Mimo iż wielu moich znajomych
podróżowało do południowo-wschodniej Azji i kolorowe zdjęcia z ich wycieczek do
Tajlandii, Wietnamu czy Malezji od kilku lat regularnie wyskakiwały mi na
fejsbukowej tablicy, ja sama zainteresowałam się tym kierunkiem dopiero, kiedy
zaczęłam nałogowo oglądać vlogi podróżnicze na youtube’ie. Moi ulubieni
vlogerzy (MariOla w podróży, On the Way to TV i Mateusz i Kasia z Podróż przez
Azję) zachwycali się właśnie tymi rejonami i chyba przez wzgląd na moją
sympatię do nich i wizję pysznego, taniego ulicznego jedzenia, sama zapałałam w
końcu nagłą i niepowstrzymaną chęcią wyjazdu do Azji. Kiedy w październiku zeszłego
roku zaręczyliśmy się i zaplanowaliśmy wesele, uznaliśmy (no dobra, ja uznałam,
a mój ówczesny narzeczony nie wyraził sprzeciwu), że to właśnie Tajlandia
będzie miejscem naszej podróży poślubnej. W głowie zaczęłam już wtedy
planować szlak naszej podróży, coraz wnikliwiej oglądając vlogi i czytając
blogi podróżnicze, ale pierwszym realnym krokiem ku realizacji marzenia o
rajskich plażach i klimatycznych buddyjskich świątyniach była rezerwacja
biletów lotniczych.
KUPNO
BILETÓW LOTNICZYCH
Bilety zakupiłam przez
wyszukiwarkę skyscanner.pl. Wiedziałam, że z racji zobowiązań zawodowych w grę
wchodzą jedynie sierpień i grudzień, a ponieważ sierpień to w Tajlandii pora
deszczowa, pozostał grudzień ;). Przez kilka miesięcy obserwowałam ceny
biletów, aż w końcu stwierdziłam, że niewiele się one zmieniają i w połowie
czerwca zdecydowałam się na zakup. Skyscanner pozwala na dość fajną opcję
wyszukiwania „pokaż cały miesiąc”, dzięki czemu dokładnie widać , w które dni
przeloty są najtańsze. Początkowo
planowałam wylecieć w drugiej połowie miesiąca i spędzić w Azji jeszcze Sylwestra,
ale ponieważ ceny biletów na początek roku były dużo wyższe niż te przed końcem
roku, zdecydowałam się na termin 10-29 grudnia i lot liniami Aeroflot. Za dwa
przeloty w obie strony zapłaciliśmy łącznie 4258 zł, więc myślę, że całkiem
okej. Kiedy sprawdzałam ceny na te same
loty tuż przed wyjazdem, okazało się, że większych zmian nie było i kupując
bilety dzień przed odlotem zapłaciłabym mniej więcej tyle samo ;).
ZAPLANOWANIE
WYCIECZKI
Mając bilety, mogłam zająć się
dokładniejszym planowaniem wycieczki i z listy 1254 rzeczy, które chciałabym w
Tajlandii zobaczyć, wybrać te priorytetowe. Początkowo myślałam o podróży
Tajlandia-Malezja, jednak w końcu skończyło się na Tajlandia-Kambodża. Mogę
uznać, że rozum pokonał serce i zwiedzenie największego kompleksu świątyń na
świecie wygrało z opychaniem się do nieprzytomności najlepszym (ponoć) ulicznym
jedzeniem świata na malezyjskiej wyspie
Penang ;) Cóż, Malezja będzie następna ;).
Plan mojej wycieczki zakładał:
- dość dokładne zwiedzenie
Bangkoku
- kilkudniowy wypad do Kambodży,
by zobaczyć Angkor
- tajską północ czyli góry czyli
Chiang Mai (wiem, że wiele osób pomija północ i od razu z Bangkoku transferuje
się na wyspy, ale dla mnie Chiang Mai było jednym z powodów fascynacji
Tajlandią i chyba prędzej zrezygnowałabym z wysp)
- chill nad Morzem Adamańskim
czyli Krabi (jakoś od razu niechętnie podeszłam do Phuket i Pattayi)+ transfer
na jakąś wyspę, potem dość szybko zdecydowałam, że będzie to Phi Phi
PLANOWANIE TRANSFERÓW WEWNĄTRZ
Ponieważ mieliśmy jechać do
Tajlandii w szczycie sezonu, wiedziałam, że moja nerwica natręctw nie pozwoli
mi spać w spokoju, jeśli nie pobookuję wszystkiego, co tylko możliwe wcześniej.
W okresie lipiec-sierpień poopłacałam bilety na następujące przejazdy i
przeloty:
- bus Bangkok-Siem Reap (przez
stronę bookmebus.com)
-bus Siem Reap-Bangkok (przez
stronę bookmebus.com)
- bus Bangkok-Chiang Mai (przez stronę
12go.asia.en)
-lot Chiang-Mai- Krabi (przez Scyscanner liniami Air Asia)
- lot Krabi-Bangkok (przez Scyscanner liniami
Air Asia)
Dzięki temu wiedziałam już
dokładnie ile dni spędzę w każdym z tych miejsc i mogłam dokładnie zaplanować atrakcje i
zwiedzanie. Biletów na busy szukałam po prostu wpisując w google „bus Bangkok Siem
Reap” itp. i porównując wyszukane oferty. Musze pochwalić szczególnie
pracowników strony bookmebus, którzy na maile z pytaniami (niekiedy głupimi ;))odpowiadali
zawsze w ciągu kilku minut J
Za wszystko płaciłam kartą kredytową – pamiętajcie, że warto mieć ją potem ze
sobą w Tajlandii – np. Air Asia wymaga, aby pokazać ją przy odprawie.
PLANOWANIE NOCLEGÓW
Szczerze mówiąc, gdybym nie
jechała w szczycie sezonu, prawdopodobnie nie rezerwowałabym w ogóle noclegów
wcześniej. Biorąc jednak pod uwagę tłumy turystów jakie nawiedzają Tajlandię tuż
przed Nowym Rokiem i nasz napięty harmonogram, zdecydowałam się zacząć
bookować hotele wcześniej. Chciałam uniknąć sytuacji, w której po np. 12
godzinnym kursie busem, musimy włóczyć się jeszcze po mieście w poszukiwaniu
godziwego miejsca do spania w uczciwej cenie ;).
Początkowo zarezerwowałam hotele
na jedną noc – zaraz po przybyciu do Bangkoku i w Krabi przed transferem na
wyspy, potem doszła Kambodża, potem znalazłam bardzo okazyjną ofertę na Phi Phi
i ogólnie wyszło, że zabookowałam wszystko.
Noclegów szukałam na booking.com i agoda.com, jednak wyszło na to, że na
agodzie zawsze te same pokoje były w lepszej cenie i ostatecznie wszystkie
noclegi zamówiłam przez tę stronę. Wcześniejsze
bookowanie ułatwiło mi też zdecydowanie planowanie budżetu, bo wiedziałam, ile
dokładnie zapłacę.
Zabawę w bookowanie rozpoczęłam w
lipcu, ale zawsze wybierałam opcję z możliwością bezpłatnego odwołania
rezerwacji i kilkukrotnie z tej możliwości korzystałam, kiedy znajdowałam
fajniejszą ofertę. Hotel w Siem Reap zmieniałam jeszcze na kilka dni przed
wylotem J. Pieniądze za hotele miały być w odpowiednim
czasie ściągnięte z mojej karty kredytowej, co jest fajną opcją, bo możemy
nosić przy sobie mniej gotówki.
Wyjątkiem było Chiang Mai, gdzie
guesthouse wybrałam przez polecenie na forum i rezerwowałam go mailując z
przesympatycznymi pracownikami tego przybytku.
Minusem wcześniejszego bookowania
jest oczywiście fakt, że nie wiemy, na ile zdjęcia odzwierciedlają
rzeczywistość, a opinie klientów często były skrajne ;). Priorytetem dla mnie była lokalizacja, własna
łazienka, czystość, okno (uważajcie, w
Azji to niekoniecznie oczywistość), sensowny metraż pokoju, a przymykałam oko
na uwagi o niemiłym personelu czy hałasie z ulicy ;). Piszę ten post tuż przed
wyjazdem i sama jestem ciekawa, czy miałam nosa do fajnych miejscówek ;).
DOKŁADNY PLAN WYCIECZKI DZIEŃ
PO DNIU
Pewnie część osób idzie w tej
materii na totalny spontan, ale moja dusza planisty musiała choć wstępnie
założyć co, gdzie i kiedy będziemy robić ;) Tutaj wstawiam Wam ostateczną
wersję harmonogramu, który wydrukowałam i wzięłam ze sobą. Jak widzicie
notowałam też ile km jest z danego miejsca do innego i ile mniej więcej
powinnam zapłacić za tuk-tuki czy taksówki na danych trasach, tak by nie dać
się zbytnio naciągnąć i by wiedzieć, ile czasu mogę potrzebować na transfer.
SPRAWY ZDROWOTNE
Dwa tygodnie przed 10 grudnia
zaczęłam sprawdzać w internecie oferty
ubezpieczalni i zgodnie z przewidywaniami zdecydowanie najtańsza okazała się Planeta
Młodych (niech nazwa Was nie zmyli, młodzi według Planety są wszyscy do 39 roku
życia, a i dla tych powyżej tej granicy mają korzystne oferty ;)). Zapłaciliśmy
60 zł za osobę + koszt wysyłki 5 zł, a
ubezpieczenie obejmowało OC, KL i NNW.
Karta przyszła na wskazany adres po dosłownie trzech dniach, tak że
super.
Do Tajlandii i Kambodży nie
obowiązują żadne szczepienia obowiązkowe, są tylko te zalecane. Nie mam na
pośladku wytatuowanej podobizny Jerzego Zięby ani nie rzucam kamieniami w
przychodnie, ale jeśli nie ma obowiązku szczepienia się, to uznaję, że nie ma
po prostu takiej potrzeby i się nie szczepię ;). W Tajlandii nie ma malarii,
więc nie dajcie się też wrobić w branie leków antymalarycznych, których
przyjmowanie niesie ze sobą szereg skutków ubocznych.
Na stałe przyjmuję probiotyki
wieloszczepowe (na zmianę Vivomixx i Sanprobi Barrier), a na krótko przed
wyjazdem włączyłam też Enterol (zawiera Saccharomyces boulardii) – probiotyk
polecany przy tzw. biegunkach podróżnych. Kontynuowaliśmy branie go także w
Tajlandii, profilaktycznie.
PASZPORT, WIZY, ZDJĘCIA
Oczywiście aby wjechać do
Tajlandii potrzebować będziecie paszport (ja miałam aktualny), a aby wjechać do
Kambodży dodatkowo wizę – można ją kupić od ręki na granicy (koszt 30 dolarów +
łapówka ;)) lub załatwić przez internet e-visę (37 dolarów). Doszłam do
wniosku, że łapówka może wynieść mniej niż 7 dolarów, więc zdecydowałam się na zakup
na granicy. Nie wszystkie przejścia graniczne akceptują e-visę, ale na
przejściu Poi Pet , przez które jedzie się do Siem Reap z Bangkoku nie powinni
Wam robić z nią problemu (na stronie e-visy sprawdzicie, które przejścia ją
akceptują). Zrobiłam też zdjęcia
paszportowe potrzebne właśnie do kambodżańskiej wizy (za 4 zdjęcia zapłaciłam
30 zł, robią je od ręki). Do Tajlandii nie trzeba wizy jeśli jedziemy tam na
okres do 30 dni.
SPRAWY BANKOWO-GOTÓWKOWE
Dwa tygodnie przed wyjazdem
odwiedziłam mój bank, żeby dowiedzieć się dokładnie jakie opłaty i prowizje
czekają mnie przy wypłatach z tajskich bankomatów. W moim banku BZ WBK i przy
moich kartach (najkorzystniej wypadła Visa Omnia) prowizja wynosi 2,8% (minimum
10 zł) przy wypłacie z bankomatu + jeszcze dodatkowo doliczana jest opłata za
przewalutowanie 2,0% (zarówno przy wypłacie z bankomatu, jak i płatnością kartą
na miejscu). Czyli przy wypłacie np. 1000 zł prowizja wyniesie dodatkowo jakieś
48 zł (za wypłatę i przewalutowanie), a przy płatności w restauracji kartą
równowartości np. 20 zł – 40 groszy (tylko za przewalutowanie). Korzystniej
więc płacić kartą, ale wiadomo, że sprzedawcy streetfoodu niekoniecznie zaopatrzeni są w terminale
płatnicze ;). To oczywiście tylko dane z mojego banku dla moich kart – inne
oferty mogą być korzystniejsze, nie interesowałam się tym aż tak bardzo.
Wypłaciłam w kasie 2100 zł i
wymieniłam je w kantorze na 500 dolarów, w tym 100 dolarów w jednodolarowych
nominałach (do Kambodży). Zdecydowałam,
że na miejscu dokonam pewnie jeszcze jednej wypłaty z prowizją, a za noclegi i
przejazdy pieniądze zejdą mi bezpośrednio z karty, co jest według mnie bardzo
wygodną opcją. Aby wypłacić pieniądze tajskiego bankomatu nie trzeba aktywować karty dla wypłat dla transakcji magnetycznych - urządzenia te działają na chipy, tak jak w Europie, wbrew temu, co mówiła mi pani w banku. Jeśli traficie do kraju, gdzie bankomatów chipowych nie ma, aktywację można przeprowadzić przez internet albo telefonicznie. Dla bezpieczeństwa
najlepiej zdjąć blokadę tuż przed planowaną wypłatą, a potem od razu kartę z
powrotem zablokować.
Pamiętajcie też, żeby zadzwonić
na infolinię Waszego banku i poinformować ich o wyjeździe, by Wam nie
zablokowano kart po pierwszej transakcji w Tajlandii, co jest dosyć powszechne
ze względów bezpieczeństwa. Śmieszy mnie trochę to, że nie mogłam załatwić tego
podczas rozmowy z panią w banku, tylko musiałam koniecznie zrobić to
telefonicznie ;).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz