Strony

niedziela, 14 stycznia 2018

Dzień 15 - Kep: plantacja pieprzu, jaskinie w Kampong Trach i pola solne (23 grudnia 2017)

Po śniadaniu (tym razem w naszej ulubionej knajpie skusiliśmy się na burritos ;) i muszę przyznać, że były naprawdę smaczne) znowu wskakujemy na motor.  Pierwszym punktem oznaczonym na naszej mapie jest oddalona o około 7 km świątynia Wat Samathi z pięknym punktem widokowym na okolicę:





 
Następnie jedziemy 14 km na plantację pieprzu Sothy's Pepper Farm. Tutaj bierzemy udział w krótkim, bezpłatnym tourze po plantacji (wycieczki startują do kilka minut, więc na pewno się na jakąś załapiecie), podczas którego dowiadujemy się jak rośnie pieprz, jakie są jego rodzaju a także mamy okazję skosztować wszystkich odmian. Znajduje się tu też sklepik, w którym można zakupić ekologiczny pieprz i kawiarenka z hamakami, w której to zamawiamy napoje i chłodzimy się przed dalszą drogą w palącym Słońcu.











Kolejnym punktem na naszej trasie jest miejscowość Kampong Trach i znajdujące się nieopodal niej jaskinie (oznaczone w google jako Kampong Trach Water Cave). Na miejsce jedziemy około 20km. Trzeba przyznać, że krajobraz w tej okolicy jest zdumiewający i kiedy nagle na horyzoncie z płaskiej powierzchni terenu wyrastają wielkie, skaliste góry przecieramy oczy ze zdumienia. 

Według przewodników wokół jaskini powinny krążyć dzieci, oprowadzające turystów po skalnych labiryntach, ale jaskinia jest całkowicie zalana a mieszkająca w pobliżu pani informuje nas, że "water inside, closed). Może to kwestia pory roku? Albo coś źle sprawdziliśmy ;). W każdym razie skalne formacje robią na nas wrażenie a i okolice jest przepiękna - taka typowa khmerska wieś z wiejską szkołą, wesołymi dziećmi biegającymi za naszym motorem i krzyczącymi do nas z daleka, z uśmiechniętymi ludźmi machającymi na przywitanie.








Kolejne 25 km jedziemy na pola solne (google Salt Fields) i tu musze przyznać, że choć jezda motorem po khmerskich bezdrożach jest bardzo przyjemna, to sama atrakcja jest mocno średnia i gdybym mogła cofnąć czas zdecydowałabym jechać się w okolicę Phnom Chhngok (punkt widokowy) i Phnom Chhngok Cave Temple, znajdujących się w okolicy tzw. Secret Lake czyli Brateak Krola Lake. W ciągu jednego dnia ciężko ogarnąć te dwie trasy razem, bo jednak trochę nas kręgosłupy bolały od tak długiej jazdy... 



Na koniec jedziemy zobaczyć wioski rybackie, które polecał nam Dominik, właściciel naszego ośrodka, ale nie ma tam nic interesującego a pod wieczór trafiamy do lasu mangrowcowego (nie jest to jakiś must seen, ale akurat mamy blisko) i stąd udajemy się słynny Crab Market. Można tu zjeść złowione prosto z morza ryby i owoce morza (choć jesteśmy w Kep podczas trwania festiwalu owoców morza, więc można jest aktualnie zjeść wszędzie). Panuje tu fajny, lokalny klimat. Zamawiam sobie rybę na wynos, która oczywiście okazuje się przepyszna.

Kiedy wracamy, okazuje się, że na festiwal przybywa akurat primeminister - drogi są zamknięte i musimy czekać kilkanaście minut, ludzie kłębią się za barierkami a główną ulicą przejeżdża korowód chyba ze stu limuzyn... Aż chce się wymiotować patrząc na ten przepych w najbiedniejszym kraju Azji...










Na zachód Słońca trafiamy na Kep Beach, gdzie dobrą godzinę siedzimy sobie nad morzem i obserwujemy lokalne dzieciaki taplające się w morzu.



Podsumowując nasze skuterowe zwiedzanie okolic Kep i Kampot muszę przyznać, że byliśmy w swoim żywiole. Jazda w tych okolicach jest prosta, bo ruch jest niewielki a kierowcy khmerscy są zdecydowanie mniej szaleni niż wietnamscy i czasem nam nawet ktoś ustępował pierwszeństwa. Obie trasy zrobiliśmy na totalnym gruchocie, więc nie ma co płakać nad stanem motoru jaki dostaniecie ;). Żałuję trochę, że nie zdążyliśmy jechać w okolicę Secret Lake, ale i tak zobaczyliśmy dużo atrakcyjnych miejsc i zaznaliśmy lokalnego kolorytu. Jeśli chodzi o planowanie tras - guesthouse'y oferują turystom mapy a nasz właściciel dokładnie poradził nam gdzie i jak dojechać. Jeśli nie czujecie się na siłach jeździć skuterem, możecie oczywiście wynająć tuk-tuka.

W międzyczasie ogarnęliśmy sobie też transport do Phnom Penh. W samym centrum Kep, w pobliżu plaży znajduje się ichniejszy "dworzec autobusowy". Znajdują się tu po prostu ze trzy budki agencji turystycznych, gdzie można kupić bilety na przejazdy w dowolne miejsce Kambodży, Tajlandii czy Wietnamu. My kupiliśmy bilety na bus na Phnom Penh na 9:00, który ma ruszyć dokładnie z tego miejsca kolejnego dnia. Pierwszy bus wyjeżdża około 7:00 a ostatnie zdaje się po 15:00.


WYDATKI:
  • motor 7$
  • śniadanie (2xburrito, kawa, shake) - 10$
  • transport do Phnom Penh na kolejny dzień 2x7$ = 14$
  • kawa i woda na plantacji pieprzu - 1,5$
  • dwie paczki pieprzu na plantacji - 10$
  • paliwo 2$
  • obiad (ryż smażony, makaron, kawa, herbata, duże piwo, orzeszki) - 9,5$
  • datek na biedne dzieci - 5$
  • ryba na patyku na targu - 5$
  • duże piwo Angkor w knajpie - 2$

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz