Tak jak wczoraj postanawiamy wyjść z hotelu dosyć wcześnie. Słońce świeci, a na niebie nie ma chmur, zapowiada się piękny dzień.
Udajemy się na przystań Phra Arthit, która znajduje się niedaleko naszego miejsca zamieszkania i stąd tramwajem wodnym (linia pomarańczowa) płyniemy do przystani Khun Mae Pueek Pier. Bilet kosztuje 14 bth od osoby, niezależnie od ilości przepłyniętych przystanków i można nabyć go już na stateczku. Wycieczka jest bardzo przyjemna, choć nieco trzęsie ;). Wysiadamy tuż przy WAT ARUN. Bilet wstępu do Świątyni Świtu kosztuje 50 bth od osoby, niestety okazuje się, że z powodu remontu nie da się wejść na samą górę. Sama świątynia jest jednak przepiękna, a jej bogate zdobienia robią wrażenie. Panuje tu wyjątkowa atmosfera, z głośników słychać klimatyczną, tradycyjną muzykę, a turystów w zasadzie nie ma. Spędzamy tu dłuższą chwilę siedząc na schodkach budowli i rozkoszując się przyjemnym porankiem:
Zastanawiamy się, czy płynąć dalej tramwajem wodnym, czy też przeprawić się promem na drugą stronę rzeki i zdecydować się na spacer - wygrywa w końcu opcja druga, gdyż postanawiamy po drodze upolować sobie jakieś śniadanie. Prom odpływa z innego przystanku niż tramwaj wodny - jakieś 100 metrów bliżej, przy stacji z zielonymi poręczami. Jest oznaczony jako Wat Arun-Wat Pho i za 4 baty od osoby zabiera turystów na drugi brzeg rzeki, właśnie w okolice Świątyni Leżącego Buddy.
Wbijamy w nawigację "Wat Traimit" i przechodząc obok Wat Pho, kierujemy się w stronę China Town. Po jakimś kilometrze wkraczamy na teren CHINA TOWN MARKET i lwią część naszego spaceru idziemy właśnie przez olbrzymie targowisko, ciągnące się chyba przez całą dzielnicę. Można tu kupić dosłownie wszystko, ze szczególnym uwzględnieniem tekstyliów, biżuterii, podróbek torebek... Większość rzeczy sprawia jednak wrażenie tandetnej chińszczyzny znanej z polskich chińskich centrów handlowych ;) i nie zachęca do zakupu.
Nadal szukamy śniadania, jednak na China Town nie jest to takie proste. Jeśli na jakiejś ulicy są zegarmistrzowie, to nic więcej na niej nie znajdziecie, jeśli są zakłady mechaniczne - będzie ich ze sto koło siebie, a punktu z jedzeniem żadnego ;). W końcu docieramy w okolice ulicy Yaowarat, gdzie niby mają być jakieś restauracje, ale większość z nich jest jeszcze pozamykana... Znajdujemy jedno przyjemne miejsce i decydujemy się złożyć zamówienie. Ja biorę "crispy pork with rice", a Bartek jakieś chińskie noodles. Do tego bierzemy kawę i dwie mrożone herbaty, które mimo przebywania na China Town okazują się tajskie ;). Obsługa jest przemiła, proponują nam darmowy deser - Bartek się kusi i dostaje dosyć smaczny sticky rice na biszkopcie. Płacimy 230 bth. Miło ;).
Niedaleko knajpki znajdujemy wejście do WAT TRAIMIT, gdzie ma znajdować się największy na świecie posąg Buddy wykonany ze złota. Wejście kosztuje 40 bth od osoby. Tu spotyka nas jedno z największych rozczarowań wycieczki, bo okazuje się, że posąg nie mierzy 12 metrów, jak to sobie zakodowałam w głowie, tylko 12 stóp i nie robi jakiegoś wielkiego wrażenia ;). Sama świątynia też nie jest jakaś ładna, w dodatku pełno tu Azjatów robiących sobie na potęgę selfie ze złotym posagiem...
Idąc dalej, przechodzimy obok dworca kolejowego i kierując się w stronę kanału mijamy Jim Thompson House. Po przejściu około 3 km docieramy do stacji BTS Ratchathewi, w pobliżu której znajduje się kolejny punkt naszej wycieczki CATURDAY CAT CAFE :):
Goście do kawiarni wpuszczani są przez specjalną śluzę i trzeba czekać na swoją kolej, a przed wejściem umyć łapki w kocim zlewie:
W środku każdy miłośników kotów poczuje się jak w raju. Koteczki są dosłownie wszędzie - leżą w swoich łóżeczkach, wspinają się na drapakach, łażą po stołach, zaczepiają gości. Wystrój jest słodki i bardzo koci, a z głośników leci przyjemna, wesoła muzyka. Warto dodać, że goście nie mogą sami zaczepiać kotów ani brać ich na ręce. Głaskać zwierzęta można tylko jeśli to one wyrażą taką wolę i przyjdą się połasić. To koty tu rządzą i trzeba się do nich dostosować. Zamawiamy sobie herbatę i sorbet (cena jest już dosyć wysoka, łącznie płacimy 250 bth) i rozkoszujemy się kocim towarzystwem:
A tu cała kocia załoga. Wszystkie koty mają swoje imiona i z tego co widzimy, doskonały kontakt z opiekunami:
Po wyjściu z Caturday Cafe, wracamy na stację BTS, gdzie usiłuję rozgryźć, jakby dostać się kolejką do LUMPINI PARK, gdzie mam zamiar przechillować całe popołudnie, ale Bartek domaga się powrotu do domu, bo Slońce zaczyna mu mocno doskwierać ;). Łapiemy tuk-tuka (200 bth) i po kilkudziesięciu minutach stania w korkach wracamy do hostelu. Bartek zostaje, a ja idę na obiad do indyjskiej knajpy niedaleko Khaosanu. Zamawiam dal z czarnej soczewicy z czosnkowymi nanami i cytrynową sodę (220 bth). Jedzenie jest bardzo smaczne, ale w naszym bydgoskim Rubaru te same dania są w mojej opinii nieco lepiej doprawione. Mimo wszystko to miła odmiana dla tajskiego curry, którymi żywię się od dłuższego czasu ;). Potem idziemy do baru przy naszym hostelu i Bartek zamawia curry i piwo, a ja imbirową herbatę (200 bth). Wieczorem po raz ostatni udajemy się w okolice Khaosanu. Znajdujemy jakiś lokalny sklep, gdzie kupujemy trochę tutejszych przypraw i herbat, któe chcemy wziąć ze sobą do Polski (271 bth) i wracamy na nasza ulubioną Soi Rambutrri. Ja kupuję sobie koszulkę ze słoniem, bo nie mam już czystych ubrań na jutro (160 bth stargowane z 250), a potem siadamy w jakiejś knajpce i zamawiamy Changi - ja małego, a Bartek dużego i o zgrozo, tosta z bolonese, który okazuje się ochydny ;). Trzeba było wybrać curry ;). Bartek kupuje jeszcze uliczne Pad Thai z jajkiem (35 bth) i wracamy do hostelu. Jutro czeka nas długa droga do Polski :)
WYDATKI:
- tramwaj wodny 14x2=28 bth
- bilet wstępu do Wat Arun 50x2=100 bth
- przeprawa promowa 4x2=8 bth
- śniadanie dla dwóch osób + 3 napoje na China Town 230 bth
- bilet wstępu do Wat Traimit 40x2=80 bth
- herbata i sorbet w Caturday Cafe 250 bth
- taxi do domu 200 bth
- cola pod hostelem 10 bth
- jeden obiad z napojem w indyjskiej knajpie 220 bth
- jedno curry, piwo, herbata 200 bth
- 2 piwa + kanapka bolonese 270 bth
- bluzka 160 bth
- uliczny pad thai z jajkiem 35 bth






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz