Zgodnie z ustaleniami z poprzedniego dnia pod pensjonatem czeka na nas skuter. Trzeba przyznać, że to chyba największy grat, na jakim jeździliśmy w naszej motorowej historii i biorąc pod uwagę planowaną przez nas na dziś niemal 120 km trasę, w dużej części po górach, jesteśmy nieco zaniepokojeni ;).
Zaczynamy dzień od śniadania, ponownie w Beachside Tacobar i ruszamy w drogę. Zatrzymujemy się kilka kilometrów dalej, żeby zatankować (stacja z poniższego zdjęcia jest oznaczona na mapach google ;)) i okazuje się, że szukając wlewu paliwa zablokowaliśmy stacyjkę a wyrobiona końcówka kluczyka nie chce "zaskoczyć" i odblokować wejścia... Zrezygnowani pchamy maszynę z powrotem w stronę guesthouse'u (mamy do przejścia 5 km!), ale po drodze sympatyczny kierowca tuk tuka zatrzymuje się i oferuje pomoc. Po kilu minutach zmagania się z rozwalonym kluczykiem daje radę i możemy ruszać dalej. Do Bokor Parku mamy koło 40 km a kolejne 20 km dzieli nas od najdalszego punktu widokowego, jaki chcemy zobaczyć.
Droga mija szybko i sprawnie - mimo iż jedziemy drogą oznaczoną jako National Highway ruch jest niewielki i po niecałej godzinie wjeżdżamy na teren parku narodowego. Nie ma tu żadnych opłat. Zaczynamy wjeżdżać pod górę, ale nie są to jakieś straszne przewyższenia i nasz zdezelowany motorek bez problemu daje radę. Widoki dookoła robią wrażenie.
Po kilkunastu kilometrach malowniczej trasy dojeżdżamy do pierwszego punktu widokowego, który znajduje się obok wielkiej statuy Buddy. To miejsce (oznaczone jest w google jako Preah Monivong Bokor National Park), do którego docierają zorganizowane wycieczki. Widok, który rozpościera się przed nami oszałamia a okazuje się, że to dopiero początek.
Kierując się dalej drogą nr 32 docieramy do opuszczonego kościoła katolickiego (Bokor Church). Zniszczone wnętrze robi na nas olbrzymie wrażenie, ale prawdziwą petardą okazuje się punkt widokowy zlokalizowany za kościołem (trzeba wejść po kamiennych schódkach). Tutaj wycieczki już nie docierają i urokiem tego miejsca możemy nasycić się sami.

Jadąc dalej docieramy do opuszczonego kasyna (Colonial Casino według MAPS ME), które niestety jest właśnie remontowane i pewnie stanie się w niedalekiej przyszłości jakimś hotelem... Mijamy też starą pocztę i inne opuszczone budynki.
Kawałek za tymi budynkami znajduje się ostatni punkt widokowy, jaki zwiedzamy tego dnia. Nie mogłam go znaleźć na mapach google, ale jest oznaczony na MAPS ME jako Bokor Viewpoint.
Tego dnia niestety słabo się czuję i mam stan przedmigrenowy, więc na tym kończymy nasze zwiedzanie. W Bokor Parku jest jeszcze kilka miejsc wartych uwagi: świątynia Sampov Pram Pagoda, wodospad Popokvil Waterfall czy formacje skalne 100 Rice Fields. Wracając mijamy słynne rondo z posągiem duriana w Kampot.
Po wycieczce idziemy do tej samej knajpki, w której jedliśmy śniadanie (jedliśmy tu też wczoraj ;)) i zamawiam sobie pyszną rybę. Z powodu bólu głowy wracam do pokoju a Bartek idzie na festiwal owoców morza, podpatrywać jak bawią się Khmerowie.
Podsumowując, Bokor Park to fantastyczne miejsce i nasza skuterowa wycieczka to jednak z lepszych atrakcji podczas całego wyjazdu. Droga do parku jest średnio ruchliwa a w parku jeździ się przyjemnie i łatwo, wzniesienia pokonywaliśmy łatwo, a uwierzcie mi - nasz motor to naprawdę była katastrofa ;). Punkty widokowe zapierają dech w piersiach a postkolonialne opuszczone budynki tworzą niesamowity klimat. Co ciekawe, park często spowity jest mgłą a my trafiliśmy na idealną widoczność, choć z reguły mamy pecha w tej materii ;). Odbiliśmy sobie Monkey Peak i Hai Van Pass z nawiązką ;). Radzę też dość ciepło się ubrać, bo mimo upału w górach i do tego na motorze potrafi mocno zawiać. Na miejsce możecie też udać się ze zorganizowaną wycieczką albo tuk-tukiem, ale nie wiem, czy dojedziecie w te wszystkie fajne lokacje. Wydaje mi się, że autokary docierają jedynie do punktu ze statuą, w pozostałej części parków mijaliśmy tylko nielicznych turystów na skuterach. Zrobiliśmy tego dnia ponad 120 km na skuterze, ale jakoś szczególnie tego nie czuliśmy. Bokor to według mnie jedno z najbardziej wartych zobaczenia miejsc w Kambodży, zaraz obok Angkor. Obawiam się tylko o jego przyszłość, gdyż remont postkolonialnych budynków wróży szybką komercjalizację, co może owocować utratą aury tajemniczości i nieco melancholijnego charakteru tego niezwykłego miejsca. Także - spieszcie się!
- śniadanie (ryż w ananasie, makaron z jajkiem, kawa, koktajl) - 6,25$
- motor 7$
- benzyna - 5$
- kawa w Bokor Park x2 = 2$
- obiad (tom yum, smażona ryba, kawa, koktajl, refill dużej wody) - 8$
- piwa, gofry - 3$



















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz