Strony

czwartek, 12 stycznia 2017

Dzień 10 - Chiang Mai: Stare Miasto i kurs gotowania (19 grudnia 2016)

Po zjedzeniu śniadania w pobliskiej knajpie Mr Kay Restaurant (ja tajski omlet z wieprzowiną, a Bartek jakąś potrawkę z tofu), udajemy się w końcu na zwiedzenie świątyń w obrębie Starego Miasta. Jest ich ponoć około 300, więc dzień wcześniej googlujemy, jakie są najbardziej warte zwiedzenia i rozrysowujemy sobie trasę na naszej mapie ;).

Zaczynamy od robiącej największe wrażenie WAT CHEDI LUANG, na tyłach której znajdują się imponujące ruiny stupy z XV wieku. Wejście kosztuje 40 bth od osoby.







Zaraz obok niej znajdujemy świątynię WAT PHAN TAO, która jest dużo skromniejsza i mniejsza, za to w całości zbudowana z tek. Wejście do niej jest darmowe.



Przechodząc na kolejną przecznicę trafiamy do najsłynniejszej w obszarze Starego Miasta - WAT PHRA SINGH, do której wejście kosztuje 20 bth. Świątynia ta ma status królewskiej, czyli jest jedną z najważniejszych świątyń w Tajlandii. W jednej z bocznych kapliczek znajduje się też posąg Buddy uważany za skarb narodowy, ale oszołomiona ilością Buddów, jakich widzę tego dnia, akurat tego nie uwieczniłam na zdjęciu ;).




W jej sąsiedztwie trafiamy na urokliwą, maleńką i spokojną WAT PHABONG, wypełnioną przepięknymi obrazami przedstawiającymi sceny z życia Buddy:





Kierując się w stronę bramy północnej i wychodząc za teren otaczających Stare Miasto  kanałów, trafiamy do WAT LOK MOLEE, którą również zdobią przepiękne, misternie wykonane obrazy:







Potem kierując się na prawo, mijamy WAT CHIANG YEUN i ukrytą za drzewami WAT PA PAO, do której wejście jest zagrodzone ;):





Wracamy na teren otoczony kanałem i błądzimy dobre kilkadziesiąt minut w poszukiwaniu domu. Wydaje się to dziwne, biorąc pod uwagę fakt posiadania mapy, ale cóż - nie ma lekko ;). Niedługo ruszamy na kurs gotowania, więc darujemy sobie obiad, zwłaszcza, że jest bardzo ciepło i nie czujemy zbyt wielkiego głodu.

Kurs gotowania jest jedną z miliona atrakcji jakie można zamówić w jednym z miliona biur turystycznych, przebywając w Chiang Mai. Biura te rozmieszczone są dosłownie co kilka metrów, w każdym hostelu, knajpie, wypożyczalni skuterów, na ulicy. Turyści najczęściej kuszą się zorganizowany trekking po dżungli połączony z jazdą na słoniach (u nas ta opcja zdecydowanie odpada, gdyż potępiamy tego typu męczenie zwierząt) albo na dzień spędzony na jednym z kampów ze słoniami, gdzie zamiast na słoniach jeździć, trzeba je myć, karmić i umilać im emeryturę (dla mnie brzmi to jak całodniowy wyzysk turystów za sporą kasę, bo ceny zaczynają się od 2500 bth za osobę za pół dnia, a słonie według mnie z bliska są dosyć obrzydliwe i śmierdzą, więc też sobie odpuściliśmy tę atrakcję). Można też jechać na zorganizowaną wycieczkę do parku Don Inhaton albo do Chiang Rai - my jednak po naszej przeprawie z Kambodży do CHiang Mai mamy uraz do jeżdżenia autobusem i dlatego decydujemy się na kurs gotowania. Przyjemność ta kosztuje 850 bth od osoby, a pani z naszego hostelu poleca nam kurs dumnie nazwany THE BEST THAI COOKING COURSE run by PERMPOON NABNIAN. Oto ulotka:


Do wyboru mamy kurs poranny i kurs wieczorny - my wybieramy wieczorny połączony z oglądaniem zachodu Słońca na organicznej farmie, do której się udajemy. Busik przyjeżdża pod nasz hostel o umówionej godzinie ( a raczej lekko spóźniony) - wraz z nami zabiera jeszcze młodego Amerykanina z Baltimore, który też mieszka w Divie. Po drodze zbieramy pozostałych uczestników kursu - młodą parkę z Litwy i rodzinkę z San Diego w składzie nastolatek, któremu gęba się nie zamyka i papla  nam bez wytchnienia o swojej karierze parkurowej, łowieniu tuńczyków i innych głupotach oraz jego matki i babci, które co chwila sprowadzają go na ziemię, celnie ripostując jego szalone opowieści ;).  Atmosfera jest bardzo przyjazna i w drodze dobrze się bawimy, dzieląc wrażeniami z dotychczasowej podróży :).

Pierwszym punktem naszej wycieczki jest lokalny targ z żywnością, gdzie dowiadujemy się między innymi, co to jest morning glory, jakie mamy rodzaje bazylii i do czego je wykorzystujemy oraz jak wygląda korzeń galangaru. Targ robi na wszystkich niesamowite wrażenie:



Z targu trafiamy za położoną za miastem organiczną farmę, gdzie rosną sobie różne warzywka, przyprawy i owoce. Miejsce to jest naprawdę urokliwe, a zachód Słońca w tej scenerii wygląda niesamowicie. To tutaj na wielkim tarasie, z widokiem na góry, będziemy gotować :).




Kurs prowadzi mistrz kuchni pan Permpoon i jego asystentka. Rozpoczynamy od robienia świeżych past chilli, potem wspólnie przygotowujemy mango sticky rice i sałatkę z zielonej papai, a potem każdy  już samodzielnie robi pad thai i wybrane przez siebie trzy potrawy z kategorii curry, stir-fry i zupa. Ja decyduję się się zupę tom kha gai (kokosową), panang curry i smażone morning glory. Dania przygotowuje się niezwykle prosto, o ich smaku decydują po prostu użyte aromatyczne przyprawy i świeże składniki. Do tego cała załoga sprawnie kontroluje poczynania kulinarne uczestników kursu i naprawdę nie da się nic zepsuć ;). Wygląda na to, że wszyscy dobrze się bawią i dzielą ze sobą wrażeniami z testowania ostrości chilii ;). Odważniejsi śmiałkowie mogą także popróbować gotowania na dużym ogniu ;).






Potem zasiadamy do wspólnej kolacji (za 50 bth można zamówić sobie piwko) i rozkoszujemy się rozmową i pysznymi daniami, które stworzyliśmy. Co ciekawe, smakuje mi nawet mój pad thai, za którym normalnie nie przepadam, a ugotowane przeze mnie panang curry uznaję za najlepsze danie, jakie jadłam podczas całej wycieczki, co tylko dowodzi tezy, że kluczem do odpowiedniego smaku są świeże, lokalne składniki. Objedzeni i zadowoleni zostajemy rozwiezieni z powrotem do hosteli, a na pamiątkę dostajemy książeczki z przepisami z kursu :).

Bardzo polecam Wam tę atrakcję! Bawiliśmy się doskonale i liczę, że tajskimi daniami zaskoczymy znajomych i rodzinę po powrocie do Polski ;).

WYDATKI:
  • śniadanie: omlet + potrawka z tofu + 2 kawy i herbata = 250 bth
  • wejście do Wat Chedi 2x40 bth = 80 bth
  • wejście do Wat Phra Singh 2x20 bth = 40 bth
  • pozostałe świątynie - bezpłatnie
  • dwie butle wody - 24 bth
  • kurs gotowania - 2x850 bth = 1700 bth
  • piwko na kursie 2x50= 100 bth


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz