczne miejsce i wygląda trochę jak sterta kamieni pozostawionych samym sobie, ale ma to swój urok i jeśli poruszacie się skuterem, zdecydowanie warto zajechać w te rejony. Tutaj również nie ma opłat za wstęp.





Po przejechaniu kolejnych 30 km trafiamy do miejscowości Banan, gdzie znajduje się dużo bardziej turystyczna Phnom Banan. Pobiera się tu opłatę za parking a także za wejście a wokół terenu ruin prężnie działają stragany z jedzeniem. Jako że miejsce jest dużo bardziej turystyczne niż te odwiedzone wcześniej spotykamy tu też natarczywie żebrzące dzieci, które domagają się "money money" za... wachlowanie. Ma to związek z tym, że aby dostać się na wzgórze z ruinami trzeba pokonać całkiem spore schody i dzieciaki widocznie liczą, że spragnieni ochłody turyści chętnie odwdzięczą się dolarami. Dziś jest jednak mżyście i pochmurno i jakoś dajemy radę wejść na szczyt bez ich pomocy.





 Phnom Banan zachwyca przede wszystkim pięknym widokiem ze wzgórza. Sama świątynia to miłe i spokojne miejsce, ale oczywiście nie dorównuje wielkością zabytkom, które widzieliśmy w Angkor. Po zejściu z powrotem na dół decydujemy się zjeść zupy tom yum w przyświątynnej knajpce. Zupa jest pyszna a ceny akceptowalne. Po kilkunastu minutach ruszamy dalej. Jedziemy między bardzo ładnymi wioseczkami, ale niestety plany krzyżuje nam deszcz, który zaczyna padać co raz mocniej. Droga, na którą wjeżdżamy jest gliniasta i niestety przez opady robi się niebezpiecznie śliska. Zdecydujemy się więc jechać naokoło przez National Highway i zamiast 12 km robimy chyba ze 35 km. Około 15:30 dojeżdzamy do najpopularniejszej i zdecydowanie najbardziej turystycznej miejscówki w Battambang - do kompleksu Phnom Sampov.


 Jest tu jakieś 100x więcej turystów niż w pozostałych miejscach, które dziś odwiedziliśmy, bo Ci, którzy wynajmują tuk tuki, docierają z reguły tylko tutaj. Za wstęp płacimy po 2$ od osoby i dowiadujemy się, że o 17:30 zaczyna się główna atrakcja - wylot nietoperzy z jaskini. Mamy więc około 2 godzin na spacer. Do świątyni wchodzi się po schodach. Po drodze mijamy całe stado małp - nie mam zdjęć, bo prawie narobiłam pod siebie ze strachu, żeby mnie żadna nie ugryzła. W żadnym innym miejscu nie widziałam tylu małp naraz. Na górze nie ma żadnych ruin, ale za to znajdziemy tutaj  świątynię ze słotą stupą, wiele wielkich posągów Buddy a także kilka jaskiń - Natural |Caves, Flower Caves i Killing Caves, w których to czerwoni khmerowie dokonywali mordów na swoich rodakach. Po kompleksie poruszamy się z mapą MAP ME, gdyż na miejscu wszystko jest tradycyjnie dla Azji byle jak oznaczone i o niektórych atrakcjach można nawet nie wiedzieć. MAPS ME natomiast świetnie daje radę. Spacer zajmuje nam dobre 1,5 h, ale rzeczywiście miejsce to jest najbardziej atrakcyjne spośród tych widzianych dzisiaj.









Około 17:00 schodzimy z góry i znajdujemy sobie miejsca na obserwację nietoperzy. Wystarczy zamówić sobie coś do picia. Możecie też po prostu stać i patrzeć - wtedy nie trzeba nic kupować. Niemal punktualnie o 17:30 zaczyna się spektakl i nietoperze zaczynają opuszczać jaskinie.  Wygląda to całkiem fajnie, ale po kilkunastu minutach patrzenia jesteśmy już trochę znudzeni i ruszamy z powrotem do miasta.

Jedziemy do Battamabang do wypatrzonej na tripadvisor indyjskiej knajpki i mimo iż to jeden z najdroższych posiłków, jakie zjedliśmy podczas całej wycieczki, muszę przyznać, że było warto. Ja jem tradycyjnie Dal Makharani  a Bartek pyszne paneery w obłędnej marynacie. Po drodze odwiedzamy też bankomat - to nasza pierwsza wypłata w Kambodży. Nie ma z nią żadnych problemów. No, może poza tym, że zapomniałam ściągnąć kasku wchodząc do budki z ATMem i pan ochroniarz był bardzo oburzony ;).



 Kiedy docieramy  z powrotem do guesthouse'u idę uregulować rachunek za hotel, jedzenie i zamówioną rano łódź do Siem Reap. Oczywiście okazuje się, że pan z recepcji nic o łodzi nie wie, bo osoba, która obsługiwała mnie wcześniej zapomniała zadzwonić do przewoźnika... Ach ta Azja, trzeba wszystko dwadzieścia razy sprawdzać ;). Na szczęście pan wykonuje szybki telefon i okazuje się, że można jeszcze dostać miejscówki na łodzi. Mają na nas czekać o 6:30 :).

Podsumowując nasze doświadczenia z Battambang, uważam, że jeśli macie kilka wolnych dni to warto tutaj pojeździć skuterem i pozwiedzać okoliczne świątynie a także popatrzeć na takie typowe khmerskie wsie. Nie jest to jednak rzecz bez zobaczenia której nie da się żyć i jeśli Wam tu nie po drodze to nie ma konieczności zmiany planów. Ruiny nie mają oczywiście startu do Angkor, ale mają swój klimat, takich trochę opuszczonych i zapomnianych. Samo Battambang to spokojne i niewielkie miasto i miło tu pochillować, pojeździć rowerem, poleżeć przy basenie.

WYDATKI:
  • śniadanie (gofry z jajkiem i bekonem, kanapka i frytki, dwie kawy, herbata - do rachunku hotelowego
  • obiad pod Phnom Banan (tom yumx2, kawa, shake kokosowy) - 8$
  • wejście na Phnom Banan - 2x2$= 4$
  • parking pod Phnom Banan - 1000 rieli
  • wejście na Phnom Sampov 2x2 = 4$
  • duża woda na Phnom Sampov - 3000 rieli
  • piwo i energetyk pod jaskiniami - 2$
  • kolacja we Flavor of India - 17$
  • rachunek z hotelu 94$: 26$ za dwie noce w pokoju, 7$ motor, 2x20$ za rejs do Siem Reap, reszta za jedzenie
  • paliwo - 3$

Wypłata z bankomatu - 400$

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz