Jeśli chodzi o samą Ha Giang Loop to zawsze uważana była za dość wymagającą i nie przyciągała zbyt wielu turystów, ale w ostatnich latach powstało tu zjawisko "easy riderów" czyli kierowców, ktorzy wiozą turystów przez całą pętlę na bagażniku i H Giang stało się mega turystycznym spotem.
Zatankowaliśmy nasze motory, zjedliśmy pyszną zupę pho w lokalskim przybytku i ruszyliśmy trasą 4C w poszukiwaniu przygód.
Trasa od razu po wyjeżdzie z miasteczka zaczęła być mocno widokowa, ale byłam przerażona ilością komercyjnych wycieczek z easy riderami... Na szczęscie po przejechaniu słynnego punktu widokowego Heaven Gate wycieczki ścinają drogę i jadą trasą niższej kategorii, a my na pięknie wijącej się Q4 zostaliśmy w zasadzie sami :) warto tez dodac, ze przy wyjezdzie z Ha Giang trafiliśmy na pierwszą łapankę policji - my mieliśmy prawko na motor, więc obylo sie bez mandatu, ale Piotr musiał zabulić chyba 2 mln ( jednak został wpisany "do systemu" jak to panowie policjanci powiedzieli ładując sobie kasę do kieszeni i o dziwo - magiczne słowa "Im in the system" sprawdzały się przy kolejnej kontroli i więcej mandatów nie było ;)). Trasa póki co była wijąca się, ale nawierzchnia naprawdę byla w porządku i widac bylo, ze zainwestowano tu w remonty przed wypuszczeniem tysięcy turystów w drogę z easy riderami ;) Widoki były boskie!
Szło nam bardzo dobrze, ale gdzieś w okolicy punktu widokowego Chin Khoan Ramp trasa stała się mega kręta i stroma i naprawdę jazda motorem wymagała wprawy! Początkujacym odradzam samodzielną jazdę. Zdecydowanie fajnie mieć tu manualną skrzynię biegu!
Ostatnie kilkanaście km z naszej 150 km trasy, kiedy wjechaliśmy na punkty widokowe oznaczone jako Dong Van Plateau, to już był dosłownie wizualny obłed i jedne z najpiękniejszych widoków, jakie widziałam w życiu!
Do Dong Van, małego gorskiego miasteczka bedacego celem naszej drogi, dotarlismu pp blislo 7 godzinach - wzruszeni pięknem otaczającego nas krajobrazu, ale tez totalnie zmęczeni. Co dziwne, na miejscu nie widzielismu zbyt wielu turystow, wiec nie wiem, gdzie nocują te wszystkie wycieczki ;) Klimat w miasteczku byl lokalny i to na tyle, ze w knajpce, którą wybralismy na obiadokolację nie bylo amgielskiego menu i przypadkiem zamowlismy kosci z kurczaka i surowe mieso panierowane w mące ;) Znaleźliśmy tez calkiem przyzwoity hotelik. Pokręcilismy sie po miescie, ale za wiele tu sie nie działo, wiec poszlismy spać ;)
Z perspektywy czasu mysle, ze lepiej byloby dojechać tego dnia jedynie 100 km do miasteczka Yen Binh, a kolejnego dnia ruszyć do Dong Van zahaczając o pętle do najdalej wysuniętwgo punktu na pólnoc Wietnamu z widokiem na Chiny w miejscowości Lung Cu. My po takiej wyczerpującej górskiej trasie nie mieliśmy juz na sił i ominelismy tę atrakcję ;)
Wydatki:
3 zupy i 3 herbaty - 135 tys.
Motor na 7 dni z pelnym u
bezpieczeniem i zwrotem w Cao Bang 4 mln 356 tys (kartą)
Paliwo - 110 tys
Wejście na punkt widokowy - 2 x 10 tys
Hotel Cao Nguyen w Dong Van - 280 tys (pokój 2 os.)
Kolacja - 370 tys. (3 dania, wieża piwa)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz