Postanawiamy spędzić kolejny dzień na motorze i tym razem sprawdzić się na PĘTLI SAMOENG, która jest najbardziej polecaną trasą widokową wokół parku DOI SUTHEP dla początkujących podróżników w tym rejonie ;). Tym razem postanawiamy skorzystać z aplikacji MAPS ME. Program ten po wcześniejszym pobraniu map, nawiguje nas bez potrzeby łączenia z internetem.
Wstajemy wcześnie, więc znowu musimy zadowolić się drogim śniadaniem. Za 340 bth dostajemy średnio smaczne sajgonki, sezonowe owoce, mango sticky rice i napoje.
Idziemy do "naszej" wypożyczalni, ale okazuje się, że wszystkie skutery poszły do mycia i pani oferuje nam tylko mega gruchota za 150 bth ;). Na trasie nie powinno być takich wzniesień jak na drodze na szczyt Doi Suthep, więc uznajemy, że ta maszyna nam wystarczy ;). Pani daje nam mapę Samoeng Loop i ruszamy:
Trasa ta jest naprawdę prosta i nie da się chyba na niej zgubić nawet bez nawigacji. Wyjeżdżamy z obszaru Starego Miasta przez północną bramę i kierujemy się drogą nr 107 na Mae Rim. Potem kierujemy się w stronę drogowskazów, prowadzących nas do MAE SA WATERFALL, pierwszego punktu naszej wycieczki, skręcając w drogę nr 1096. Po drodze mijamy liczne atrakcje takie jak świątynie tygrysów, węży, małp czy czego tam jeszcze chcecie, farmy orchidei, ogrody botaniczne czy kampy słoni. Wszędzie tu możecie się zatrzymać i spędzić trochę czasu. My stajemy dopiero przy punkcie biletowym na wodospad - płacimy 100 bth od osoby + 20 bth za motor i ruszamy dalej. Motor zostawiamy na wewnętrznym parkingu i rozpoczynamy trekking na szczyt dużego, liczącego 10 pięter wodospadu. Pogoda jest piękna, otacza nas cudowna przyroda, ludzi jest tu jak na lekarstwo - wycieczka-marzenie. Wchodzimy na górę, a potem znajdujemy sobie jakieś miłe miejsce na którymś ze stopniów i chillujemy się kilkanaście minut, podziwiając krajobrazy.
Wejście + zejście trwają łącznie z odpoczynkiem dobrze ponad godzinę. Wsiadamy z powrotem na skuter i ruszamy cały czas drogą nr 1096. Krajobrazy, które ukazują się naszym oczom od momentu wjechania do Mae Sa Valley są nie do opisania. Nie mam też zdjęć, które choć w 10% oddałyby ich piękno, bo byłam zbyt zajęta przecieraniem oczu ze zdziwienia w jak malowniczym miejscu się znalazłam. Po jednej stronie strome zbocza gór, po drugiej sielskie doliny i wzgórza obrośnięte plantacjami truskawek. W pewnym momencie wjeżdża się dosyć wysoko nad poziom morza, ale jedzie się przyjemniej niż po górze Doi Suthep, bo droga jest szeroka, a ruch minimalny - często jesteśmy sami na drodze. Z wrażenia omijamy zjazd na punkt widokowy, ale dookoła nad widoki są tak oszałamiające, że niewiele nas to obchodzi. Tak jak pisałam - nie mam zdjęć z najlepszych punktów trasy, ale musicie mi uwierzyć, że to MUST SEEN w Chiang Mai!
Dojeżdżamy do rozwidlenia dróg i wybieramy trasę 1269, która wiedzie w lewo. Po przejechaniu kolejnych kilkunastu kilometrów zatrzymujemy się w kawiarni jednego z bardziej wypasionych ośrodków, z punktem widokowym na dolinę. Jest tu spokojnie, cicho, zupełnie inaczej niż w tłocznym Chiang Mai. Zamawiamy sobie napoje, rozkładamy na przeznaczonych do tego legowiskach i dobre kilkadziesiąt minut podziwiamy otaczający nas krajobraz. To chyba jedna z wspanialszych chwil podczas naszej całej podróży po Azji. Myślę, że nie byłoby złym pomysłem zostać w takim ośrodku pośrodku niczego na przykład na jedną dobę. Może następnym razem ;).
Potem przejeżdżamy przez urokliwe małe wioseczki i wreszcie kierując się drogowskazami dostajemy się na drogę prowadzącą do Chiang Mai (108), by po chwili wrócić do jazdy w korkach ;).
Cała wycieczka zajęła nam około 5 godzin, a przejechaliśmy ponad 100 km. Polecamy ten wypad gorąco!!! To naprawdę większe przeżycie niż 5 minut jazdy na styranym życiem słoniu...
Odstawiamy motor pod nasz hostel i udajemy się na obiad, ponownie do Mr Kay'a. Wymieniam tę knajpkę chyba jako nieliczną z nazwy nie dlatego, że jedzenie było jakieś wyjątkowe (było pyszne, ale to w małych lokalnych knajpkach w Chiang Mai norma!), ale dlatego, że właściciel jest tak sympatycznym człowiekiem, że nawet nie musieliśmy dyskutować ze sobą, gdzie idziemy na obiad. Oboje czuliśmy, że chcemy tu wrócić ;). Ja zamawiam massaman curry a Bartek red curry. Pierwszy raz odkrywam też, że aby nie dostać słodkiego mlecznego ulepu o nazwie herbata, trzeba w menu wybrać opcję lemon tea. Dostaje się wtedy słodki ulep zrobiony chyba na bazie granulowanej cytrynowej herbatki, ale przynajmniej bez słodkiego mleka i z dużą dozą wyciśniętej do środka limonki ;).
Po krótkim odpoczynku postanawiamy znów na skuterku zwiedzić świątynie oddalone od Starego Miasta. Najpierw jedziemy do WAT JED YOD. Piesza wyprawa w te strony jest sporym wyzwaniem, dlatego niewiele turystów tu dociera. Świątynia składa się z 7 stup i a jej teren otoczony jest pięknym i spokojnym parkiem, w którym można nieco odpocząć od miejskiego zgiełku. Na pewno warto się tu wybrać!
Goni nas czas i w dodatku trafiamy na gigantyczne korki (o 17:00 ludzie kończą pracę i jadą odebrać dzieci ze szkoły) i ostatecznie do ostatniej świątyni WAT UMONG docieramy za późno :(. Również położona jest na uboczu, w pięknym parku i podobno w środku dostępne są otwarte dla zwiedzania podziemne tunele. Cóż, tym razem nie udało się nam jej zwiedzić. Znajduje się tutaj też centrum medytacji.
Wracamy na kolację. Tym razem udaję się na khao soi do małej knajpki "100 Cups", która podaje tylko tę potrawę w różnych wariantach. Później udajemy się do knajpki serwującej turystom drinki z palemkami i spędzamy cały późny wieczór przy strawberry daiquri i tego typu lokalnych przysmakach ;). Na koniec biegniemy jeszcze na nasz ulubiony Night Market, ale okazuje się, że sushi jest już wyprzedane. Mam ochotę na chipsy, ale znajduję jakąś lokalną słoną przekąskę, która zrobiona jest z uszu świni ;). Wymęczeni wracamy do domu :).
WYDATKI:
- śniadanie dla dwóch osób z napojami w drogiej knajpie - 340 bth
- pranie - 96 bth
- motor - 150 bth
- benzyna - 130 bth
- wejście na teren Mae Sa Waterfall - 2x100 bth + 20bth motor = 220 bth
- zimna kawa i tajska herbata w kawiarni na trasie - 150 bth
- obiad x 2 + napoje u Mr Kay'a - 220 bth
- woda w ciągu dnia - 14 bth
- jedno khao soi w "100 Cups" + woda = 84 bth
- Chang w lokalu - 90 bth
- alkohol w barze z drinkami około 1000 bth
- uszy świni na Night Market - 35 bth






















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz