Około ósmej wymeldowujemy się z guesthouse'u i idziemy na śniadanie do naszej ulubionej restauracji, która znajduje się w pobliżu miejsca, z którego ma odjechać autobus do Phnom Penh. Bus firmy Sorya ma niemal godzinę spóźnienia, ale na komfort i warunki jazdy nie można narzekać. Kiedy opuszczamy korkujący się wyjazd z Kep droga idzie sprawnie i po około 3 godzinach docieramy do stołecznego miasta.
W porównaniu do innych azjatyckich stolic, które znamy, Phnom Penh wygląda niepozornie... Nie ma tu typowej dla azjatyckich molochów wysokiej zabudowy ani zbyt wielu nowoczesnych, dizajnerskich budynków. Szokiem dla nas jest natomiast ilość luksusowych aut, które poruszają się po tutejszych ulicach - Warszawa i inne europejskie miasta mogą się powstydzić... Widać też mnóstwo nieprzyzwoicie bogato wyglądających posiadłości. Niestety, świadczy to o chorobie zjadającej tej ubogi kraj - niestety, rządzący od wielu lat politycy niekoniecznie za priorytet ustawiony mają zrównoważony rozwój.
Z dworca Sorya Transport (polecamy tego przewoźnika!) do hotelu idziemy około 1.5 km. KIM Guesthouse wygląda przyzwoicie, nasz pokój jest czysty, mamy duże okna wychodzące na ulice i wielkie, wygodne łóżko. Prosto z hotelu udajemy się do indyjskiej knajpki znajdującej się na sąsiedniej ulicy - Royal India Halal, prowadzonej prze indyjska rodzinę. Na warunki sanitarne można by trochę ponarzekać, ale jedzenie jest świetnie doprawione i pyszne i pewnie wrócilibyśmy na kolację, gdyby nie fakt, że na dnie kubka z kawą znalazłam przebierającego nóżkami karalucha... Prawdziwe indyjskie warunki ;).
Po jedzeniu idziemy około kilometra w stronę Pałacu Królewskiego. Nie mamy ochoty na zwiedzanie (podobno nie ma startu do tego w Bangkoku a wejście kosztuje 10$) i tylko spacerujemy przed bramami, oglądając obrazy z których macha do nas umiłowany król ;).

Kolejne 1.5 km idziemy przy zadbanym i zagospodarowanym nabrzeżu rzeki aż docieramy do przepięknej Wat Phnom. Nie jest to wielka świątynia, ale ma swój urok i fajny, buddyjski vibe, dlatego spędzamy tu trochę czasu, odpoczywając od miejskiego zgiełku.
Po wyjściu ze świątyni atakują nas tłumy tuktukarzy oferujących obwózkę po stolicy kolejnego dnia. Za standardowy trip do Muzeum Ludobójstwa i na Pola Śmierci każą sobie płacić 20$. Da się to stargować do około 15$, ale z oporem. Umawiamy się z jednym typem, żeby po nas podjechał kolejnego dnia pod hotel, ale nieszczególnie wydaje się on przekonany tej kwoty, więc liczymy się z tym, że się nie pojawi ;).
Wracając do domu, zatrzymujemy się jeszcze nad rzeką i relaksujemy się popijając mrożoną herbatę. Nabrzeże wygląda naprawdę ładnie, jest czyste, zadbane i spokojne.

Myślę, że to dobry moment, by podsumować moje opinie o Kambodży. Niestety, nie uważam mieszkańców tego kraju za zbyt inteligentnych. Kilkadziesiąt lat temu pod rządami czerwonych khmerów wybito tutaj całą inteligencję i to niestety widać. Tak samo jak niski poziom edukacji i straszną bierność Khmerów wobec losu. Na ulicach wszystkich miasteczek wiszą propagandowe plakaty z dwoma mordami tutejszych przywódców i zdjęciami pomników i statuł, które wybudowali w danym rejonie... Nie ma co, ludziom brakuje szkół i jedzenia a oni chwalą się budowaniem posągów krabów... Mam też wrażenie, że feudalizm ma się tu świetnie i ludzie nie zdają sobie sprawy, że pomniki powstają za ich pieniądze, tylko cieszą się, że mogą wiwatować na cześć pana, który łaskawie odwiedza podwładnych na festiwalu krewetek... Na jakimś zapadłym mosteczku za miastem widzimy napis "ufundowane przez rząd tego i tego"... No dramat. Różnica między Wietnamem a Kambodżą jest dla mnie fundamentalna - Wietnam to rozwijający się kraj przedsiębiorczych i pracowitych ludzi a Kambodża to kraj trzeciego świata, kojarzący mi się z państwami środkowej Afryki, gdzie ludzie leżą całe dnie w hamakach i czekają aż włodarze postawią im nową statuę na rondzie, bo to przecież takie super... Nic się tu nie dzieje, nic się tu nie produkuje - nawet krakersy sprowadza się z Malezji...
WYDATKI:
- dwa noclegi w KIM Guesthouse (pokój dwuosobowy) - 26$
- piwo, woda, napoje z hotelu - 8$
- śniadanie (ryż z dodatkami, kawa, shake kokosowy) - 3,75$
- cola - 1,5$
- przekąski na drogę - 4$
- kolacja w indyjskiej restauracji - 11$
- wejście do Wat Phnom - 2x1 = 2$









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz