Strony

niedziela, 1 stycznia 2017

Planowanie podróży - co? kiedy? jak? :) Tajlandia i Kambodża - grudzień 2016



Mimo iż wielu moich znajomych podróżowało do południowo-wschodniej Azji i kolorowe zdjęcia z ich wycieczek do Tajlandii, Wietnamu czy Malezji od kilku lat regularnie wyskakiwały mi na fejsbukowej tablicy, ja sama zainteresowałam się tym kierunkiem dopiero, kiedy zaczęłam nałogowo oglądać vlogi podróżnicze na youtube’ie. Moi ulubieni vlogerzy (MariOla w podróży, On the Way to TV i Mateusz i Kasia z Podróż przez Azję) zachwycali się właśnie tymi rejonami i chyba przez wzgląd na moją sympatię do nich i wizję pysznego, taniego ulicznego jedzenia, sama zapałałam w końcu nagłą i niepowstrzymaną chęcią wyjazdu do Azji. Kiedy w październiku zeszłego roku zaręczyliśmy się i zaplanowaliśmy wesele, uznaliśmy (no dobra, ja uznałam, a mój ówczesny narzeczony nie wyraził sprzeciwu), że to właśnie Tajlandia będzie miejscem naszej podróży poślubnej. W głowie zaczęłam już wtedy planować szlak naszej podróży, coraz wnikliwiej oglądając vlogi i czytając blogi podróżnicze, ale pierwszym realnym krokiem ku realizacji marzenia o rajskich plażach i klimatycznych buddyjskich świątyniach była rezerwacja biletów lotniczych.


      KUPNO BILETÓW LOTNICZYCH

Bilety zakupiłam przez wyszukiwarkę skyscanner.pl. Wiedziałam, że z racji zobowiązań zawodowych w grę wchodzą jedynie sierpień i grudzień, a ponieważ sierpień to w Tajlandii pora deszczowa, pozostał grudzień ;). Przez kilka miesięcy obserwowałam ceny biletów, aż w końcu stwierdziłam, że niewiele się one zmieniają i w połowie czerwca zdecydowałam się na zakup. Skyscanner pozwala na dość fajną opcję wyszukiwania „pokaż cały miesiąc”, dzięki czemu dokładnie widać , w które dni przeloty są najtańsze.  Początkowo planowałam wylecieć w drugiej połowie miesiąca i spędzić w Azji jeszcze Sylwestra, ale ponieważ ceny biletów na początek roku były dużo wyższe niż te przed końcem roku, zdecydowałam się na termin 10-29 grudnia i lot liniami Aeroflot. Za dwa przeloty w obie strony zapłaciliśmy łącznie 4258 zł, więc myślę, że całkiem okej.  Kiedy sprawdzałam ceny na te same loty tuż przed wyjazdem, okazało się, że większych zmian nie było i kupując bilety dzień przed odlotem zapłaciłabym mniej więcej tyle samo ;). 



           ZAPLANOWANIE WYCIECZKI

Mając bilety, mogłam zająć się dokładniejszym planowaniem wycieczki i z listy 1254 rzeczy, które chciałabym w Tajlandii zobaczyć, wybrać te priorytetowe. Początkowo myślałam o podróży Tajlandia-Malezja, jednak w końcu skończyło się na Tajlandia-Kambodża. Mogę uznać, że rozum pokonał serce i zwiedzenie największego kompleksu świątyń na świecie wygrało z opychaniem się do nieprzytomności najlepszym (ponoć) ulicznym  jedzeniem świata na malezyjskiej wyspie Penang ;) Cóż, Malezja będzie następna ;).

Plan mojej wycieczki zakładał:
- dość dokładne zwiedzenie Bangkoku
- kilkudniowy wypad do Kambodży, by zobaczyć Angkor
- tajską północ czyli góry czyli Chiang Mai (wiem, że wiele osób pomija północ i od razu z Bangkoku transferuje się na wyspy, ale dla mnie Chiang Mai było jednym z powodów fascynacji Tajlandią i chyba prędzej zrezygnowałabym z wysp)
- chill nad Morzem Adamańskim czyli Krabi (jakoś od razu niechętnie podeszłam do Phuket i Pattayi)+ transfer na jakąś wyspę, potem dość szybko zdecydowałam, że będzie to Phi Phi 



PLANOWANIE TRANSFERÓW WEWNĄTRZ

Ponieważ mieliśmy jechać do Tajlandii w szczycie sezonu, wiedziałam, że moja nerwica natręctw nie pozwoli mi spać w spokoju, jeśli nie pobookuję wszystkiego, co tylko możliwe wcześniej. W okresie lipiec-sierpień poopłacałam bilety na następujące przejazdy i przeloty:
- bus Bangkok-Siem Reap (przez stronę bookmebus.com)
-bus Siem Reap-Bangkok (przez stronę bookmebus.com)
- bus Bangkok-Chiang Mai (przez stronę 12go.asia.en)
-lot Chiang-Mai- Krabi (przez Scyscanner  liniami Air Asia)
- lot Krabi-Bangkok (przez Scyscanner liniami Air Asia)

Dzięki temu wiedziałam już dokładnie ile dni spędzę w każdym z tych miejsc i  mogłam dokładnie zaplanować atrakcje i zwiedzanie. Biletów na busy szukałam po prostu wpisując w google „bus Bangkok Siem Reap” itp. i porównując wyszukane oferty. Musze pochwalić szczególnie pracowników strony bookmebus, którzy na maile z pytaniami (niekiedy głupimi ;))odpowiadali zawsze w ciągu kilku minut J Za wszystko płaciłam kartą kredytową – pamiętajcie, że warto mieć ją potem ze sobą w Tajlandii – np. Air Asia wymaga, aby pokazać ją przy odprawie.


PLANOWANIE NOCLEGÓW

Szczerze mówiąc, gdybym nie jechała w szczycie sezonu, prawdopodobnie nie rezerwowałabym w ogóle noclegów wcześniej. Biorąc jednak pod uwagę tłumy turystów jakie nawiedzają Tajlandię tuż przed Nowym Rokiem i nasz napięty harmonogram, zdecydowałam się zacząć bookować  hotele wcześniej.  Chciałam uniknąć sytuacji, w której po np. 12 godzinnym kursie busem, musimy włóczyć się jeszcze po mieście w poszukiwaniu godziwego miejsca do spania w uczciwej cenie ;).

Początkowo zarezerwowałam hotele na jedną noc – zaraz po przybyciu do Bangkoku i w Krabi przed transferem na wyspy, potem doszła Kambodża, potem znalazłam bardzo okazyjną ofertę na Phi Phi i ogólnie wyszło, że zabookowałam wszystko.  Noclegów szukałam na booking.com i agoda.com, jednak wyszło na to, że na agodzie zawsze te same pokoje były w lepszej cenie i ostatecznie wszystkie noclegi zamówiłam przez tę stronę.  Wcześniejsze bookowanie ułatwiło mi też zdecydowanie planowanie budżetu, bo wiedziałam, ile dokładnie zapłacę.

Zabawę w bookowanie rozpoczęłam w lipcu, ale zawsze wybierałam opcję z możliwością bezpłatnego odwołania rezerwacji i kilkukrotnie z tej możliwości korzystałam, kiedy znajdowałam fajniejszą ofertę. Hotel w Siem Reap zmieniałam jeszcze na kilka dni przed wylotem J.  Pieniądze za hotele miały być w odpowiednim czasie ściągnięte z mojej karty kredytowej, co jest fajną opcją, bo możemy nosić przy sobie mniej gotówki. 

Wyjątkiem było Chiang Mai, gdzie guesthouse wybrałam przez polecenie na forum i rezerwowałam go mailując z przesympatycznymi pracownikami tego przybytku.

Minusem wcześniejszego bookowania jest oczywiście fakt, że nie wiemy, na ile zdjęcia odzwierciedlają rzeczywistość, a opinie klientów często były skrajne ;).  Priorytetem dla mnie była lokalizacja, własna łazienka, czystość, okno  (uważajcie, w Azji to niekoniecznie oczywistość), sensowny metraż pokoju, a przymykałam oko na uwagi o niemiłym personelu czy hałasie z ulicy ;). Piszę ten post tuż przed wyjazdem i sama jestem ciekawa, czy miałam nosa do fajnych miejscówek ;).


DOKŁADNY PLAN WYCIECZKI DZIEŃ PO DNIU

Pewnie część osób idzie w tej materii na totalny spontan, ale moja dusza planisty musiała choć wstępnie założyć co, gdzie i kiedy będziemy robić ;) Tutaj wstawiam Wam ostateczną wersję harmonogramu, który wydrukowałam i wzięłam ze sobą. Jak widzicie notowałam też ile km jest z danego miejsca do innego i ile mniej więcej powinnam zapłacić za tuk-tuki czy taksówki na danych trasach, tak by nie dać się zbytnio naciągnąć i by wiedzieć, ile czasu mogę potrzebować na transfer.


SPRAWY ZDROWOTNE

Dwa tygodnie przed 10 grudnia zaczęłam sprawdzać w internecie  oferty ubezpieczalni i zgodnie z przewidywaniami  zdecydowanie najtańsza okazała się Planeta Młodych (niech nazwa Was nie zmyli, młodzi według Planety są wszyscy do 39 roku życia, a i dla tych powyżej tej granicy mają korzystne oferty ;)). Zapłaciliśmy 60 zł za osobę + koszt wysyłki  5 zł, a ubezpieczenie obejmowało OC, KL i NNW.  Karta przyszła na wskazany adres po dosłownie trzech dniach, tak że super.

Do Tajlandii i Kambodży nie obowiązują żadne szczepienia obowiązkowe, są tylko te zalecane. Nie mam na pośladku wytatuowanej podobizny Jerzego Zięby ani nie rzucam kamieniami w przychodnie, ale jeśli nie ma obowiązku szczepienia się, to uznaję, że nie ma po prostu takiej potrzeby i się nie szczepię ;). W Tajlandii nie ma malarii, więc nie dajcie się też wrobić w branie leków antymalarycznych, których przyjmowanie niesie ze sobą szereg skutków ubocznych. 

Na stałe przyjmuję probiotyki wieloszczepowe (na zmianę Vivomixx i Sanprobi Barrier), a na krótko przed wyjazdem włączyłam też Enterol (zawiera Saccharomyces boulardii) – probiotyk polecany przy tzw. biegunkach podróżnych. Kontynuowaliśmy branie go także w Tajlandii, profilaktycznie.



PASZPORT, WIZY, ZDJĘCIA

Oczywiście aby wjechać do Tajlandii potrzebować będziecie paszport (ja miałam aktualny), a aby wjechać do Kambodży dodatkowo wizę – można ją kupić od ręki na granicy (koszt 30 dolarów + łapówka ;)) lub załatwić przez internet e-visę (37 dolarów). Doszłam do wniosku, że łapówka może wynieść mniej niż 7 dolarów, więc zdecydowałam się na zakup na granicy. Nie wszystkie przejścia graniczne akceptują e-visę, ale na przejściu Poi Pet , przez które jedzie się do Siem Reap z Bangkoku nie powinni Wam robić z nią problemu (na stronie e-visy sprawdzicie, które przejścia ją akceptują).  Zrobiłam też zdjęcia paszportowe potrzebne właśnie do kambodżańskiej wizy (za 4 zdjęcia zapłaciłam 30 zł, robią je od ręki). Do Tajlandii nie trzeba wizy jeśli jedziemy tam na okres do 30 dni.


SPRAWY BANKOWO-GOTÓWKOWE

Dwa tygodnie przed wyjazdem odwiedziłam mój bank, żeby dowiedzieć się dokładnie jakie opłaty i prowizje czekają mnie przy wypłatach z tajskich bankomatów. W moim banku BZ WBK i przy moich kartach (najkorzystniej wypadła Visa Omnia) prowizja wynosi 2,8% (minimum 10 zł) przy wypłacie z bankomatu + jeszcze dodatkowo doliczana jest opłata za przewalutowanie 2,0% (zarówno przy wypłacie z bankomatu, jak i płatnością kartą na miejscu). Czyli przy wypłacie np. 1000 zł prowizja wyniesie dodatkowo jakieś 48 zł (za wypłatę i przewalutowanie), a przy płatności w restauracji kartą równowartości np. 20 zł – 40 groszy (tylko za przewalutowanie). Korzystniej więc płacić kartą, ale wiadomo, że sprzedawcy streetfoodu  niekoniecznie zaopatrzeni są w terminale płatnicze ;). To oczywiście tylko dane z mojego banku dla moich kart – inne oferty mogą być korzystniejsze, nie interesowałam się tym aż tak bardzo.

Wypłaciłam w kasie 2100 zł i wymieniłam je w kantorze na 500 dolarów, w tym 100 dolarów w jednodolarowych nominałach (do Kambodży).  Zdecydowałam, że na miejscu dokonam pewnie jeszcze jednej wypłaty z prowizją, a za noclegi i przejazdy pieniądze zejdą mi bezpośrednio z karty, co jest według mnie bardzo wygodną opcją. Aby wypłacić pieniądze tajskiego bankomatu nie trzeba aktywować karty dla wypłat dla transakcji magnetycznych - urządzenia te działają na chipy, tak jak w Europie, wbrew temu, co mówiła mi pani w banku. Jeśli traficie do kraju, gdzie bankomatów chipowych nie ma, aktywację można przeprowadzić przez internet albo telefonicznie. Dla bezpieczeństwa najlepiej zdjąć blokadę tuż przed planowaną wypłatą, a potem od razu kartę z powrotem zablokować.

Pamiętajcie też, żeby zadzwonić na infolinię Waszego banku i poinformować ich o wyjeździe, by Wam nie zablokowano kart po pierwszej transakcji w Tajlandii, co jest dosyć powszechne ze względów bezpieczeństwa. Śmieszy mnie trochę to, że nie mogłam załatwić tego podczas rozmowy z panią w banku, tylko musiałam koniecznie zrobić to telefonicznie ;).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz