Strony

niedziela, 14 stycznia 2018

Dzień 18 - Phnom Penh - Battambang (26 grudnia 2017)

Cel na dziś to dostać się do Battambang. Bilet na KSO bus kupiłam już w Polsce przez internet. Dworzec tej firmy przewozowej znajduje się około 1,5 km od naszego hotelu, jednak gigantyczna ulewa krzyżuje nasze plany dlatego idziemy na recepcję naszego hotelu, by zamówić taksówkę. Niestety, żaden tuk-tukarz ani taksówkarz nie chce po nas przyjechać, bo odległość do dworca jest zbyt mała i w końcu ruszamy o własnych nogach. Na dworcu ciężko się z kimkolwiek dogadać, ale kiedy podjeżdża nasz bus (spóźniony o jakieś 20 minut), ktoś daje nam znać, że mamy wsiadać, więc z komunikacją  nie jest tak źle jak się wydaje. Zarówno na dworcu jak i w busie spotykamy samych lokalsów. Musze przyznać, że podczas tej przejażdżki doświadczamy chyba najmocniej lokalnego folkloru, bo przez 7 godzin jazdy kierowca puszcza cały czas khmerskie karaoke i tutejsze filmowe produkcje, takie jak np DOG EAT PEOPLE. Filmy te są meeeeeega żenującym kinem klasy B, teledyski wyglądają jak klipy disco polo z lat 90-tych a wszyscy pasażerowie doskonale się bawią, głośno komentują i śmieją się do rozpuku z tego, co widzą na ekranie... Wysiadamy w Battambang z totalnie wypranymi mózgami i mocno średnim zdaniem o inteligencji tutejszych ludzi ;). Aaa, po drodze w ramach atrakcji złapaliśmy też panę ;).

Na dworcu od razu podjeżdża do nas kierowca tuk-tuka, który za darmo chce nas odwieźć do hotelu. Szkopuł tkwi w tym, że usilnie próbuje sprzedać nam wycieczkę na kolejny dzień. Pan jest bardzo miły, świetnie mówi po angielsku i ma doskonałe rekomendacje w swoim zeszycie z recenzjami, ale niestety musimy odmówić - dużo bardziej opłaca nam się tutaj wziąć skuter. Nie dość, że wyjdzie dużo taniej, to w dodatku zwiedzimy dużo więcej... Ponieważ żal mi pana, daję mu 2$ za 1.5 km drogę do hotelu. Ramchang Guesthouse, który zabookowałam kilka dni wcześniej, wygląda całkiem miło. Można powiedzieć, że nasz pokój to wręcz apartament, bo składa się z salonu, sypialni, korytarza i łazienki. Do tego jest tutaj bardzo czysto a wisienkę na torcie stanowi basen. Mamy też klimatyzację, ale temperatura na zewnątrz oscyluje w okolicach 23-25 stopni, więc nawet jej nie używamy. Naszymi sąsiadami są sami Francuzi. Ramchang leży dobry kilometr poza miastem, ale oferuje gościom bezpłatne rowery by do niego się dostać i restaurację, jeśli ktoś dostawać się tam nie ma ochoty ;).
 






Postanawiamy przetestować tutejszą restaurację, ale chyba nie zostanie naszą ulubioną. Mój lok lak jest twardy i gumiasty a Barta green curry smakuje jakby łyżkę mleka kokosowego rozcieńczono wodą... Po tej obiado-kolacji Bartek pada zmęczony i domaga się europejskiego piwa a ja dosiadam roweru (te nie są takie fajne i nowe jak w Hoi An, ale nie ma co narzekać) i jadę pojeździć po okolicznych wioskach a także zwiedzić Battambang i spełniając życzenie mojego męża poszukać piwa z importu ;).

Jeśli chodzi o tutejsze wioski, to znowu jest to teren, gdzie dzieci będą biegać za Wami i krzyczeć "hellloooo", więc jeśli pragnie takich atrakcji, to polecam ;). Jest tu dużo biedniej niż w okolicach Kep, ale nadal zaniedbane domy biedoty stanowią zdecydowaną mniejszość.



Samo Battambang jest spokojne i dosyć przyjemne. W czasach francuskiej kolonizacji musiało tu być bardzo ładnie, obecnie większość budynków niszczeje... Nadal trudno tu znaleźć typowy sklep, są raczej targi i stragany, nawet w centrum handlowym wygląda jak na chińskim rynku. Pośrodku miasta rozkłada się dość duży night market. Docieram też do pomnika, który jest symbolem tego miasteczka.



Tutaj również na wszystkich rondach i skrzyżowaniach stawia się różnorodne statuy :). Znajduję w końcu sklep monopolowy z artykułami z importu, ale z piw mają tu tylko tajskiego Changa i meksykańską Coronę. Cóż, kupuje cały zapas tej ostatniej w zbójeckiej cenie i wracam do Ramchang Guesthouse. Wieczór spędzamy chillując się przy basenie.



WYDATKI:
  • dwa noclegi w Double Room w Ramchang Guesthouse - 13$ x2 = 26$
  • przejazd z Phnom Penh do Battambang - 5$ od osoby x 2 = 10$
  • krakersy i orzeszki na stacji autobusowej - 6$
  • tuk tuk do hotelu - 2$
  • obiad w restauracji przy hotelu (lok lak, green curry, kawa, kawa, 2 piwa, shake z marakuji - do rachunku
  • piwo Corona 6 sztuk - 9$

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz