Wczoraj przedzierają się przez dżunglę na Long Beach zauważyłam drogowskaz na plażę oznaczoną jako Sunrise View Beach i postanowiłam udac się tam z rana, by podziwiać wschód Słońca. Niestety, moja stopa odmawia mi posłuszeństwa i zdecydowanie nie jestem w formie na dłuższe, piesze wędrówki, więc muszę odpuścić :(.
Po śniadaniu wymeldowujemy się i tuż przed 9:00 zjawiamy się w zatoce Tonsai. Stoją tutaj dwa promy - jeden do Krabi a drugi do Phuket, ale obsługa oczywiście kierując się kolorami biletów wskazuje nam drogę do właściwego. Ponieważ klima znów mrozi jak nawiedzona, spędzam całą podróż na zewnątrz - Słońce praży, ale jest bardzo przyjemnie, bo od morza wieje chłodniejszy wiaterek.
Na przystani w Krabi od razu rzucają się na nas taksówkarze i za 200 bth oferują podwózkę do naszego hostelu, ale nosząc w sobie uraz do tutejszych przewoźników decyduję, że idziemy pieszo ;). Do zabookowanego wcześniej K. Guesthouse mamy tylko 2 km.
Docieramy na miejsce i jesteśmy zachwyceni naszym nowym hostelem i pokojem (standard z własną łazienką i klimatyzacją). O poprzednich pokojach pisałam, że są czyste, ale basicowe - ten oprócz tego, że jest czysty i nowiutki, ma klimat i urządzony jest z duszą i z pomysłem. Do tego obsługa też robi na nas dobre wrażenie (na naszą prośbę robią nam pranie w kilka godzin, mimo iż zazwyczaj czeka się dobę). Dodatkowo przemawia za nim lokalizacja - znajduje się blisko zatoki, z której odpływają promu na wyspy, jak i zatoki Khong Kha Pier, z której kursują taxi-boaty na Railey Beach.
| nasz uroczy tarasik |
Chcemy jak najszybciej dostać się na słynną RAILEY BEACH, więc niestety nie spędzamy zbyt dużo czasu w naszym uroczym pokoiku. Wychodząc z hostelu idziemy jakieś 100 metrów do końca ulicy, która skręca w prawo i już tam znajdujemy pana, który krzyczy "Railey Beach! Railey Beach!". Idziemy za nim kolejne 100 m do przystani, płacimy 150 bth od osoby za taxi w jedną stronę i od razu kupujemy bilety powrotne w tej samej cenie. Ponieważ nasza łódka jest już pełna, od razu odpływamy. Podróż trwa około 30-40 minut i jest bardzo przyjemna. Po mojej chorobie morskiej nie ma śladu :).
Łódka przybija do Railey East, a pan przewoźnik informuje nas, że możemy wrócić o której chcemy, ale ostatni kurs wypływa o 17:00. Na Railey East nie ma plaży, więc około 5 minut zajmuje nam przedostanie się do Railey West, która jest tą właściwą Railey. Wystarczy przejść się między ośrodkami. Jeśli płyniecie na Railey z Ao Nang, to traficie od razu na tę część półwyspu.
Railey robi na mnie dużo lepsze wrażenie niż Maya Beach - jest większa i szersza. Ludzi nie ma zbyt wielu i można w spokoju plażować. Nim oddamy się słodkiemu lenistwu, decydujemy się na obiad w jednej z restauracji należących do któregoś z luksusowych resortów znajdujących się przy plaży. Niestety, taniego jedzenia tu nie uświadczycie, więc jeśli chcecie żywić się budżetowo, trzeba najeść się w Krabi ;). Jest tu jeszcze drożej niż na Phi Phi, a moja wołowina z bazylią jest mała i nie ma smaku :(. Ice tea jest za to zaskakująco mało słodka ;). Po obiedzie próbujemy przedostać się jeszcze na plażę Phra Nang, ale droga wiedzie przez punkt widokowy, którego zdobycie wymaga zalożenia innych butów niż japonki i sprawnej stopy, więc po stanięciu przed jedną z jaskini, która pojawia się na naszej drodze, dajemy sobie spokój.
Ja rozkładam się na plaży, a Bartek, któremu po wczorajszym plażowaniu na Long Beach płatami schodzi skóra, znajduje sobie kącik w cieniu ;). Niestety, ze względu na stopę, nie korzystam tym razem z morskiej kąpieli.
Po dwóch godzinach byczenia się na plaży postanawiamy wrócić do Krabi. Przedostajemy się do Railey East i czekamy około pół godziny, aż zbierze się 10 osób do taxi. Bez problemu docieramy do miasta.
Wieczorem wychodzimy połazić po Krabi. Jest to spokojne i miłe miasteczko a ruch uliczny wydaje się tutaj normalny. Spacerujemy sobie promenadą przy zatoce, aż dochodzimy do słynnego posągu kraba:
W drodze powrotnej do hostelu zahaczamy o Nocny Market, który rozbija się przy przystani. Jest tu cudownie! Wreszcie czujemy azjatycki klimat, jakiego brakowało nam od wyjazdu z Chiang Mai. Zamawiamy sobie dwie porcje sajgonek, smażone krewetki i rybę w całości :). Oboje zgodnie stwierdzamy, że to najlepsza ryba jaką w życiu jedliśmy i popijając sobie piwko i soczki, lamentujemy, że nie zostajemy w Krabi dłużej. Chętnie wróciłabym na Railey i w odpowiednim obuwiu przedostała się na punkt widokowy i ukrytą plażę, a ponadto chciałabym także pojechać do Tiger Temple, na którą wchodzi się po ponad tysiącu schodów :). No i pomieszkalibyśmy sobie w naszym ślicznym guesthousie trochę dłużej i pojedli tanich i pysznych rybek na Night Markecie więcej ;). Rozpływając się nad urokiem Krabi wracamy i idziemy spać - o 6:30 mamy samolot do Bangoku!
- prom z Phi Phi do Krabi - 400 bth/os x2 = 800 bth
- Nocleg w K.Guesthouse w Krabi (standard z łazienką i klimatyzacją) = 66,1 zł
- taxi boat na Railey i z powrotem 150/os x2 + 150/osx2 = 600 bth
- obiad w drogiej knajpie na Railey - dwa dania + kawa + herbata = 650 bth
- woda + Chang w sklepie - 62 bth
- kolacja na Night Market - trzy przystawki, cała ryba, 2 piwa, sok, herbata = 600 bth
- ciasteczka ryżowe na Night Market - 20 bth
- pranie - 150 bth












Brak komentarzy:
Prześlij komentarz